Powroty do kraju po długiej podróży potrafią być męczące. Godziny spędzone w powietrzu, potem lądowanie, czekanie na wypuszczenie z samolotu, przepychanie się do busików, które mają odwieźć pasażerów na lotnisko, niekiedy sprawdzanie dokumentów, następnie szukanie bagaży... Wszystko to potrafi odebrać siły. Tym bardziej kiedy jeden z etapów dłuży się w nieskończoność i przebiega w nie najlepszych warunkach. Przekonali się o tym podróżni wracający z Dubaju, którzy musieli stawić czoła odprawie paszportowej. "Bardzo nieprzyjemnym i skandalicznym doświadczeniem" podzielił się jeden z pasażerów w wiadomości przesłanej do serwisu epoznan.pl.
REKLAMA
Zobacz wideo Lotnisko w Katarze zachwyca. Przepych, drogie marki i... park
Czekali na kontrolę na poznańskim lotnisku. Niektórzy na mrozie
Do sytuacji doszło 2 stycznia. Po ponad 7-godzinnej podróży pasażerowie wylądowali w Polsce, gdzie musieli przejść jeszcze wszystkie procedury, w tym odprawę paszportową. Właśnie tutaj zaczął się problem. Jak relacjonuje jeden z podróżnych, autobus zawiózł ich do strefy Non-Schengen, jednak nie wszyscy pomieścili się w hali.
Kolejka wychodziła na zewnątrz budynku, gdzie panowały bardzo złe warunki - padał śnieg, było zimno, wietrznie i panował silny przeciąg. Szczególnie żal było zagranicznych pasażerów, którzy - nie znając realiów polskiej zimy - byli ubrani bardzo lekko i musieli stać na mrozie
- napisał w wiadomości przesłanej do portalu epoznan.pl. Jak zaznaczył, na przejście kontroli czekali 48 minut, a za nimi znajdowało się jeszcze około 25 osób. Atmosfera na miejscu była bardzo napięta.
Pasażerów obsługiwały tylko dwa okienka. Reszta była nieczynna
Sytuacji nie ułatwiał fakt, iż tego dnia działały tylko dwa stanowiska kontroli paszportowej. Ponadto cztery automatyczne i trzy zwykłe bramki były zamknięte. Zmęczenie i długie oczekiwanie gwałtownie dały o sobie znać. Pasażerowie coraz bardziej się niecierpliwili i nie kryli niezadowolenia spowodowanego opóźnieniami, przez które kolejne plany brały w łeb.
Atmosfera była fatalna, a sytuacja kompletnie nieopanowana
- skwitował autor wiadomości. Dodał też, iż podczas gdy w sieci pojawiają się informacje o kolejnych sukcesach poznańskiego lotniska, w rzeczywistości wszystko wygląda "dokładnie tak samo, jak lata temu".
Chaos, brak organizacji i niedostosowanie infrastruktury do realnej liczby pasażerów
- skwitował. Zaznaczył też, iż sytuacja, w której się znalazł wraz z pozostałymi podróżnymi, jest "absolutnie niedopuszczalna" oraz to zła wizytówka dla miasta i kraju.
Lotnisko się tłumaczy. "Oczywistym jest, iż czas oczekiwania..."
Dziennikarze portalu epoznan.pl poprosili o komentarz władze lotniska. Jak się dowiedzieli, za odprawę paszportową zarówno w poznańskim, jak i pozostałych portach w kraju, odpowiada Straż Graniczna. Ponadto 2 stycznia na swoją kolej czekali nie tylko pasażerowie z Dubaju, ale także z Wielkiej Brytanii. Łącznie mowa o 477 osobach, które "niemal jednocześnie pojawiły się przed bramkami". - W takiej sytuacji oczywistym jest, iż czas oczekiwania pasażerów znajdujących się na końcu kolejki musiał ulec wydłużeniu. Fakt, iż część osób przylatujących do Poznania musiała spędzić kilka minut na dworze, wynikał m.in. z tego, iż podróżni znajdujący się wewnątrz budynku zbyt wolno przesuwali się w kolejce - wyjaśnił Marcin Wesołek z poznańskiego lotniska.
Lotnisko Ławica w PoznaniuFot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl
Przedstawiciel Ławicy przyznał także, iż stanowiska automatycznej odprawy są wyłączone, ponieważ pod koniec roku przeprowadzono ich modernizację. Dostawca sprzętu ma je uruchomić w połowie stycznia. Jak dodał, zdaje sobie sprawę, iż konieczność czekania w kolejce do kontroli granicznej nie jest niczym przyjemnym. Zaznaczył też, iż w przypadku Poznania zdarza się to "incydentalnie", podczas gdy na wielu lotniskach w Polsce i na świecie jest normą. Które polskie lotnisko jest twoim ulubionym? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.




