Bogaty staruszek przygotował dla swoich dzieci i wnuków wyjątkową wyprawę: ukrył pieniądze i zostawił wskazówki prowadzące do skarbu.

twojacena.pl 1 tydzień temu

Wczesnym rankiem, bliscy i dalsi krewni zebrali się w kancelarii notariusza w Warszawie. Każdy liczył na to, iż zmarły zostawił im sporą sumę pieniędzy. Notariusz się spóźniał, a atmosfera gęstniała z każdą minutą. Ile jeszcze możemy czekać? Muszę wiedzieć, czy ojciec coś mi zostawił, żebym mogła już wyjść, podirytowana odezwała się najstarsza córka Adama, Zuzanna.

Ciociu Zuzanno, powinnaś okazać więcej powściągliwości. W końcu ojciec nie żyje, powiedział Michał. Nie nazywaj mnie ciocią! Jestem jeszcze młoda. Mów mi po imieniu, odpowiedziała ostro Zuzanna. Nie ważne ile robisz sobie zabiegów i nakładasz makijaż, lat Ci nie ubędzie, syknął Michał.

W końcu do biura wszedł notariusz, z powagą spojrzał na zebranych i wyciągnął z szuflady folder z dokumentami.

Czy jesteście gotowi, by je wysłuchać? zapytał zebranych. Wszyscy potwierdzili skinieniem głowy. Notariusz uchylił teczkę, zagadkowo się uśmiechnął i rozpoczął czytanie testamentu Adama.

Zostawiłem wam spadek. Ale żeby go otrzymać, musicie go odnaleźć. Kiedy byłem dzieckiem, mieszkałem z rodzicami na wsi. Nie mieliśmy wiele, ale byliśmy szczęśliwi. W naszym starym domu jest sejf, tam są wszystkie pieniądze tylko żeby go otworzyć, trzeba znaleźć klucz. Notariusz wręczy wam mapę i przypilnuje, żebyście stosowali się do zasad. Powodzenia, kochani!

Rodzina zamarła na dłuższą chwilę, nikt nie mógł uwierzyć, iż staruszek postanowił urządzić im grę choćby po śmierci. Pierwsza odezwała się Zuzanna. Mój mąż i ja jedziemy natychmiast na wieś. Kto jedzie ze mną?

Ja i Michał zrezygnujemy ze spadku. Tata zawsze lubił płatać figle, czuję iż tu jest haczyk i nie potrzebujemy tych pieniędzy, odparła młodsza córka Adama, Helena.

Zuzanna z mężem i kilkoma dalszymi krewnymi ruszyli więc do mazurskiej wioski. Wykonywali kolejno zadania. Szukali wskazówek w oborze, zaglądali pod snopki siana, przeczołgiwali się przez błoto. Miejscowi wstrzymali swoje prace i z ciekawością obserwowali ich zmagania. Sukienka Zuzanny, jeszcze niedawno elegancka, w kilka chwil zamieniła się w brudną, podartą szmatę.

Gdy w końcu znaleźli klucz i otworzyli sejf, wszystkim opadły szczęki. W środku leżała kartka i mnóstwo cukierków krówki. Pieniądze przekazałem na fundację charytatywną, a wy dostaliście to, na co zasłużyliście. Dziękuję, iż daliście moim sąsiadom tyle radości.Zuzanna schwyciła kilka krówek, próbując zachować resztki godności. Pozostali krewni wybuchnęli śmiechem, zupełnie zapominając o rywalizacji i dawnych żalach.

W tym momencie wylało się przez drzwi kilku mieszkańców wsi ze świeżo pieczonym chlebem i słoiczkami miodu. Adam chciał, żebyście tu wrócili, żeby się spotkać, zagadał jeden z nich. Fundacja dostała swoje, a wy rodzinę, wspomnienia i uśmiech.

Zuzanna odłożyła cukierki na stół i spojrzała przez okno na ogród, przypominając sobie beztroskie dzieciństwo i śmiech ojca. Po raz pierwszy od dawna poczuła spokój. Może to było więcej warte niż jakiekolwiek pieniądze.

Wszystko zakończyło się jedną wielką kolacją, głośnym śmiechem i upominkiem w postaci krówek i choć nikt nie wrócił bogatszy w złotówki, wszyscy wyjechali z Mazur z sercami cięższymi od wzruszeń, a lżejszymi od dawnych konfliktów.

Idź do oryginalnego materiału