Brytyjczycy przeprowadzają się do Warszawy i Krakowa. Brytyjska prasa pisze o Polsce jak o kraju sukcesu

warszawawpigulce.pl 1 godzina temu

Przez dwie dekady kierunek był oczywisty i nikt go nie kwestionował: Polacy jechali na Wyspy za wyższą płacą. Teraz brytyjski tygodnik „The Sunday Times Magazine” opublikował obszerny reportaż Matthew Campbella o Brytyjczykach, którzy przeprowadzili się do Polski i nie zamierzają wracać. Bohaterami są między innymi hydraulik z Cardiff mieszkający w Krakowie, londyński pośrednik w obrocie nieruchomościami, który osiadł w tym samym mieście, oraz 45-letnia Brytyjka, która przeniosła się z Londynu do Warszawy. Powody, które wymieniają, są zaskakująco przyziemne: praca, żłobek, transport, ceny i poczucie bezpieczeństwa na ulicy.

Panorama Warszawy w lecie. | Fot. Shutterstock.

Brytyjski hydraulik w Krakowie odwrócił stereotyp sprzed dwóch dekad

Jack Power przyjechał do Krakowa w 2018 roku na wieczór kawalerski. W barze karaoke poznał Magdalenę, prawniczkę z tego miasta, dwa lata później byli małżeństwem, a on przeprowadził się do Polski. Dziś pracuje w zawodzie i buduje tu życie rodzinne. Symbolika tej historii jest gotowa do wzięcia i sam bohater z niej korzysta, bo przez lata w brytyjskiej debacie publicznej funkcjonowała figura polskiego hydraulika, hasło wywoławcze dla dyskusji o taniej sile roboczej ze Wschodu. W rozmowie z Wirtualną Polską Power podsumował to jednym zdaniem: „Wyspy oddały co najmniej jednego hydraulika. To ja”.

Na łamach „The Times” mówi, iż nie widzi okoliczności, w których wróciłby do Wielkiej Brytanii. Klienci przez kilka godzin rozmawiają z nim o remoncie i dopiero po jakimś czasie ktoś nie wytrzymuje i pyta o ten dziwny akcent. Jeden z nich zażartował, iż Polska wysłała do Wielkiej Brytanii milion hydraulików, a w zamian dostała jednego. W Krakowie ceni zabytkowe uliczki, ale największe wrażenie robi na nim Warszawa, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, iż została po wojnie odbudowana niemal od zera.

Bohaterowie reportażu wymieniają żłobek, kolej i dostęp do lekarza

Lista rzeczy, które Brytyjczycy chwalą w Polsce, układa się w konkretny rachunek domowy. Powtarzają się bezpłatny żłobek, tani transport publiczny i bilety kolejowe, czynsze, ceny jedzenia, kino i piwo w pubie. Do tego dochodzą warunki prowadzenia działalności gospodarczej i poziom bezrobocia, który w Polsce jest dziś jednym z najniższych w Europie, podczas gdy w momencie wejścia do Unii Europejskiej sięgał ponad 20%. Dla osoby, która zarabia w polskiej firmie i tu wydaje pieniądze, to różnica odczuwalna każdego miesiąca.

Osobne miejsce zajmuje ochrona zdrowia, obszar, w którym Polacy narzekają odruchowo. Keith Elder, pośrednik w obrocie nieruchomościami, który przeniósł się z Londynu do Krakowa, przyznaje, iż standard leczenia w Polsce go zaskoczył i jest przekonany, iż przy swoich problemach zdrowotnych nie otrzymałby równie szybkiej pomocy w ramach brytyjskiego NHS. Z kolei Kevin Aiston, który przyjechał z Londynu jeszcze w 1991 roku, uczył angielskiego, był strażakiem i gwiazdą polskiej telewizji, a dziś prowadzi restaurację w Mielcu, uważa, iż skala przemian, jakie zaszły w Polsce, jest wręcz niewiarygodna, a kraj przez lata był za granicą niedoceniany. Nowym przyjezdnym radzi jedno: obserwować Polaków, spędzać z nimi czas i uczyć się języka.

Dystans do Wielkiej Brytanii skurczył się z 56 do 15 procent

Za tymi historiami stoi jedna z najszybszych konwergencji gospodarczych w Europie. Według Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju produkt krajowy brutto na mieszkańca liczony z uwzględnieniem różnic w poziomie cen był w 2025 roku w Polsce o 15% niższy niż w Wielkiej Brytanii. Dekadę wcześniej dystans wynosił 37%, a w 2004 roku, gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, sięgał 56%. Innymi słowy przepaść, która w momencie akcesji dzieliła oba kraje, skurczyła się w ciągu dwóch dekad o trzy czwarte. Polska jest dziś szóstą gospodarką Unii Europejskiej i mieści się w trzeciej dziesiątce gospodarek świata, a jeszcze pod koniec lat 80. zmagała się z zapaścią i hiperinflacją.

Zmienia to również same kierunki przeprowadzek. Z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych, opisujących liczbę osób urodzonych w Wielkiej Brytanii i zamieszkałych w Polsce, wynika wzrost z około 42 tys. w 2015 roku do 185 tys. w 2024 roku. Polska znalazła się w pierwszej dziesiątce kierunków wybieranych przez mieszkańców Zjednoczonego Królestwa, obok Australii, Stanów Zjednoczonych i Kanady. Równolegle rośnie liczba Polaków wracających z Wysp, a brytyjski urząd statystyczny ONS potwierdza zmianę charakteru migracji między oboma krajami. Saldo przepływu ludzi, przez dwadzieścia lat jednoznacznie korzystne dla Wielkiej Brytanii, odwróciło się.

Warszawa ściąga specjalistów z Zachodu do finansów i centrów usług

Stolica jest w tym obrazie miastem, które zmieniło kategorię. Z opracowania Głównego Urzędu Statystycznego, opartego na zestawieniu rejestrów administracyjnych, wynika, iż na koniec 2025 roku przebywało w Warszawie 301 183 cudzoziemców, czyli 14,5% wszystkich osób obecnych w mieście. To najwięcej w Polsce w liczbach bezwzględnych. Wśród nich są wyraźne grupy obywateli Wielkiej Brytanii, Holandii, Niemiec i Francji, w większości specjalistów zatrudnionych w centrach usług biznesowych, sektorze finansowym, nowych technologiach i instytucjach międzynarodowych, czyli w branżach skoncentrowanych w Śródmieściu, na Woli i na Mokotowie.

To zupełnie inna migracja niż ta, którą stolica znała dwadzieścia lat temu. Do Warszawy nie przyjeżdża się dziś wyłącznie z powodów rodzinnych ani sezonowo, tylko na kontrakt, do biura z widokiem na wieżowce przy rondzie Daszyńskiego i z perspektywą kupienia mieszkania. Brytyjczycy opisywani przez „The Sunday Times Magazine” mówią o tym wprost: nie traktują Polski jako epizodu, tylko kupują nieruchomości, zakładają rodziny i planują tu zostać. Warszawa, którą jeszcze niedawno pokazywano na Zachodzie w kontekście historii, jest dla nich po prostu sprawnym, bezpiecznym i wygodnym miastem do życia.

Po brexicie przeprowadzka wymaga zezwolenia i karty pobytu

Jedna rzecz jest dziś trudniejsza niż w czasach, gdy przyjeżdżał Jack Power. Wielka Brytania opuściła Unię Europejską 31 stycznia 2020 roku na podstawie Umowy o wystąpieniu, a okres przejściowy trwał do 31 grudnia 2020 roku. Brytyjczycy, którzy korzystali z prawa pobytu w Polsce przed tą datą, są beneficjentami umowy i zachowali dotychczasowe uprawnienia, potwierdzane zaświadczeniem o zarejestrowaniu pobytu wydawanym na podstawie ustawy z 14 lipca 2006 r. o wjeździe na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, pobycie oraz wyjeździe z tego terytorium obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej i członków ich rodzin (Dz.U. z 2019 r. poz. 293 ze zm.).

Kto przyjeżdża dziś, podlega ustawie o cudzoziemcach i traktowany jest jak obywatel państwa trzeciego. Potrzebuje zezwolenia na pobyt czasowy, które wydaje w drodze decyzji wojewoda, a dla zamieszkałych w stolicy i na Mazowszu adekwatny jest Mazowiecki Urząd Wojewódzki. Do tego dochodzą formalności związane z zatrudnieniem, czas oczekiwania na decyzję i konieczność osobistego stawiennictwa przy pobraniu odcisków palców. Drugą barierą pozostaje język, na co zwracają uwagę sami bohaterowie reportażu, a trzecią różnice kulturowe. Mimo to wszyscy oceniają bilans jednoznacznie: korzyści przeważają.

Najwięcej zyskuje ten, kto zacznie od języka

Dla Brytyjczyka planującego przeprowadzkę do Warszawy najważniejsza rada w całym reportażu nie dotyczy pieniędzy, tylko polskiego. Kevin Aiston, mieszkający tu od ponad trzydziestu lat, mówi o tym wprost, a Jack Power pokazuje, jak to działa w praktyce: hydraulik, którego klienci przez kilka godzin biorą za Polaka, ma inny rynek pracy niż ktoś, kto porusza się wyłącznie po angielsku. W stolicy oznacza to różnicę między pracą wyłącznie w międzynarodowej korporacji a swobodą w całej reszcie miasta.

Formalności warto zaplanować z wyprzedzeniem, bo terminy w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim potrafią być odległe, a wniosek o zezwolenie na pobyt czasowy składa się osobiście. Osoby, które mieszkały w Polsce przed końcem 2020 roku, powinny sprawdzić, czy mają aktualny dokument potwierdzający status beneficjenta Umowy o wystąpieniu, bo to on decyduje o łatwiejszej ścieżce.

Polskiemu czytelnikowi ten reportaż daje natomiast coś, czego żadna tabela z PKB nie dostarczy: punkt odniesienia. Kraj, do którego dwie dekady temu wyjeżdżało się po lepsze życie, opisuje dziś Polskę jako miejsce, w którym to lepsze życie da się urządzić taniej i spokojniej. Dystans wciąż istnieje i wynosi 15%, ale w 2004 roku wynosił 56%, a hydraulik jechał wtedy w drugą stronę.

Idź do oryginalnego materiału