Bogaty senior zorganizował niecodzienne wyzwanie dla swoich dzieci i wnuków: ukrył pieniądze i zostawił im serię wskazówek.

twojacena.pl 1 dzień temu

Była gdzieś ósma rano, kiedy cała rodzina zebrała się w kancelarii notarialnej, jakby mieli za chwilę dostać dolary z nieba. Plotki głosiły, iż zamożny krewny zostawił im niemały spadek, więc ekscytacja była na poziomie mistrzostw świata w skokach narciarskich. Notariusz oczywiście kazał na siebie czekać, co tylko podsycało napięcie wśród oczekujących. Najstarsza córka Roberta, Aniela, była bardziej niecierpliwa niż dziecko na Wigilię nie mogła usiedzieć spokojnie, zastanawiając się, czy w testamencie znajdzie się coś także dla niej.

Daj spokój, ciociu, szanuj chwilę. Powinnaś być w żałobie. Nasz tata już nie jest z nami mruknął Marek z lekką nutą udawanego współczucia.

Nie mów do mnie ciociu, jestem przecież młoda! Mów mi po imieniu obruszyła się ciocia, wyraźnie dotknięta.

Oczywiście, wierz, iż te maseczki i zastrzyki coś ci jeszcze pomogą sarknął Marek.

W tym całym rodzinno-plotkarskim zamieszaniu w końcu zjawił się notariusz. Spojrzał na zgromadzonych, odszukał elegancką teczkę na stoliku i spojrzał z tajemniczym uśmiechem.

Czy wszyscy są gotowi, żebym przeczytał testament? zapytał łaskawie.

Wszyscy przytaknęli, a on zaczął recytować ostatnią wolę Roberta jak prowadzący w Familiadzie:

Zostawiam mój majątek wam wszystkim. Ale nie wszyscy go dostaniecie. Wolę, żebyście przeszli prawdziwą polską grę o tron czyli rodzinną wyprawę po skarb, tak jak kiedyś mama urządzała mi i rodzeństwu. Musicie zacząć w mojej rodzinnej wiosce. Kiedyś nie mieliśmy wielu złotych, ale dużo śmiechu. Jako najstarszy brat odziedziczyłem skrzynię po mamie. Tam znajdziecie wasze skarby, ale klucz dostanie ten, kto wykaże najwięcej sprytu. Klucz jest gdzieś w domu, a znaleźć go łatwo nie będzie więc życzę szczęścia! zakończył, a w pokoju zaległa cisza z rodzaju tych, które pojawiają się po usłyszeniu naprawdę grubego żartu.

W końcu ciszę przerwała Aniela najstarsza córka Roberta, z planem taktycznym jak u najlepszych generałów:

Mój mąż, dzieci i ja ruszamy natychmiast do wioski! Ktoś z was chce z nami poszukać klucza?

A ja z Markiem nigdzie nie jadę szukać żadnej skrzyni ani klucza. Znasz tatę, na pewno ukrył tu coś jeszcze. I szczerze? Nam te pieniądze niepotrzebne westchnęła Zuzanna, młodsza córka Roberta.

Aniela wraz z mężem, resztą rodziny i zapałem, jakby złoto rozdawali, wyruszyła do rodzinnej wsi. Tam nikt się nie nudził: wspinali się na stodołę, zaglądali do obory, przerzucali siano, próbując znaleźć wskazówki, aż rolnicy patrzyli na nich jak na nową edycję Familiady. W tym wszystkim sukienka Anieli, prosto od projektanta z Warszawy, zamieniła się w coś przypominającego ścierkę.

Kiedy już stracili resztki nadziei, ktoś krzyknął: Mam klucz! Otworzyli starą skrzynię, a w środku… bilecik i cała masa krówkowych cukierków.

Na karteczce oczywiście podpisanej ręką nieodżałowanego taty widniał napis:

Całe moje oszczędności przekazałem na cele charytatywne, a wy dostaliście to, na co zasłużyliście, czyli słodycze i wspomnienia. Dziękuję, iż przynieśliście trochę uśmiechu mojej rodzinnej wsi.

I tak oto, zamiast wyjść bogatsi, wrócili do domu z krówkami i opowieścią, której nie powstydziłby się żaden rodzinny obiad.

Idź do oryginalnego materiału