Miałam to szczęście, iż od najmłodszych lat byłam zdeterminowana i konsekwentna w dążeniu do swoich celów. Do dwudziestych piątych urodzin zdołałam samodzielnie odłożyć wystarczająco dużo, by kupić własne mieszkanie tu, w Warszawie.
Rodzice czy starsze rodzeństwo nikt mi nie pomagał. Wszystko, co osiągnęłam, zawdzięczam wyłącznie sobie. Kiedy później poznałam Tomasza, który zawrócił mi w głowie, popełniłam ten błąd, iż od razu zwierzyłam mu się, iż mam już własne “M” i jestem samodzielna.
Jednocześnie jasno ustaliłam zasadę nie zamierzam przeprowadzać się do niego ani zapraszać go do siebie. Zaproponowałam, byśmy wynajęli coś razem, a ja swoje mieszkanie mogłabym wynająć komuś innemu dzięki temu mielibyśmy dodatkowe złotówki i mogliśmy odkładać na wspólny samochód.
Tomasz zgodził się, zapewniając, iż już niedługo będzie miał na to środki i zamieszkamy razem. Jednak mijało pół roku, a on pewnego dnia pojawił się u mnie niespodziewanie z jedną torbą w ręku. Tłumaczył, iż stracił pracę i został bez grosza przy duszy.
Zaczął mnie przekonywać, abym przyjęła go do siebie “na chwilę”, do czasu, aż jego sytuacja się poprawi. Dobrze, iż miał dokąd wracać przecież rodzice mieszkali niedaleko Radomia. Nie zgodziłam się jednak. Uważam, iż taka sytuacja wcale nie była przypadkowa uznałam to jedynie za wymówkę, bym utrzymywała go na swój koszt. To mogła być pułapka.
W końcu zakończyłam ten związek. Teraz wiem, iż trzeba stawiać jasne granice i nie pozwalać nikomu wykorzystywać swojej ciężkiej pracy. Życie nauczyło mnie, iż warto ufać sobie i swoim wyborom, nie zapominając o szacunku do własnych granic i osiągnięć.








