Chciałby się wprowadzić! Mój chłopak chyba myślał, iż zamieszka ze mną w moim mieszkaniu i będzie żył na mój koszt
Mam ogromne szczęście, bo zawsze potrafiłam konsekwentnie dążyć do swoich celów. Do dwudziestego piątego roku życia udało mi się samodzielnie, bez żadnej pomocy rodziny, odłożyć na własne mieszkanie w Warszawie.
Nikt mnie nie wsparł finansowo ani mama, ani tata, ani żaden wujek czy ciocia, wszystko osiągnęłam własną pracą. Kiedy zakochałam się w chłopaku o imieniu Kacper, byłam na tyle naiwna, iż nie ukrywałam przed nim, iż mam już własne lokum.
Od razu jasno powiedziałam, iż nie zamierzam mieszkać w jego kawalerce na Mokotowie. Dogadaliśmy się, iż on wynajmie nowe mieszkanie, a ja wynajmę swoje, żebyśmy mogli odkładać na samochód.
Kacper przystał na propozycję, zarzekał się, iż szybciutko uskłada na wynajem i będziemy razem. Minęło pół roku i nagle pewnego dnia pojawił się u mnie z walizką i skrzywioną miną. Twierdził, iż właśnie stracił pracę i nie ma złotówki przy duszy.
Prosił, żebym przygarnęła go na kilka tygodni, żeby miał gdzie mieszkać. Stwierdziłam, iż przecież ma rodziców i może się do nich zwrócić. Do siebie go nie przyjęłam. Uważam, iż to była tylko wymówka chciał po prostu skorzystać z mojej pracy, mieszkać na gotowe i nie przejmować się rachunkami. Skończyło się tym, iż postanowiłam zakończyć ten związek.








