Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co się wydarzyło ostatnio w rodzinie. Wczesnym rankiem, w kancelarii notarialnej gdzieś w Warszawie, spotkali się bliżsi i dalsi krewni Adama takiego naszego starszego pana, który odszedł niedawno. Każdy liczył na to, iż zostawił coś konkretnego wiadomo, wszyscy mieli nadzieję na trochę złotych z jego testamentu. Notariusz się spóźnił, atmosfera była napięta, ludzie nerwowo patrzyli na zegarki. Ile można czekać, niech wreszcie powie, czy coś odziedziczę mówiła najstarsza córka Adama, Zuzanna. Ciociu Ewo, powinnaś zachować się poważniej, to przecież tata umarł zaczął Marek, syn Zuzanny. Przestań mnie tak nazywać! Mów mi po imieniu, jeszcze nie jestem taka stara, odpowiedziała zirytowana Ewa. Ale nieważne ile kremów użyjesz, młodsza już nie będziesz! Marek rzucił z przekąsem.
Wreszcie przyszedł notariusz pan Kwiatkowski, swoim sposobem dokładnie przyjrzał się całej rodzinie i wyjął teczkę z dokumentami. Jesteście gotowi, bym przeczytał testament? zapytał wszystkich. Wszyscy kiwnęli głowami, jakby byli na jakimś wykładzie. Pan Kwiatkowski otworzył teczkę, uśmiechnął się tajemniczo i zaczął czytać ostatnią wolę Adama: Zostawiłem wam spadek. Ale żeby go zdobyć, musicie go znaleźć. Za młodu mieszkałem z rodzicami na wsi nie mieliśmy wiele, ale byliśmy szczęśliwi razem. W starym domu jest sejf, cały majątek tam, ale żeby go otworzyć, musicie znaleźć klucz. Notariusz wręczy wam mapę i przypilnuje was, żebyście trzymali się zasad. Powodzenia, kochani!
Ludzie zamilkli, przez chwilę wszyscy byli w szoku choćby po śmierci dziadek zrobił z nich grę terenową. Zuzanna pierwsza się odezwała: Ja i mój mąż jedziemy do wsi od razu. Kto jedzie z nami? Marek, z młodszą siostrą, powiedzieli, iż rezygnują Tata zawsze lubił żartować, pewnie znowu nas podpuścił. Nie potrzebujemy pieniędzy. Zuzanna, jej mąż i część krewnych wyruszyli do wsi pod Radomiem, żeby rozwiązać zagadki.
Robili wszystko, co było trzeba zaglądali do obory, szukali wskazówek w sianie, przeczołgali się przez błoto. Miejscowi chłopi przestali na chwilę pracować i patrzyli, jak rodzina się męczy, ledwo poznając Zuzannę jej modna sukienka zmieniła się w brudną szmatę. Gdy znaleźli klucz i otworzyli sejf, wszystkim opadły szczęki. W środku była tylko kartka i masa lizaków. Na kartce napisane: Pieniądze przekazane na fundację, a wy dostaliście to, na co zasłużyliście. Dzięki za rozrywkę dla moich ziomków ze wsi. No, prawdziwy polski żart na koniec od wujka Adama, co?




