Były mąż postanowił wrócić do rodziny. Jego nowa żona nie biega za nim tak, jak ja to kiedyś robiłam

przytulnosc.pl 2 tygodni temu

Historia stara jak świat: mój mąż pewnego dnia uznał, iż już do siebie nie pasujemy, zostawił mi córkę, obiecał płacić alimenty i uroczyście odszedł do nowej rodziny. Przez dwa lata żył z młodą żoną, aż w końcu okazało się, iż ta po ślubie nie zamierza za nim biegać.

I nie zamierza też rozumieć jego trudności. Chce mieć wszystko od razu, a nie tracić czas na zdobywanie tego ciężką pracą. Mój były mąż zaczął więc znowu do mnie się przymilać, pamiętając, jak kiedyś się wokół niego kręciłam. Tylko iż ten pociąg już dawno odjechał.

Z Romanem byliśmy małżeństwem prawie piętnaście lat. W tym czasie urodziła się nasza córka, kupiliśmy samochód i urządziliśmy sobie życie. Kochałam mojego męża do szaleństwa. Choć przeżyliśmy razem półtorej dekady, przez cały czas czułam tę samą czułość, co na początku naszej znajomości.

Mieszkaliśmy w trzypokojowym mieszkaniu, które odziedziczyłam po ojcu. Wcześniej wynajmowaliśmy lokum i odkładaliśmy na kredyt hipoteczny, bo nie sądziliśmy, iż tak gwałtownie dostaniemy spadek. Ale tata odszedł nagle, mama zmarła jeszcze wcześniej, i tak oto mieliśmy własne mieszkanie. A dokładniej – ja je miałam, ale wtedy byłam żoną Romana i uważałam, iż wszystko jest wspólne. Pieniądze, które odkładaliśmy, przeznaczyliśmy na remont i zakup samochodu.

Wydawało mi się, iż mam szczęśliwą rodzinę. Zdrowe dziecko, kochającego męża, dobrą pracę i wiele planów na przyszłość. Nie miałam powodów sądzić, iż coś w naszym związku idzie nie tak. Okrążałam męża troską i uwagą, prawie podawałam mu kapcie.

Gotowałam to, co lubił, dbałam o to, żeby zawsze był wyprasowany, ogolony i pachnący. Wiele problemów domowych rozwiązywałam sama, bo jego praca była cięższa niż moja – po co miałam zaprzątać mu głowę drobiazgami? Sama świetnie dawałam sobie radę.

Córka rosła na mądrą i piękną dziewczynkę, a gdy doszło do naszego rozwodu, miała już dwanaście lat, więc doskonale wszystko rozumiała.

Przez pierwsze pół roku uparcie nie zwracałam uwagi na to, iż mąż się zmienił. Tłumaczyłam to zmęczeniem, problemami w pracy, wiekiem – wszystkim, co przyszło mi do głowy. Teraz mogę przyznać, iż po prostu nie chciałam niczego dostrzegać. Było mi dobrze w moim idealnym świecie.

Później Roman zaczął zdradzać już otwarcie. Potrafił nie wracać na noc, był opryskliwy i rozdrażniony. A ja, naiwna, miałam nadzieję, iż to tylko chwilowe i dalej prasowałam mu koszule, jakby miało to uratować nasze małżeństwo. Po prostu nie wyobrażałam sobie życia bez niego – tak bardzo go kochałam.

On jednak takich dylematów nie miał. Pewnego dnia spakował walizki i oznajmił, iż powinniśmy się rozwieść. Nie zamierzał niczego dzielić – samochód zabierał sobie, bo ja choćby nie miałam prawa jazdy. Alimenty obiecał płacić uczciwie, bez sądów. Pogłaskał córkę po głowie, zostawił klucze na lustrze w korytarzu i wyszedł.

Trzymałam się tylko dzięki córce. Gdyby nie ona, pewnie położyłabym się na podłodze i zalewała łzami. Ale to ona dawała mi motywację, żeby żyć dalej: codziennie rano wstawać, dbać o siebie, robić śniadanie, chodzić do pracy, pomagać jej w lekcjach, czytać książki, wychodzić na spacery.

Miesiąc po rozwodzie Roman ożenił się ponownie. Jego nowa żona była od niego młodsza o dziesięć lat – nietrudno było się domyślić, co go do niej przyciągnęło. Zdjęcia z ich ślubu pokazała mi córka – Roman sam je udostępnił w mediach społecznościowych.

Nie wiem dlaczego, ale to właśnie te zdjęcia wyrwały mnie z odrętwienia i wzbudziły we mnie ogromną złość. Poświęciłam mu piętnaście lat swojego życia, stworzyłam dom, urodziłam mu dziecko, a on tak mnie potraktował! Tego samego dnia wyrzuciłam wszystkie jego rzeczy, które jeszcze u mnie zostały – ubrania, dokumenty, zdjęcia. Wyrzuciłam wszystko. I poczułam ulgę.

Zrozumiałam, iż moje życie się nie skończyło. Mam córkę, dla której muszę być przykładem i wsparciem. Poza tym – jestem jeszcze młoda i interesująca. jeżeli los zechce, może jeszcze wyjdę za mąż. Córka mnie wspierała. Ona też była na niego zła i nie chciała z nim rozmawiać.

Roman przeżył dwa lata w nowym małżeństwie. Widzieliśmy się rzadko – tylko gdy odbierał córkę, która w końcu mu wybaczyła. Zauważyłam, iż mój były mąż znacznie się postarzał, stracił swój dawny blask.

A przez ostatnie pół roku coraz częściej starał się spędzać u nas więcej czasu. Raz przyniósł tort i zaproponował herbatę, innym razem nagle chciał szczegółowo omówić wyniki w nauce naszej córki…

Nie zostało mi do niego nic – ani miłości, ani złości. Wszystko jakoś wypaliło się i przestało mnie obchodzić. Dlatego na jego prośby reagowałam spokojnie. No dobrze, napijmy się herbaty, no dobrze, porozmawiajmy.

Aż niedawno wtoczył się do mojego domu o pierwszej w nocy – pijany, zaczął wyznawać mi miłość i proponował, żebyśmy zaczęli wszystko od nowa, jednocześnie skarżąc się na swoją nową żonę. Jak to ona go nie rozumie, nie docenia i nie dba o niego. Zajęło mi dwadzieścia minut, żeby go wyprosić. Zatrzymywać go u siebie nie zamierzałam.

Rano zadzwonił, żeby przeprosić za swoje zachowanie, ale powiedział, iż nie żałuje żadnego słowa, które wypowiedział. Poprosił, żebym się nad tym zastanowiła. Ale ja nie mam nad czym myśleć. Nie zamierzam wpuszczać do swojego życia zdrajcy, a poza tym byłby to zły przykład dla naszej córki. Niech teraz żyje ze swoją młodą żoną i tresuje ją pod siebie.

Idź do oryginalnego materiału