Blue Grotto i klify Dingli – Malta w najpiękniejszym wydaniu

manawpodrozy.pl 2 miesięcy temu

Zwykle Malta kojarzy się z piaskowcem, zwartą zabudową i miejscami, w których trudno znaleźć chwilę tylko dla siebie. Tym bardziej zaskakuje fragment wyspy, gdzie krajobraz nagle się rozluźnia, a przestrzeń zaczyna grać główną rolę. Okolice Blue Grotto i klifów Dingli to Malta bardziej surowa i mniej oczywista – taka, którą najlepiej poznaje się pieszo, bez konkretnego planu i z gotowością na zmianę kierunku po drodze. To miejsce nie narzuca tempa ani listy punktów do zaliczenia. Raczej zachęca, żeby zwolnić, zboczyć z trasy i pozwolić, by dzień ułożył się sam – od porannego światła nad grotami, przez długie odcinki klifowych ścieżek, aż po zieloną ciszę Buskett Gardens.

  • Planujesz wyjazd na Maltę? Sprawdź wpis: Malta w 7 dni – gotowy plan bez auta
Blue Grotto to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na Malcie

Blue Grotto – z góry i z dołu

Blue Grotto to jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów na mapie Malty, ale też miejsce, które potrafi wyglądać zupełnie inaczej w zależności od pory dnia. Kompleks morskich jaskiń najlepiej oglądać rano lub przed południem, kiedy słońce wpada do ich wnętrza pod odpowiednim kątem, a woda przybiera intensywny, niemal fluorescencyjny odcień błękitu. Po południu efekt wyraźnie słabnie, dlatego wczesna pora naprawdę robi różnicę.

Blue Grotto z pokładu łodzi

Już sam punkt widokowy na górze potrafi zatrzymać na długo. Szczególnie wtedy, gdy nie ma jeszcze tłumów i można w ciszy obserwować klify opadające wprost do morza. Dopiero później, schodząc w dół do niewielkiej wioski Wied iż-Żurrieq, można zobaczyć Blue Grotto z innej perspektywy.

To stąd odpływają łódki wpływające pod skalne łuki i do jaskiń, a choć rejs trwa zaledwie 20–25 minut i jest uzależniony od pogody, świetnie uzupełnia poranny spacer. Wpływanie do grot, światło odbijające się od wapiennych ścian i zmieniające się kolory wody sprawiają, iż to miejsce zostaje w pamięci na długo.

Għar Lapsi jako punkt zwrotny i wejście w dzikszą Maltę

Po wizycie przy Blue Grotto naturalnym kierunkiem dalszej trasy jest zatoka Għar Lapsi, popularna szczególnie wśród Maltańczyków. Dla nas okazała się ona jednak raczej momentem zmiany planów niż celem samym w sobie. Wysiedliśmy na przystanku oddalonym od zatoki o około półtora kilometra i zamiast schodzić w dół w stronę kąpieliska, skręciliśmy w przeciwną stronę – ku klifom. Ta decyzja, podjęta niemal intuicyjnie, bardzo gwałtownie wprowadziła nas w zupełnie inny krajobraz

Szlak prowadzący w stronę klifów Dingli nie należy do popularnych tras – ścieżka miejscami była ledwo widoczna, chwilami zarośnięta. Niskie krzewy, kamieniste podejścia i coraz szersza panorama na morze budowały poczucie oddalenia od cywilizacji, aż w końcu pojawiły się klify opadające niemal pionowo do wody. To była Malta bez filtrów: bez knajpek, straganów i tłumów, za to z ogromną przestrzenią i ciszą, która naturalnie spowalniała tempo marszu.

Klify Dingli – przestrzeń, cisza

W trakcie wędrówki natrafiliśmy na fragmenty Victoria Lines – systemu murów obronnych przecinających wyspę wszerz. Choć często przypisuje się je okresowi brytyjskiemu, badania sugerują, iż umocnienia w tym rejonie mogły istnieć już w epoce brązu, co czyniłoby je jednymi z najstarszych struktur obronnych na świecie. Dziś w wielu miejscach są zapomniane i porośnięte roślinnością, ale właśnie ta niedoskonałość świetnie wpisuje się w surowy krajobraz klifowej Malty.

Idąc dalej, coraz wyraźniej czuć było ekspozycję terenu – otwarte morze, silny wiatr i brak jakichkolwiek barierek sprawiają, iż człowiek automatycznie zwalnia i zaczyna bardziej uważać na każdy krok. Klify Dingli, sięgające około 250 metrów n.p.m., robią ogromne wrażenie nie tyle samą wysokością, co skalą przestrzeni, jaka się z nich otwiera. To jedno z tych miejsc, gdzie najlepiej usiąść na kamieniu, i po prostu patrzeć, bez potrzeby robienia czegokolwiek więcej.

Klify Dingli

Ta’ Dmejrek i kaplica św. Marii Magdaleny

Z jednego z punktów widokowych wzdłuz klifów Dingli postanowiliśmy podejść na Ta’ Dmejrek, najwyższy punkt Malty. Choć liczby na papierze nie robią wielkiego wrażenia (ma zaledwie 253 m n.p.m.), samo podejście okazało się zaskakująco wymagające. Wszystko przez fakt, iż szczyt nie jest w żaden sposób oznaczony. Znalezienie odpowiedniego punktu bez GPS może być bardzo problematyczne. W pobliżu działa kamieniołom, co rodzi dość przewrotne podejrzenie, iż najwyższy punkt Malty z biegiem lat może się nieco obniżać.

Dalej trasa prowadzi wzdłuż asfaltowej drogi w stronę kaplicy św. Marii Magdaleny – najwyżej położonej kaplicy na wyspie. Niewielka, XVII-wieczna budowla stoi w otwartym terenie, z szerokim widokiem na wzgórza i klify, a kilka ławeczek obok sprawia, iż to bardzo dobre miejsce na dłuższy odpoczynek i chwilę ciszy po intensywnym trekkingu.

Na najwyższym szczycie Malty
Kaplica św. Marii Magdaleny

Buskett Gardens – zielone domknięcie dnia

Na zakończenie dnia skierowaliśmy się do Buskett Gardens, jednego z najbardziej zielonych miejsc na Malcie. To dawny las łowiecki i najbardziej zalesiony obszar wyspy, w którym wciąż zachowały się fragmenty pierwotnej roślinności. Po godzinach spędzonych wśród skał i otwartej przestrzeni cień drzew, zapach cytrusów i śpiew ptaków były wyjątkowo przyjemną odmianą. Nad parkiem góruje Pałac Verdala – letnia rezydencja prezydenta Malty, która sprawia wrażenie dość zaniedbanej.

Buskett Gardens
Pałac Verdala

Jeśli znalazłeś na naszym blogu poszukiwane przez Ciebie informacje, kolejną inspirację na wycieczkę, czy odpowiedź na nurtujące Ciebie pytanie, to będziemy niezwykle wdzięczni, gdy wrzucisz nam napiwek do naszej blogowej świnki skarbonki (kliknij w poniższy obrazek). Dziękujemy!!!

Idź do oryginalnego materiału