Cały jestem czekaniem

tygodnikprzeglad.pl 3 tygodni temu

Nie będzie pociągu, który zatrzyma się na mojej stacji

Opowiadania Tomasza Jastruna

Wojna domowa
Chodzili w liceum do jednej klasy, bywało, iż siedzieli w jednej ławce, raz się pobili, nie bardzo wiadomo o co, nikt nie został pokonany, więc łatwo było się pogodzić. choćby to ich zbliżyło. Po maturze wymienili się numerami telefonów, nigdy z tego nie skorzystali. Nie widzieli się więc przez lata, morze lat, ocean lat, aż tu nagle okazało się, iż żona Stefana jest koleżanką jego żony w pracy i znajomość miała zostać odnowiona.

Zaprosili ich do siebie na kolację. Jak zwykle po tak długim niewidzeniu ludzie są trochę niespokojni, co zastaną, choćby co z ich twarzami porobił czas. Niby wie się, iż czas nie ma litości, ma za to okrutną fantazję, ale to zawsze jest zaskoczenie.

Dzwonek rozwibrował mieszkanie, od dawna zbiera się, by go wymienić na gong z wesołą melodią, ale nie starcza mu na to energii. Stefan był zmieniony, ale do poznania. Niektórzy ludzie są zmienieni nie do poznania. Chociaż, czy by go poznał na ulicy? Pewnie nie. Przywitali się serdecznie. Kolega wyglądał jowialnie, utył, ale sympatycznie. Zdawał się sybarytą, Kiedy zobaczył jedzenie na stole, zarumienił się. Twarz miał okrągłą, dzięki temu zmarszczki nie były głębokie, w nadobnym obliczu królowały oczy zawieszone niebiesko pod grubymi brwiami, roześmiane i życzliwe. I miał sumiaste wąsy z odrobiną siwizny. W połowie wyłysiał, ale włosy, które ocalały, były ciemne, z ledwie widocznymi pasmami siwizny.

Lubił dużo mówić i mówił ze swadą, dowcipnie.

Żona Stefana nie była szczupła, w małżeństwach ludzie lubią tyć parami. Z kolei oni z żoną byli szczupli, to cenne, bo rzadkie w tym wieku. I oboje byli z tego dumni. Mała tu zasługa mocnej woli, byli chudzi z natury, jak harty.

Przystąpiono do jedzenia i do wspomnień, jak to było kiedyś. Znajdowali w Polsce Ludowej sporo zalet, kiedyś widzieli same wady. Jedli i pili wino, próbowali potem nalewek, żona robiła świetne nalewki o różnych smakach, choćby różaną. Nalewki są zdradliwe, człowiek upija się nie wiadomo kiedy.

Wspominali szkołę, wariatów nauczycieli i jedną polonistkę, którą bardzo lubili. Okazało się, iż dwie osoby z ich klasy umarły. Takie śmierci zawsze poruszają, bo mówią: skoro koledzy odeszli, to i ty już jesteś w kręgu śmierci. Pomilczeli nad sprawami ostatecznymi, po czym on powiedział:

– Popatrz, Stefan, co się porobiło w polityce. – Słowa już nie trzymały się swoich brzegów, jak to po alkoholu.

– A porobiło się – odparł kolega też jakby chwiejnie.

Milczeli przez chwilę, kołysząc głowami i ubolewając nad stanem rzeczy.

– Tak naprawdę to strasznie jest – powiedział Stefan.

– Ano strasznie – przytaknął.

Znowu zapadło milczenie.

– Wypijmy za wygrane najbliższe wybory, jak nie wygramy, to oni nas załatwią, koniec demokracji. – Nalał koledze i sobie nalewki, tym razem z tarniny. I nadzwyczaj zgodnie spełnili toast. Znowu milczeli, kołysząc się nad stołem.

– Byle nie o polityce, to się źle skończy, no już, wystarczy, i wystarczy, panowie, z piciem – prosiła żona Stefana.

Jego żona ją poparła:

– Jest przecież tyle innych ciekawszych tematów.

– A co się ma

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Post Cały jestem czekaniem pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

Idź do oryginalnego materiału