Były mąż przyniósł kwiaty dla pojednania, ale nie przeszedł dalej progu

newsempire24.com 7 godzin temu

Ela, zobacz, co przyniosłam! Trzy dni wahałam się między kremowym waniliowym a kość słoniową, aż sprzedawcy już zaczęli mi kręcić głowy powiedziała, przesuwając dłonią po fakturze tapet w przedpokoju i szeroko się uśmiechając. A teraz wchodzę do domu i czuję, iż w końcu jest po mojej. Wszystko tak, jak chciałam.

Bogna, przyjaciółka Eli od szkolnych ław, skinęła głową, odgryzając kawałek domowego ciasta z kapustą. Siedziały w kuchni, wypełnionej zapachem świeżo upieczonych bułeczek i mocnej kawy, które od dzisiaj stały się stałym elementem ich mieszkania, wypierając starą, przywieraną do ścian woń papierosów.

Ela, rozkwitłaś! zauważyła Bogna, stawiając filiżankę na spodku. A remont to dopiero punkt kulminacyjny. Głupi punkt w poprzednim życiu. Cieszę się, iż nie sprzedałaś mieszkania, tylko wszystko od nowa przearanżowałaś. Jakbyś zmieniła skórę.

Ela westchnęła, przyciskając serwetkę. Tak, to było ciężkie. Gdy Sergiusz wyjechał, głośno zamykając drzwi i krzycząc, iż dusi się w tym bagnie, wydawało się, iż życie się skończyło. Dwadzieścia lat małżeństwa, dorosły syn, ugruntowany byt wszystko runęło w jedną chwilę w imię jakiejś przelotnej wolności i nowej muzy, czyli młodej recepcjonistki z jego warsztatu samochodowego. Minęło półtora roku. Łzy wyschły, syn Kacper podtrzymywał matkę, a praca w banku nie pozwoliła całkowicie się załamać. Teraz, siedząc przy nowo wyremontowanej kuchni, Ela czuła niesamowitą lekkość.

Wiesz, Bogna, sama nie wierzyłam, przyznała. Pierwsze miesiące szłam we mgle, czekając, iż klucz w zamku się obróci. A pewnego ranka zrozumiałam: cisza nie jest straszna. Cisza to brak tych, którzy gadają, iż zupa jest przesolona, rozrzucają skarpety i domagają się rozliczenia każdego grosza.

Nagle przerywa im donośny dzwonek do drzwi. Brzmi jakby od żądającego taksówkarza, a nie od delikatnej kurierki czy sąsiadki ciotki Walii, co od czasu do czasu wpada po sól.

Ela i Bogna spojrzały na siebie.

Kogoś czekasz? szepnęła przyjaciółka.

Nie, Kacper jest na zajęciach, kuriera nie zamawiałam Ela zmarszczyła brwi, wstając od stołu. Serce podskoczyło, jakby zdradziło ją własnym rytmem. Przed nią przeszło dziwne przeczucie lodowatej mgły.

Wyszła na korytarz, poprawiła elegancką lnianą sukienkę nie ten przetarty szlafrok, co nosiła wcześniej i podeszła do drzwi. Nie zerknęła w wizjer, po prostu zapytała:

Kto tam?

W drzwiach zapadła ciężka, znacząca cisza. Potem rozległ się znajomy głos, który kiedyś powodował, iż nogi jej drżały, a teraz przyniósł jedynie przytłumioną falę irytacji.

Ela, otwórz. To ja.

Sergiusz.

Ela zamarła, ręka spoczywała na zamku. Palce nie drżały. To otwarcie zaskoczyło ją samą. Kiedyś, słysząc jego głos, natychmiast biegała po mieszkaniu, poprawiała fryzurę, sprzątała niewidzialny kurz, starając się go zadowolić. Teraz chciała tylko wrócić do ciasta i rozmowy z Bogną.

Powoli odchyliła rygl i otworzyła drzwi.

Sergiusz stał na klatce schodowej, a jego wygląd był niczym z filmu. W jednej ręce trzymał ogromny bukiet bordowych róż, owinięty szeleszczącym papierem kraftowym. Na sobie miał nowe płaszcze, które trochę mu za duże, oraz szalik przewieszony niechlujnie na ramieniu. Wyraźnie przygotowywał się do tej wizyty, ćwiczył postawę, spojrzenie, może i przemówienie.

Gdy zobaczył Elę, rozkwitł w tym samym uśmiechu, który kiedyś zawsze ją rozbrajał uśmiechu błazna, ale czarującego psa.

Dzień dobry, Ela powiedział aksamitnym barytonem, robiąc krok w stronę progu.

Ela nie cofnęła się ani kroku. Stała w progu, jak strażniczka, opierając ramię o framugę.

Dzień dobry, Sergiuszu. Co cię tu sprowadza?

Sergiusz lekko się zmieszał. Liczył na łzy, krzyki, przytulenia, natychmiastowe zaproszenie do stołu. Zamiast tego otrzymał spokojny, badawczy wzrok, jak przy oglądaniu kradnącego kota lub sprzedawcy odkurzaczy.

No załamał się, nieco opuszczając bukiet. Przejeżdżałem obok. Pomyślałem, iż wpadnę. Przejdę się. W końcu nie jesteśmy obcymi. Dwadzieścia lat, Ela, nie da się wymaz

Nie da się wymazać, przyznała Ela, nie zmieniając pozycji. Ale sam powiedziałeś, iż te dwadzieścia lat były błędem i bagnem. Zapomniałeś? Pamiętam doskonale.

Sergiusz zmarszczył brwi, jakby miał ból zęba.

Ela, kto by się zajął starymi wspomnieniami Byłem w kryzysie średniego wieku, nie wiedziałem, co wciągam. Jesteś mądrą kobietą, powinnaś to pojąć. Mężczyźni, to takie impulsywne stworzenia.

Znowu ruszył do przodu, pewny, iż ten argument zadziała. Jego but uniósł się nad nowym dywanikiem w przedpokoju.

Stój, rzekła cicho, ale stanowczo Ela. Nie wchodź.

Co? oczy Sergiusza rozszerzyły się. Ela, co ty? Stoję z kwiatami jak głupiec, sąsiedzi patrzą. Przynajmniej wpuść mnie do korytarza, pogadamy normalnie. Widzę, iż remont robisz? Nowe tapety Drogo pewnie?

Wysunął szyję, próbując zajrzeć za jej plecy, ocenić skalę inwestycji.

Sergiusz, rozmawiamy tutaj. Mam gości, Ela nie zastanawiała się, iż go przerwie.

Gości? w jego głosie pojawiła się zazdrość. Kto? Jakiś facet? gwałtownie znalazłeś zastępstwo?

To Bogna. I choćby gdyby to był facet, to ci nie leży. Jesteśmy po rozwodzie, Sergiuszu. Oficjalnie półtora roku temu. Sam chciałeś wolności.

Sergiusz westchnął, jakby ulga przeszła po nim po tym, iż to tylko Bogna, a nie jakiś fantastyczny rywal. Zmienił taktykę. Uśmiech poszerzył się, w oczach pojawił się wilgotny blask.

Ela, przestań. Widzę, iż się gniesz. Masz prawo. Popełniłem błąd. Wokół same błędy. Wiesz, dużo przemyślałem od tamtej pory.

Naprawdę? Ela skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. I co przemyślałeś? Że muza nie potrafi gotować barszczu? Czy iż wynajęcie mieszkania jest drogie, a pensja w warsztacie nie jest gumowa?

Uderzył w punkt. Twarz Sergiusza na chwilę drgnęła, maska szlachetnego żalu popękała. Ela była bliska prawdy. Plotki krążyły: młoda kochanka okazała się mieć wysokie wymagania, a w firmie zaczęły się kłopoty. Ela nie cieszyła się z tego. Po prostu była obojętna, a ta obojętność przeraziła go bardziej niż nienawiść.

Co ma barszcz wspólnego? zdenerwowany rzucił, podskakując z nogi na nogę. Bukiet róż już go obciążał, niezdarnie chwycił go drugą ręką. Mówię o duszy. O rodzinie. Zrozumiałem, iż nie ma nikogo bliżej niż ty. Przeszliśmy razem wiele Kacper jak on? Dzwonił w zeszłym tygodniu, suchy telefon, nie wziął pieniędzy

Kacper jest dorosły, ma własny rozum. Pamięta, jak odszedłeś, Sergiuszu. Jak krzyczałeś, iż ciągniemy cię na dno.

Nie krzyczałem! wybuchł Sergiusz, po czym natychmiast się opanował. Ela, przestań mnie karcić przy drzwiach jak ucznia. Naprawdę, daj mi przejść. Przyniosłem twoje ulubione kwiaty. Róże. Bordowe.

Ela spojrzała na bukiet. Piękne, drogie. Kiedyś rozlałaby łzy z takiego gestu. Rzadko dawał kwiaty, jedynie przy wielkich okazjach lub gdy mocno się poczuł winny. Teraz wyglądały na obce, jak choinka w lipcu.

Dziękuję za kwiaty, ale nie są mi potrzebne odpowiedziała spokojnie. Nie mam takiej wazy, a zapach róż przestał mnie kręcić. Teraz wolę tulipany. Albo po prostu zieleninę.

Przestałaś? zaskoczony spojrzał. Jak można przestać kochać róże? Mówisz bzdury, tylko po to, żebym się poczuł niewygodnie.

W tym momencie z kuchni wyłoniła się Bogna. Nie wytrzymała i postanowiła sprawdzić, czy przyjaciółce nie braknie pomocy. Zobaczywszy Sergiusza z bukietem, przewróciła oczami i przyparła się do ściany w głębi korytarza.

O, Sergiuszu! Nie przyszedłeś na spotkanie z kurzu! wykrzyknęła donośnie. My tu się przyjemnie jemy, a ty wpadłeś w nasze drzwi.

Cześć, Bogna mruknął Sergiusz, niezadowolony z obecności świadka. Powinnaś powiedzieć przyjaciółce, żeby wpuściła męża.

Byłego męża poprawiła Bogna. To jej dom, kogo chce, tego wpuszcza. A ty, widać, przytyłeś? Nie karmi go młoda?

Sergiusz zignorował jej ripostę i znów skupił się na Eli. Zrozumiał, iż traci kontrolę. Tradycyjne sztuczki już nie działają. Musi iść na całość.

Ela, posłuchaj jego głos stał się cichy, przejmujący. Popełniłem straszną pomyłkę. Spróbowałem tej waszej wolności To wszystko było puste, jak papierowy konfetti. Chcę wrócić do domu. Do ciebie. Może spróbujemy od nowa? Pomogę dokończyć remont, jeżeli coś zostało.

Ela patrzyła na niego i widziała nie tego pewnego siebie mężczyznę, z którym spędziła dwadzieścia lat, a raczej zmęczonego, poobijane życie człowieka, który szuka jedynie cichego portu, by przetrwać burzę. Nie potrzebował Eli, potrzebował wygodnego życia, smacznego obiadu i poczucia własnej wartości, którą ona mu dawała przez lata.

Sergiuszu powiedziała łagodnie, ale w głosie brzmiała stal. Nie ma nic do dokończenia. Mam wszystko gotowe. Mieszkanie i życie.

Ale ja zająknął się. Zmieniłem się!

Ludzie się nie zmieniają, Sergiuszu. Tylko się dopasowują. Odeszłeś, bo się nudziłeś. Wróciłeś, bo tam było źle. A ja nie jestem twoim lotniskiem przystankowym między przygodami.

Jakie lotnisko?! krzyknął. Jestem rodzinny człowiek! Ojciec naszego syna!

Byłeś. Potem wybrałeś inną drogę. Dokonałeś wyboru, a ja go przyjęłam. I wiesz co? Podoba mi się ten wybór. Lubię moje nowe życie. Bez ciebie.

Sergiusz stał, oszołomiony. Spodziewał się krzyku, wyzwisk, histerycznego wybuchu to umiał wywołać. Żadna pieszczota, żaden prezent nie zdołałyby go powstrzymać. Jego ciepły, argumentacyjny nie przebiło jego pancerz. Zrozumiał, iż kobieta w stylowej sukni, stojąca w progu jasnego, odnowionego mieszkania, już nie jest jego żoną. Ta przegroda to nie tylko drewniana listwa, to nieprzekraczalna granica.

Naprawdę? zapytał, podnosząc głos. Tak po prostu mnie wypędzasz? Nie podasz herbaty?

Nie podam odpowiedziała Ela. Mam herbatę tylko dla tych, którzy mnie szanują, a nie wykorzystują. Idź do domu, do tej kobiety, za którą paliłeś mosty. Albo do mamy. Gdziekolwiek chcesz. Ale tutaj nie ma już twojego domu.

ZaczęEla zamknęła drzwi, odwróciła się i z uśmiechem podniosła kubek, gotowa na nowe przygody, które nie potrzebują żadnych przeszłych gości.

Idź do oryginalnego materiału