“Byłam kierowniczką restauracji. Pewnego dnia po prostu się obudziłam i pomyślałam: otwieram Ciucholand”

krowoderska.pl 1 tydzień temu

Magda Bohun wita mnie w swoim małym królestwie na osiedlu Zielonym w Nowej Hucie. Pepitka Only. Kilka metrów kwadratowych pełnych historii, zapachów i kolorów. Między wieszakami unosi się ta szczególna, second-handowa mieszanka – delikatny zapach wypranego bawełnianego swetra, kawy z ekspresu i czegoś, co można nazwać po prostu domem.

Siadamy na małych stołkach między sukienkami. Magda śmieje się szczerze, kiedy mówię, iż jej sklep przypomina bardziej czyjś salon niż typowy ciucholand.

„Właściwie to nigdy nie planowałam tego biznesu” – zaczyna, kręcąc głową. – „Byłam kierowniczką restauracji. Pewnego dnia po prostu się obudziłam i pomyślałam: otwieram Ciucholand. Nie powiedziałam choćby mężowi. Znalazłam lokal, dałam wypowiedzenie w pracy i oznajmiłam, iż się zwalniam.”

Uśmiecha się do tego wspomnienia jak do szalonej, ale dobrej decyzji sprzed lat.

Od dziecka kochała szmateksy. Kiedy inne dzieci wstydziły się chodzić z mamą po używanych rzeczach, mała Magda widziała w tym magię. Perełki. Dobre materiały. Historie zamknięte w szwach.

„Dla mnie to nigdy nie był wstyd. To była przygoda.”

Początkowo Pepitka była zwykłym second handem. Dopiero pandemia wszystko zmieniła. Sklep zamknięty, a Magda – zamiast siedzieć bezczynnie – zaczęła zamawiać lepszy towar. Tak narodziła się „wyższa półka”. Z domu, przez internet, wystawiała rzeczy, których wcześniej nie było w ofercie.

„Ludzie zaczęli zauważać różnicę. Przyszli po zwykłe ciuchy, a zostali przy tych lepszych. I nagle klientki, które wcześniej kupowały tylko gacie dla dziecka, zaczęły szukać czegoś dla siebie.”

Patrzy na mnie z błyskiem w oku i dodaje: „Bo wiesz… one patrzą. Kobiety zawsze patrzą.”

Perełki po omacku

Magda nie jeździ do Włoch ani nie poluje na vintage w paryskich magazynach. Kupuje worki z hurtowni – klasycznie, na ślepo. Często połowa trafia do kontenera. Ale ta druga połowa… o, tam jest cała magia.„Wezmę rzecz do ręki i już wiem. Nie muszę patrzeć na metkę. Czuję materiał, ciężar, fakturę. Później wpisuję w Google i prawie zawsze mam rację.”Czasem trafia się coś tak pięknego, iż trudno jej to oddać. „Bardzo często chcę coś zostawić dla siebie. Ale wtedy przypominam sobie, iż mam ZUS i wynajem” – śmieje się. – „Wariat, co? Można popaść.”Dla niej liczy się przede wszystkim jakość materiału, nie marka. Często sprzedaje droższe rzeczy taniej, bo uważa, iż nie są warte więcej. Klientki to czują.

Sklep, w którym się wypłakuje

Najpiękniejsze w Pepitce jest to, iż przestała być tylko sklepem. Stała się miejscem, do którego kobiety przychodzą nie tylko po sukienkę.

„Przychodzą pogadać, popłakać, pośmiać się. Jedna klientka powiedziała mi kiedyś, iż Pepitka to sklep z duszą. I chyba tak jest.”

Często dzwonią: „Magda, mam wesele”, „Magda, komunia”, „Magda, szukam różowej falbaniastej sukienki na event”. Ona szuka, kombinuje, pomaga. A potem dostaje zdjęcia – ta sama sukienka, która na wieszaku wyglądała przeciętnie, na imprezie zrobiła furorę”. Koleżanki pytają, gdzie kupiły. A one nie zdradzają. Mówią, iż będzie mniej dla nich” – śmieje się.

Zmiana, którą widać

Magda z czułością obserwuje, jak bardzo zmieniło się podejście do odzieży używanej.„Kiedyś to był ogromny wstyd. Teraz ludzie się tym chwalą. I słusznie! Te rzeczy już przeszły pierwsze pranie, wiadomo, iż materiał się sprawdził. To jest rozsądne i ekologiczne.

”Obecnie najlepiej schodzą wygodne rzeczy – dresy, oversize’y, wszystko, w czym kobietaczy mężczyzna może się poczuć dobrze, a nie tylko „dobrze wyglądać”.

Największe wyzwanie

Prowadzenie takiego biznesu osiem lat w Nowej Hucie to nie jest bajka.

„Największe wyzwanie? Utrzymać go. Zarobić na ZUS, na czynsz i jeszcze mieć na życie. Klienta trzeba pieścić.”

80% sprzedaży robi przez internet. Pakuje paczki często sama, czasem pomaga mąż. Mówi, iż bez online’u już dawno by zamknęła.Ma marzenia – większy lokal, może drugi punkt. Ale jest ogromnie przywiązana do swojej obecnej pani właścicielki lokalu.

„Nie mam sumienia jej podziękować. Jesteśmy ze sobą tak zżyte…”

I dodaje coś, co mówi bardzo dużo o niej samej:

„Gdybym zatrudniała kogoś obcego, to już nie byłoby to samo. Nikt nie włoży tyle serca, ile ja.”

Zanim wychodzę, Magda pakuje komuś paczkę i żegna się ciepło z klientką. Widzę, iż to nie jest tylko handel. To jest relacja.Stojąc w progu pytam jeszcze, co by robiła, gdyby nie Pepitka.

„Otworzyłabym mały punkt gastronomiczny” – mówi bez wahania. – „Ale na razie… zostaję tutaj.”

I uśmiecha się tym uśmiechem kobiety, która dokładnie wie, gdzie jest jej miejsce. W małym sklepie na nowohuckim osiedlu, między wieszakami, gdzie można nie tylko kupić sukienkę, ale też zostawić kawałek siebie.

Czytaj więcej:

  • Ten sklep działa od 47 lat. “Tego się nie da włożyć do koszyka online”
  • “Nie da się dobrej pizzy zrobić na tanich rzeczach”
  • „Szpeje, czyli sztuka codziennego absurdu”
  • Bure Wióry – rzeźbią drewno w ciszy
  • Sprzęt kiedyś był trwały. Teraz to jednorazówki. Rowery z marketów to w większości katastrofa

KdM_biznes_02
Idź do oryginalnego materiału