Poza chłonięciem popkultury i pisaniem o niej mam jeszcze kilka innych pasji, a jedną z nich jest gotowanie. Uwielbiam łączyć składniki i patrzeć, jak zmieniają się w gotowe dania. Ta pasja przenika się też z innymi dziedzinami mojego życia. Lubię programy kulinarne, książki kucharskie i co w kontekście tego tekstu najważniejsze – gry z motywem gotowania. Dzisiaj właśnie takim tytułem się zajmiemy.
Chef Knight to prosta gra na komputery osobiste z systemem Windows. I kiedy mówię „prosta”, naprawdę mam to na myśli. To relaksacyjny clicker, który w niewyjaśniony sposób wykrada kolejne minuty z życia gracza.
Fot. Kadr z gryFabuła praktycznie tutaj nie istnieje. Wszystko, co wiemy o świecie, ogranicza się do kilku narysowanych plansz. Jesteśmy kucharzem i prawdopodobnie goblinem. Tak przynajmniej zakładam, bo twarz naszej postaci jest zasłonięta, ale wszyscy klienci należą właśnie do tego gatunku. Spiżarnia okazuje się pusta, więc musimy ruszyć do lochów po świeże składniki. Dokładnie tak, do lochów. Podobnie jak w Delicious in Dungeon podstawę diety stanowią tutaj potwory.
Niestety twórcy kompletnie nie postarali się o różnorodność przeciwników. Chef Knight posiada cztery biomy, a każdy z nich oferuje jedynie trzy unikalne potwory. Łatwo policzyć, iż przez całą grę spotkamy zaledwie dwanaście typów przeciwników. Bossów również brak. Bardzo gwałtownie robi się więc powtarzalnie.
A skoro już o powtarzalności mowa, gameplay to praktycznie symulator rosnących numerków. Rozgrywka opiera się na jednej pętli. Wchodzimy do lochu, zabijamy potwory, zbieramy składniki, gotujemy z nich potrawy, sprzedajemy jedzenie, a za zdobyte pieniądze ulepszamy statystyki, żeby robić dokładnie to samo, tylko szybciej.
Fot. Drzewko umiejętnościW grze istnieją trzy rodzaje waluty. Złoto dostajemy za sprzedaż jedzenia, zielone klejnoty wypadają ze skrzyń, a czerwone zdobywamy za wykonywanie questów. W praktyce wszystkie służą do tego samego, czyli ulepszania umiejętności. Od czasu do czasu znajdziemy też nowy przepis, ale liczba potraw jest równie rozczarowująca jak liczba przeciwników. A przecież to miała być gra o szefie kuchni.
Samo gotowanie również wypada bardzo słabo. Wrzucamy składniki do gara i po chwili dostajemy gotowe danie. Liczyłem chociaż na prostą minigierkę związaną z przygotowywaniem potraw, ale nie dostałem choćby tego. Wszystko jest maksymalnie zautomatyzowane.
Taki prosty odmóżdżacz bez fabuły mógłby się może jeszcze obronić jako gra mobilna. Problem w tym, iż choćby wtedy wciąż zostałaby największa wada tej produkcji. Chef Knight jest po prostu za krótki.
Fot. Kadr z gryW około pięć godzin ukończyłem grę, wymaksowałem drzewko umiejętności i odblokowałem wszystkie osiągnięcia. Po dotarciu na ostatnie piętro nie ma już absolutnie żadnego powodu, żeby grać dalej. Gdyby po ukończeniu odblokowywały się proceduralnie generowane poziomy albo jakiś endless mode, gra mogłaby żyć znacznie dłużej. Niestety kończy się nagle i zostawia po sobie głównie poczucie zmarnowanego potencjału.
A szkoda, bo tytuł naprawdę dobrze wywołuje syndrom „jeszcze pięć minut”. Produkcja potrafi uzależnić w ten przyjemny, clickerowy sposób. Problem w tym, iż zanim zdążymy się na dobre wciągnąć, pojawiają się napisy końcowe.
Technicznie wszystko działa poprawnie, ale trudno uznać to za wielką zaletę. Gdyby tak prosty program, ważący mniej niż 500 MB, miał jeszcze problemy techniczne, byłby to zwyczajny wstyd. Grafika została utrzymana w przyjemnym, kreskówkowym stylu i za to należy się plus, choć modelom wyraźnie brakuje różnorodności. choćby podstawowe alternatywne warianty kolorystyczne postaci byłyby mile widziane.
Dźwięki i muzyka są tak generyczne, iż gwałtownie przestałem zwracać na nie uwagę. W pewnym momencie puściłem własną playlistę w tle, żeby rozgrywka wydawała się żywsza. To raczej nie jest dobry znak.
Ostatecznie Chef Knight to prosty i bardzo powtarzalny clicker, który sam sabotuje największą zaletę swojego gatunku. Gra potrafi wciągnąć, ale kończy się zbyt gwałtownie i nie daje żadnego powodu, by do niej wracać. Przyjemna oprawa graficzna to za mało, żeby zamaskować ubogą zawartość i brak pomysłów na rozwój rozgrywki. Zagrałem, skończyłem i raczej już nigdy do tego tytułu nie wrócę.
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z PressEngine. Dziękujemy!
Fot. główna. Kolaż z użyciem materiałów promocyjnych










