Były mąż – Aniu! – zawołał za plecami aż do bólu znajomy męski głos. Anna aż podskoczyła, skuliła r…

polregion.pl 4 tygodni temu

Były mąż

Krysia! zawołał za mną do bólu znajomy męski głos.

Aż mnie zmroziło. Wciągnęłam głowę w ramiona i bez odwracania się przyspieszyłam kroku po krakowskim bruku.

Krysiu, no zatrzymaj się! To przecież ty, bez dwóch zdań!

Przyspieszyłam, ale męska dłoń delikatna, choć stanowcza chwyciła mnie za ramię.

No Krysia, co z tobą, ogłuchłaś czy jak? To ja, Tomek.

Zebrałam się w sobie, gwałtownie się odwróciłam i szeptem, nie dowierzając własnym oczom, powiedziałam:

Boże, Tomek Myślałam, iż mi się twój głos śni Przecież to niemożliwe To nie może być

Co niby nie może być? Były mąż, niemal jak kiedyś, uśmiechnął się szeroko, tak promiennie, jak wtedy, gdy mieliśmy po dwadzieścia kilka lat. Nie mogę wrócić do rodzinnego Krakowa?

Skąd wrócić? wyszeptałam zdezorientowana. Przecież Tobie się umarło Tak mi powiedzieli.

Umarło? Tomek niemal się zakrztusił. Mnie?

Tak. Pół roku po naszym rozwodzie, kiedy wyjechałeś do Gdańska, twój kumpel powiedział mi, iż że się stoczyłeś w obcym mieście i zmarłeś byle gdzie

Kto mógł ci coś takiego powiedzieć?

Kowalski. Twój najlepszy przyjaciel. Po twoim wyjeździe zaczął wokół mnie tańczyć, podrywać mnie. Ale odesłałam go z kwitkiem. To chyba dlatego powiedział mi taką rzecz.

No, niezły łajdak zaśmiał się Tomek gorzko. To nie żartował jednak przy pożegnaniu.

Jak to, żartował?

Tak rzucił niby półżartem, iż skoro zostawiłem Krysię, to on ją „uratuje”. Ale potem się już nie odezwał, choćby nie odbierał moich telefonów, choć adres miał. Wtedy nie było żadnych Facebooków, tylko listy i stacjonarny telefon. Kompletnie nie wiem, co z nim.

Umarł wzruszyłam ramionami. Dawno już. Pięć lat temu go pochowali.

No proszę… zamyślił się Tomek. Umarł A jeszcze mógł żyć, przecież nasze roczniki, spokojnie. No tak znów się rozpromienił. Trzydzieści lat minęło, a ty ciągle taka sama. Pięknie wyglądasz.

Oj daj spokój zaśmiałam się i machnęłam ręką. Zwyczajna jestem.

A słyszałem, iż wyszłaś drugi raz za mąż spojrzał na mnie z ciepłem, jakby nie mógł napatrzeć się na dawną żonę. I dzieci masz… dwoje?

Dwoje, zgadza się. Pokiwałam głową. Już dorosłe, poszły na swoje. Jestem teraz babcią choćby dwa razy.

Łał! A mąż jak się ma?

Dobrze się miewa uśmiechnęłam się krzywo. Ale już w innej rodzinie. Jestem wolna.

No proszę Tomek również pokiwał głową. Co za faceci z nas, wiecznie czegoś szukamy, zamiast zauważyć, iż to, za czym gonimy, od dawna jest obok.

A ty po co wróciłeś? zapytałam bez ogródek. Sprawy czy tak po prostu?

Na stałe wróciłem, Krysia. Na zawsze. Westchnął ciężko. Żonę niedawno pochowałem i uznałem, wracam do domu, na stare śmieci. Prawdę mówiąc dusiłem się tam. Lekarze mówią, klimat nie dla mnie. Wiek swój znam. Żona też miała poważne problemy z oddychaniem astma. Próbowałem ją wyciągnąć z nad Bałtyk, czułem, iż tu będzie lepiej. Ale urodzona w Gdańsku, kochała te strony bardziej ode mnie Mówiła: Nie potrafię, bez mojego morza. No i Tomkowi zaszkliły się oczy. Teraz chodzę po krakowskich uliczkach młodości i zastanawiam się, gdzie nest wybrać, w którym rejonie kupić mieszkanie. Trzy dekady i tu wszystko inaczej Doradzisz, gdzie najlepiej się zagnieździć?

A gdzie teraz się zatrzymałeś? zagadnęłam.

W hotelu, gdzieżby indziej.

A nie u rodziny?

Daj spokój pokręcił głową. Po co mam być ciężarem? Każdy ma swoje życie, po co im zjeżdżający z daleka kuzyn. Dla faceta to i wstyd, i głupio.

A może u mnie się zatrzymasz? powiedziałam nagle, aż sama się speszyłam własnej śmiałości, więc dorzuciłam gwałtownie Jako lokator.

Tomek wyraźnie się zmieszał, zamilkł, potem westchnął.

Może i chciałbym, Krysia, ale coś mnie gryzie, mam dług wdzięczności wobec ciebie.

Jaki dług? byłam naprawdę zdumiona.

Normalny wzruszył ramionami. Przecież cię zostawiłem trzydzieści lat temu. I będę miał to za złe sam sobie już zawsze.

Daj spokój uśmiechnęłam się, tym swoim głupim, niepewnym uśmiechem. To ja cię zmusiłam, żebyś mnie zostawił. Sama na to zasłużyłam. Przecież to ja tamtego wieczoru tak ci nagadałam, iż każdy by się zebrał i wyszedł.

Ja nic takiego nie pamiętam zaprzeczył uparcie Tomek. Tylko własne głupoty w głowie mieć umiem.

Co pamiętasz?

Że w złości spakowałem byle jak walizkę i wyszedłem w nocy. Od razu żałowałem, ale wtedy było już za późno.

A ja się wtedy cieszyłam z twojego odejścia roześmiałam się cicho. Myślałam, nowego życia zacznę I zaczęłam Ale potem płakałam

Serio? nieśmiało zapytał Tomek. Więc nie masz już do mnie urazy?

Nie mam, ani odrobiny. Spojrzałam na niego z wielką czułością i nagle w środku poczułam się, jakbym miała znowu dwadzieścia lat. Tomek, jesteś cudowny Prawie się nie zmieniłeś, tylko bardziej siwy. Wprowadzaj się do mnie. Dziś nawet. Mam wolny pokój. Po co ci hotelowe jedzenie? W końcu byłeś mi mężem, a rodzina to rodzina, choćby po rozstaniu.

Nie będę ci przeszkadzać?

Gdyby miałabym mieć z tym kłopot, zaprosiłabym cię? Tak mi czasami smutno w domu iż aż wyć się chce z samotności.

jeżeli tak Tomek nieśmiało ujął moją dłoń. To może pójdziemy po moją walizkę?

Po tę samą? Z którą wtedy wyszedłeś?

Oboje zaśmialiśmy się równocześnie. Ruszyliśmy raźno przez Stare Miasto, jakbyśmy nigdy się nie rozstawali.

Idź do oryginalnego materiału