Tak, rozumiem, iż nie musicie! Ale to przecież wasza własna krew! Naprawdę zostawicie chłopca zimą bez ciepłych ubrań? Sławek, czy ja cię tak wychowywałam? naciskała teściowa.
Telefon leżał na stole. Po kilku rodzinnych awanturach Sławek dobrze wiedział: gdy dzwoni jego mama, lepiej od razu włączyć głośnik i rozmawiać z Lidką razem z Kasią. W przeciwnym razie teściowa rozniesie ich po kolei jak domek z kart.
Lidko, przecież nie odmawiamy pomocy odparła Kasia. Ale jeżeli tak ciężko ci z Maćkiem, to oddaj go nam. Ania nie ma nic przeciwko, rozmawiałam z nią.
Teściowa zamilkła na chwilę. Pewnie ważyła w głowie, co się bardziej opłaca: zrzucić z siebie niechciane obowiązki czy zachować kontrolę nad córką. Wygrała opcja druga.
choćby nie wiecie, na co się porywacie! odparła Lidka z wyższością. Przecież nigdy nie mieliście ani dziecka, ani choćby kota! Oboje pracujecie od rana do nocy, kto się nim zajmie? Myślicie, iż dzieci rosną jak chwasty? Potrzebują opieki, uwagi, ciepła!
Rozumiem to spokojnie powiedziała Kasia. Ale jakoś byśmy sobie poradzili. Mogłabym rzucić pracę. Traktuj to jak urlop macierzyński zamiast Ani.
Aha, a na co będziecie żyć, milionerzy?
Sami mówiliście, iż zarabiam grosze. Jakoś byśmy przetrwali bez tych groszy.
Teściowa ucichła. Sławek westchnął zmęczony Kasia była w rodzinie nowa, ale on miał już dość tego ciągłego nacisku.
No jasne. Stawiacie mi ultimatum w końcu burknęła Lidka. Proszę bardzo, róbcie, co chcecie. Jesteście młodzi i głupi, nie wiecie, w co się pakujecie. Ja przynajmniej próbuję wam pomóc, biorę cały ciężar na siebie. Ale skoro wolicie się buntować Pamiętajcie tylko, iż przez wasze ego dziecko marznie i choruje.
Po tych słowach teściowa rzuciła słuchawką. Kasia przysunęła się do Sławka, objęła go i pomyślała, jak to wszystko się zaczęło
A początkowo Lidka wydawała się miłą, choć kapryśną kobietą. Witała Kasię w domu z uśmiechem, zanim ta została jej synową. Stół uginał się od jedzenia, a gdy młodzi wyjeżdżali, teściowa pakowała im torby pełne smakołyków.
Szybko weszła Kasi w życie. Dzwoniła codziennie, pytała, czy wszystko w porządku, czy Sławek jej nie krzywdzi, zapraszała w gości. Pewnego razu choćby załatwiła mamę Kasi do dobrego szpitala przez znajomych lekarzy. Kasia była jej za to ogromnie wdzięczna.
Ale zauważała też coś innego. Wystarczyło nie odebrać telefonu lub przerwać rozmowę w pośpiechu, a teściowa zmieniała się nie do poznania. Potrafiła tygodniami nie dzwonić, mówić z góry i czekać na przeprosiny.
No tak, teraz to już tacy zajęci, iż stara Lidka wam niepotrzebna mówiła wtedy z pretensją.
Kasia śmiała się, próbując rozładować sytuację, ale czuła, iż ta troska ma posmak obowiązku.
Lidka miała nie tylko syna, ale i córkę, Anię. Siostra Sławka też budziła w Kasi mieszane uczucia. Ania prawie się nie uśmiechała, wzdrygała się przy głośniejszych dźwiękach, zawsze uciekała do swojego pokoju. Kasia myślała, iż to wiek Ania miała wtedy szesnaście lat. Może po prostu nudziło się jej wśród starszych.
Czym Ania się interesuje? spytała Kasia przed świętami. Głowę sobie łamię, co jej kupić.
Niczym machnęła ręką Lidka. Całe dni w telefonie. Wszystko jej nie pasuje, wszystko za trudne. Darmozjada z niej, nic więcej.
Wtedy Kasia zrozumiała, iż relacja matki i córki jest mocno nadszarpnięta. Jej własna mama nigdy by tak nie powiedziała.
Z czasem przekonała się, iż Lidka nie lubi Ani. Mogła się uśmiechać do synowej, a za chwilę krzyczeć na córkę za niedomyte naczynia. Złe koleżanki, złe ubrania, zła muzyka I to tylko to, co Kasia widziała.
Nic dziwnego, iż Ania wyszła za mąż w wieku osiemnastu lat. Nie z miłości, ale by uciec z domu.
Co za głupia! wrzeszczała Lidka. Związała się z jakimś karłem. Myśli, iż szczęście gdzieś ją czeka? Porzuci ją w miesiąc!
Gdy Ania uciekła, cała uwaga teściowej skupiła się na Kasi i Sławku. jeżeli wcześniej wydawała się Kasi dziwaczna, ale sympatyczna, teraz nie było przed nią ucieczki. Natrętne rady, niespodziewane wizyty, pytania o wnuki Pełen zestaw.
Kasia, może rzuć ten swój sklep? Zarabiasz grosze powiedziała pewnego dnia Lidka. Załatwiłabym ci lepszą pracę.
Kasia już wiedziała: wystarczy raz się zgodzić, a będzie wiecznie winna. Oczywiście niewdzięczna, bo teściowa oczekiwałaby całkowitego podporządkowania. I w razie czego równie łatwo mogłaby załatwić jej zwolnienie.
Nie, dziękuję. Lubię swoją pracę odparła.
Lidka nadęła się, odwróciła do okna.
No to sobie siedź mruknęła. Chciałam dla was dobrze, żebyście nie żyli od pierwszego do pierwszego. Ale skoro wolisz stać w miejscu
Co do Ani, Lidka miała prawie rację. Jej małżeństwo nie rozpadło się w miesiąc, ale w półtora roku. W tym czasie Ania urodziła syna.
Choć nie były bliskie, pewnego dnia Ania wybuchnęła płaczem.
On prawie nie nocuje w domu skarżyła się. Mówi, iż u kolegów, ale ja nie jestem głupia Kilka razy złapałam go na kłamstwie. Nie wiem, gdzie się włóczy, ale na pewno nie u przyjaciół. To nie wszystko Parę razy już na mnie rękę podniósł.
O rany, Ania Uciekaj od niego.
Dokąd? Do matki? Dziękuję, wolę już tu zostać.
To wiele mówiło. Ania wolała znosić zdrady i strach niż wracać do Lidki. Czyli tam pozostało gorzej pomyślała Kasia.
Wkrótce mąż Ani sam się rozwiódł. Powiedział, iż nie jest gotowy na rodzinę. W rzeczywistości znalazł sobie inną. Ale dziecko zostało. Ania wróciła do matki. I oczywiście zaczęło się Lidka nazywała córkę nieudacznikiem, obwiniała ją










