Mieszkać u kogoś? Nie ma nic za darmo zapłać za wynajem!
Nie mam pojęcia, czy ślub mojej córki dojdzie do skutku. Cała rodzina jest skłócona. Przyszły zięć dostaje szału do ślubu tylko dwa tygodnie, a tu afera za aferą. Serce mi się kraje na myśl o mojej córce żali się Marianna.
O co u was ta cała awantura?
Pewnie nie uwierzysz, ale chodzi o mieszkanie. Chcieliśmy zrobić młodym niespodziankę uzbieraliśmy razem z mężem wszystkie oszczędności i kupiliśmy im mieszkanie jako prezent ślubny. Żeby starczyło na wszystko, musieliśmy jeszcze sprzedać naszą ukochaną działkę nad Mazurami i stary garaż. W akcie własności widnieje nazwisko mojej córki. Ale skoro biorą ślub, to czy to naprawdę ważne, na kogo jest zapisane?
No jasne
My z mężem też tak uważaliśmy. Mieszkanie jest, jak to się mówi, gołe ściany potrzeba remontu, brakuje dosłownie wszystkiego, ale wszystkie nasze pieniądze już się rozeszły. Mąż powiedział przyszłemu zięciowi, żebyśmy razem zakasali rękawy i wspólnymi siłami ogarnęli remont żeby mogli jak najszybciej się wprowadzić. A on się wypiął nie chce remontować!
A dlaczego?
Twierdzi, iż to nie jego mieszkanie. Nie ma zamiaru inwestować w czyjąś nieruchomość. Powiedział wprost, iż jak chcemy, to mamy sobie sami wszystko odnowić. On może co najwyżej kupić firanki czy mikrofalówkę, ale większych pieniędzy do tego nie włoży.
To niech mieszkają w stanie surowym, skoro tak bardzo mu się nie podoba.
Nie da rady tam kompletnie nic nie ma. Trzeba wymienić wszystkie instalacje wodne i elektryczne, wyrównać podłogi, naprawić ściany. Okna tak stare, iż zaraz się rozsypią trzeba je wymienić. Bez chociaż minimalnego wykończenia ani rusz. opowiada Marianna.
Uważam, iż choćby najmniej wybredny człowiek nie przeżyje w takich warunkach. Jak młode małżeństwo ma mieszkać w takim gruzowisku? To wstyd. Przyszły zięć pracuje w dużej spółce, zarabia bardzo przyzwoicie, ale widocznie mu szkoda pieniędzy. On woli odkładać na swoje własne cztery kąty, żeby kiedyś nie wylądować z niczym.
Wychodzi na to, iż chce żyć na nasz koszt. Żąda, żebyśmy sami ten remont sfinansowali. To mu oznajmiłem skoro uważa, iż mieszkanie nie jest jego, niech płaci nam czynsz. O dziwo, uśmiechnął się i zgodził westchnęła Marianna.
Co na to twoja córka?
Cały czas płacze, jest załamana. Bardzo go kocha, ale my nie możemy przepisać mieszkania również na niego. Teraz powtarza, iż nie potrzebuje ani mieszkania, ani remontu. Ale mnie niepokoi, iż facet nie chce dołożyć do wspólnego życia choćby złotówki. Co to będzie później? Jeszcze choćby ślubu nie wzięli, a już układają plany na wypadek rozwodu i dzielenia majątku mówi Marianna.
Jak myślicie, czy przyszły zięć powinien jednak dorzucić się do remontu? Przecież planuje tam mieszkać, mieć dzieci, zapuścić korzenie. Co za różnica, na kogo jest akt notarialny? Może jednak ma trochę racji? Co wy byście zrobili na jego miejscu?





