Robert Louis Stevenson „Butelkowy diablik”
Tłumaczył z angielskiego Tomasz Frankiewicz
Część pierwsza
Był raz sobie człowiek z wysp hawajskich, którego będę nazywać Keawe dlatego, iż mówiąc prawdę on jeszcze żyje i jego rzeczywiste imię musi być trzymane w sekrecie. Człowiek ten był ubogi, odważny i aktywny; mógł czytać i pisać niczym szkolny mistrz; był pierwszorzędnym żeglarzem i pływał przez jakiś czas na wyspy parowcami. W końcu dotarła myśl do Keawe, iż powinien popłynąć i zobaczyć wielki świat, obce kraje, miasta... . Pożeglował więc do San Francisco. To jest świetne miasto z wspaniałym portem, wielu bogatymi ludźmi; jest tam w szczególności jedno wzgórze pokryte pałacami. Keawe, któregoś dnia, postanowił przejść się po tym wzgórzu, jakby miał kieszenie wypchane dużymi pieniędzmi, przyglądając się wielkim domom z każdej strony, z wielką przyjemnością. „Jakie to są świetne domy!” - myślał - „I jak bardzo muszą być szczęśliwi ludzie, którzy w nich mieszkają, nie mający żadnych trosk!”. Takie myśli przechodziły przez jego umysł, gdy napotkał dom, który był mniejszy niż pozostałe ale cały zupełnie wykończony i piękny jak zabawka; schodki tego domu lśniły niczym srebro, ogród był pełny kwiatów, a okna były jasne niczym diamenty; Keawe przystanął i podziwiał doskonałość tego co ujrzał. Potem zauważył człowieka, który spoglądał na niego przez okno.
Mężczyzna ten był starszym człowiekiem o łysej głowie i czarnej brodzie; był jakiś smutek w jego twarzy, gorzko wzdychał. Prawdę powiedziawszy było tak, iż gdy Keawe spoglądał na mężczyznę, a mężczyzna na Keawe jeden pozazdrościł sytuacji drugiemu. Nagle człowiek uśmiechnął się, poczynił znak aby Keawe wszedł i spotkali się przy drzwiach domu. „To jest mój wspaniały dom...” - rzekł mężczyzna i gorzko westchnął - „Chciałbyś obejrzeć pokoje?”. Oprowadził Keawe po całym domu od piwnicy aż po dach, a tam nie było niczego co nie byłoby doskonałe w swoim rodzaju. Keawe był zdumiony. „Szczerze mówiąc” - powiedział - „to jest piękny dom.”. „Gdybym żył w domu takim, jak ten, uśmiechałbym się cały długi dzień. Zatem, jak to się dzieje, iż ty gorzko wzdychasz?”. „Nie ma powodu” - wycedził mężczyzna - „Dla którego ty powinieneś nie mieć domu takiego jak ten, a choćby świetniejszego, jeślibyś sobie zażyczył. Masz jakieś pieniądze, jak przypuszczam?”. „Mam pięćdziesiąt dolarów.” - rzekł Keawe - „Lecz dom taki jak ten będzie kosztować więcej niż pięćdziesiąt dolarów”. Mężczyzna wykonał obliczenie. „Szkoda, iż nie masz więcej...” – zawyrokował - „Dlatego, iż to może być powodem kłopotów w przyszłości; ta posiadłość może jednak być twoja za pięćdziesiąt dolarów.”. „Dom?” - zapytał Keawe. „Nie, nie dom...” - odparł mężczyzna - „Ale butelka.”.




