Było około ósmej rano, kiedy cała moja rodzina zebrała się w kancelarii notarialnej. Wszyscy kipieliśmy z niecierpliwości, bo dowiedzieliśmy się, iż nasz bogaty krewny zostawił po sobie spory spadek. Gdy notariusz się spóźniał, atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Najstarsza córka mojego brata, Wioletta, zupełnie nie potrafiła zapanować nad nerwami była bardzo ciekawa, czy została uwzględniona w testamencie.
Daj spokój, ciociu, okaż trochę szacunku. Powinnaś być w żałobie. W końcu nasz ojciec już do nas nie wróci odezwałem się do jednej z zebranych, próbując uciszyć sprzeczkę.
Nie mów do mnie ciociu. Jeszcze nie jestem taka stara, lepiej mów mi po imieniu odcięła się lekko urażona ciotka Jadwiga.
Śmieszne, iż uważasz, iż makijaż i kosmetyczka zatrzymają młodość skwitowałem kąśliwie, nie mogąc się powstrzymać.
W końcu notariusz, pan Zieliński, zjawił się i wszedł do gabinetu. Rozejrzał się po zebranych, po czym wyjął z szuflady gruby plik dokumentów.
Czy wszyscy są gotowi, żebym odczytał testament? zapytał z lekkim uśmiechem. Skinęliśmy głowami na tak. Z tajemniczym wyrazem twarzy, notariusz zaczął czytać ostatnią wolę mojego brata, Roberta.
Cały majątek zostawiam rodzinie. Ale nie wszyscy dostaną go od razu. Postanowiłem przygotować dla was prawdziwe polowanie na skarb, tak jak moja mama robiła dla mnie i moich braci za młodu. Wasza podróż zacznie się we wsi, z której pochodzę. Nasza rodzina nigdy nie była bogata, ale zawsze byliśmy razem szczęśliwi. Jako najstarszy brat, odziedziczyłem od mamy skrzynię. Skarby czekają na was w środku, ale klucz znajdzie tylko ten, kto będzie najbardziej czujny schowałem go gdzieś w domu, nie będzie łatwo go odnaleźć. Życzę powodzenia!
Przez chwilę zapadła cisza. Każdy z nas wpatrywał się w notariusza i zastanawiał, jak to możliwe, iż choćby po śmierci Robert zorganizował nam grę.
Milczenie przerwała ciotka Jadwiga, córka Roberta:
Mąż, dzieci i ja zaraz ruszamy do wsi! Kto chce się przyłączyć i poszukać klucza?
Ja z Wiolettą nie zamierzamy szukać żadnych skrzyń i kluczy. Znamy naszego ojca na pewno kryje się tu coś więcej. Nam te pieniądze niepotrzebne odpowiedziała młodsza córka, Malwina.
Jadwiga, razem z mężem i innymi krewnymi, pojechała do rodzinnej wsi. Zaczęli przeszukiwać gospodarstwo weszli do stodoły popatrzeć na zwierzęta, przeczesali siano, przeskakiwali przez płoty. Miejscowi patrzyli na nich z rozbawieniem. W całym zamieszaniu elegancka sukienka Jadwigi zmieniła się w poszarpaną szmatkę. Po dłuższym czasie wreszcie odnaleźli klucz i z bijącym sercem otworzyli skrzynię.
W środku znaleźli wyłącznie kawałek papieru i mnóstwo landrynek.
Na karteczce napisane było: Całe moje oszczędności przekazałem na cele dobroczynne. Wy dostaliście to, na co naprawdę zasłużyliście. Dziękuję wam, iż sprawiliście euforia moim znajomym ze wsi. Robert.
Dzisiaj, z perspektywy czasu, widzę, iż nie wszystko złoto, co się świeci, a prawdziwa wartość tkwi nie w pieniądzach, ale w gestach, jakie okazujemy innym. Trzeba umieć się dzielić, bo to najlepszy zysk w życiu.











