Cantuccini – toskańskie ciasteczka migdałowe i vin santo

duecappucci.pl 3 tygodni temu

Koniec kolacji w toskańskiej trattorii. Kelner stawia na stole talerzyk twardych, migdałowych ciasteczek i mały kieliszek bursztynowego wina. Wszyscy wiedzą, co robić: ciasteczko do kieliszka, chwila cierpliwości, gryz. Cantuccini z vin santo to jeden z najbardziej toskańskich rytuałów, jakie znamy. A jednak wokół tych niepozornych ciasteczek narosło sporo nieporozumień: iż „biscotti” to ich włoska nazwa, iż muszą być z masłem, iż maczanie w winie to świętość. W tym tekście wyjaśniamy, czym naprawdę są cantuccini, skąd się wzięły, co mówi o nich unijna ochrona IGP – i dlaczego niektórzy toskańscy winiarze każą ich nie maczać.

Co to są cantuccini – ciasteczka z „kąta” chleba

Cantuccini (albo cantucci – to ta sama rzecz, tylko zdrobnienie) to podłużne, chrupiące ciasteczka migdałowe z Toskanii. Ciasto z mąki, cukru, jajek i całych, nieobranych migdałów formuje się w wałki, piecze, a potem jeszcze ciepłe kroi się ukośnie na kromki i dopieka. Stąd ich twardość i charakterystyczny kształt: plasterek z przekrojonymi migdałami widocznymi w miąższu.

Nazwa mówi wszystko. Cantuccio pochodzi od canto, czyli „kąt, róg”. Tak w Toskanii nazywano piętkę chleba – najbardziej przypieczony kawałek z samego brzegu bochenka. Ciasteczko, które jest w całości „piętką”, dostało więc imię po niej. Wymawia się je „kantuczczini”, z akcentem na „czi”.

Historia cantuccini – od słownika Crusca do pracowni w Prato

Pieczenie dwa razy to bardzo stary pomysł – samo słowo biscotto pochodzi od średniowiecznego łacińskiego biscoctus, czyli „podwójnie pieczony”, a suche, dopiekane pieczywo znali już rzymscy legioniści. Pierwsza pewna wzmianka o cantucci pojawia się jednak w słowniku Accademia della Crusca z 1691 roku, który opisuje je jako „biscotto a fette, di fior di farina, con zucchero e chiara d’uovo” – ciasteczko w kromkach z najlepszej mąki, cukru i białka. O migdałach ani słowa.

Pierwszy zapisany przepis z migdałami pochodzi z XVIII wieku: rękopis uczonego Amadio Baldanziego, przechowywany w Archiwum Państwowym w Prato, nazywa je jeszcze ciasteczkami „alla genovese”. Prawdziwą sławę dał im jednak cukiernik Antonio Mattei, który w 1858 roku otworzył w Prato swój biscottificio i dopracował recepturę. Jego ciasteczka zdobyły wyróżnienie na Wystawie Światowej w Paryżu w 1867 roku, a pracownia działa do dziś i wciąż pakuje je w charakterystyczne niebieskie torebki. Toskania słynęła ze słodkości od czasów Medyceuszy – podobnie jak sieneńskie panforte, cantuccini to deser z czasów, gdy cukier i migdały były luksusem.

Cantuccini, biscotti di Prato i IGP – czym to się różni

Tu zaczyna się zamieszanie. W Prato tradycyjne ciasteczka nazywają się biscotti di Prato i według miejscowej szkoły są najprostsze z możliwych: mąka, cukier, jajka, migdały – bez tłuszczu, bez proszku do pieczenia i bez aromatów. Dlatego są tak twarde. Cantucci w szerszym, toskańskim wydaniu bywają łagodniejsze: z odrobiną masła, miodu czy spulchniacza, przez co mniej suche.

Od 2016 roku nazwa Cantuccini Toscani / Cantucci Toscani jest chronionym oznaczeniem geograficznym IGP (rozporządzenie wykonawcze Komisji UE 2016/81). Według specyfikacji ciasteczka muszą powstać w Toskanii, a całe, nieobrane słodkie migdały muszą stanowić co najmniej 20% składu; w recepturze są też jajka, masło, cukier i miód. Kawałek ma zwykle do 10 cm długości. Ochronę prowadzi konsorcjum Assocantuccini. W praktyce: jeżeli na paczce widzisz „Cantuccini Toscani IGP”, masz gwarancję toskańskiego pochodzenia i prawdziwych migdałów. A słowo biscotti? We Włoszech to po prostu „ciastka” – każde. Tak jak przy amaretto, gdzie migdałowy likier bywa robiony bez migdałów, nazwa nie zawsze mówi, co jest w środku.

FraDue radzi

Posłuchaj starego mnicha. W klasztornej spiżarni cantuccio leży tygodniami i nic mu nie jest - po to piecze się go dwa razy. Brat kucharz mówi: Il pane duro insegna la pazienza. Twardy chleb uczy cierpliwości. Nie gryź od razu, nie maczaj na siłę w najlepszym winie. Weź łyk, potem kęs, i pozwól, żeby migdał zrobił resztę. Dobre rzeczy nie lubią pośpiechu.
Cantuccini i vin santo: toskański koniec kolacji, o który spierają się choćby winiarze.

Cantuccini i vin santo – maczać czy nie maczać?

W Toskanii cantuccini podaje się na koniec posiłku z vin santo – słodkim winem z podsuszanych winogron, które w trattoriach często przynosi się do deseru w komplecie. Maczanie ciasteczka w kieliszku to rytuał tak oczywisty, iż trudno wyobrazić sobie toskańską kolację bez niego. O winie i jego miejscu w regionie pisaliśmy przy enoturystyce w Chianti.

Nie wszyscy jednak są zachwyceni. W 2019 roku winnica Rocca di Montegrossi z Gaiole in Chianti umieściła na etykiecie swojego vin santo znak zakazu maczania ciasteczek, tłumacząc, iż okruchy i tłuszcz psują aromaty, nad którymi winiarze pracują latami. Sommelierzy mówią podobnie: dobre vin santo pije się obok cantuccini, nie razem z nimi – łyk wina, potem kęs. W domach i trattoriach nikt się tym jednak nie przejmuje, a do maczania używa się raczej prostszego, domowego wina. Cantuccini świetnie pasują też do espresso – i tu nikt się nie obrazi. Pamiętaj tylko, iż to deser na sam koniec, po całej kolejności dań.

Werdykt źródeł

  • MIT „Biscotti to włoska nazwa cantuccini.” We Włoszech biscotti to wszystkie ciastka. Migdałowe pieczone dwa razy to cantucci, cantuccini albo biscotti di Prato.
  • FAKT Najstarsza znana definicja cantucci pochodzi ze słownika Accademia della Crusca z 1691 roku – jeszcze bez migdałów.
  • FAKT Antonio Mattei otworzył pracownię w Prato w 1858 roku, a jego ciasteczka zdobyły wyróżnienie na Wystawie Światowej w Paryżu w 1867 roku.
  • FAKT Od 2016 roku „Cantuccini Toscani / Cantucci Toscani” to oznaczenie IGP (rozp. UE 2016/81): produkcja w Toskanii, co najmniej 20% całych, nieobranych migdałów.
  • SPORNE Masło w cantuccini. Specyfikacja IGP je przewiduje, ale tradycyjne biscotti di Prato robi się bez żadnego tłuszczu.
  • SPORNE Maczanie w vin santo. W Toskanii to rytuał, ale część winiarzy i sommelierów go odradza – jedna winnica z Chianti dała choćby zakaz na etykiecie (2019).

Następnym razem, gdy po kolacji w Toskanii dostaniesz talerzyk cantuccini, wiesz już, iż trzymasz w ręku „piętkę chleba” z XVII-wiecznego słownika i z cukierni w Prato. jeżeli chcesz zajrzeć głębiej, specyfikację ochrony znajdziesz w rozporządzeniu UE 2016/81, a o samych ciasteczkach opowiada oficjalny portal regionu Visit Tuscany. jeżeli planujesz podróż po regionie, przyda się też nasz przewodnik Toskania samochodem.

Ten wpis jest częścią naszego cyklu Włochy wyjaśnione – w którym tłumaczymy to, czego nie znajdziesz w przewodnikach. jeżeli lubisz włoskie desery z historią, zajrzyj też do tekstu o tym, kto wymyślił tiramisu oraz o panna cotta.

Najczęstsze pytania

Co to są cantuccini?

To toskańskie ciasteczka migdałowe pieczone dwa razy: najpierw w wałku, potem pokrojone ukośnie w kromki. Robi się je z mąki, cukru, jajek i całych, nieobranych migdałów. Nazwa pochodzi od cantuccio – piętki chleba.

Czym różnią się cantucci od cantuccini?

Niczym – cantuccini to zdrobnienie od cantucci. Obie nazwy obejmuje to samo oznaczenie IGP „Cantuccini Toscani / Cantucci Toscani”. Odrębną, prostszą wersją są biscotti di Prato, robione bez tłuszczu i spulchniacza.

Z czym je się cantuccini?

Tradycyjnie z vin santo, toskańskim winem deserowym, na koniec posiłku. Świetnie pasują też do espresso, herbaty czy słodkiego wina. Maczanie w vin santo to rytuał, choć część winiarzy radzi pić wino obok, a nie razem z ciasteczkiem.

Czy cantuccini są chronione przez UE?

Tak. Od 2016 roku „Cantuccini Toscani / Cantucci Toscani” to chronione oznaczenie geograficzne IGP. Muszą powstać w Toskanii i zawierać co najmniej 20% całych, nieobranych migdałów.

Idź do oryginalnego materiału