Biruk – tajemniczy pustelnik puszczy

newskey24.com 3 godzin temu

No, panie Włodzimierzu, ty to jesteś dopiero surowy człowiek! Nie na darmo wołają na ciebie Wilk! Uśmiechu się człowiek u ciebie nie doczeka. Człowiek na ciebie spojrzy, od razu mu zimno, choćby lato było. Tak ci życie zgorzkniało? Aż tak ci ciężko w tym świecie?

Pelagia gadała jeszcze coś dalej, ale Włodzimierz przestał już jej słuchać. Bez słowa zgarnął swoje zakupy z lady jedynego sklepiku w wiosce, poprawił czapkę i ruszył do wyjścia.

Kasia twoja do matki przyjechała parę dni temu. Z synkiem. Słyszysz, Włodzimierzu? A jak to jednak twój chłopak? Co, zostawisz go tak? Przecież podobny do ciebie aż strach!

Słowa dopadły go już w drzwiach. Włodzimierz mało się nie potknął o próg, ale choćby nie spojrzał za siebie. Po co? I tak nikt nie uwierzy, a własnego życia pod cudze języki wywalać nie zamierzał. Co ludzie nie wiedzą, to sobie dopowiedzą. Taka rzeczywistość. Kwestia Kasieńki i jego zamknięta. Obcym nic do tego.

Słońce, aż za bardzo gorące jak na wiosnę, oświetliło mu twarz. Musiał zmrużyć zmęczone powieki, które zakryły rysy i na chwilę zastygł bez ruchu, jak rzeźba. Kiedy wreszcie szedł dalej, obudził go dziecięcy głos:

Proszę, uważać!

Jakiś chłopaczek skoczył do schodków sklepu, łapiąc dwa rozbrykane szczeniaki, które bawiły się na stopniach.

Niech pan uważa na nie! Niech pan ich nie depnie!

Młody miał trochę przyklejony nos, ciemne, ciężkie powieki i odstające uszy, zupełnie jak on. Podobieństwo widać gołym okiem… Sąsiadki nie plotą bez powodu. Ale Włodzimierz wiedział, iż ten chłopak, który teraz świdrował go wzrokiem, nie jest jego synem. Krewny owszem ale nie aż tak bliski.

A nie chce pan takiego szczeniaka? Patrz pan, jakie ma łapy! Jak u wilka, prawda? Silny będzie!

Włodzimierz tylko pokręcił głową, przeszedł do rogu i skręcił w najbliższy, choć nie ten, co trzeba, zaułek. Dopiero tam poczuł, iż tracą go siły. Przysiadł przy wysokim płocie rodziny Smirnów, łapiąc oddech, jakby nagle zapomniał, jak się oddycha.

Za co mnie to wszystko spotkało? Po co ona znowu przyjechała? Z tym chłopakiem, który mógłby być moim synem, gdyby życie się nie pogmatwało? Czy to Olek ją zostawił w końcu?

Myśli cisnęły się jedna przez drugą, serce łupało jak wtedy, siedem lat temu. Nie chciało milczeć, nie chciało się słuchać. Tylko wszystko jeszcze pamięta. A lepiej by było, gdyby zapomniało.

Luba Smirnowa trzasnęła furtką, zerknęła na niego z niepokojem i ruszyła w jego stronę:

Włodek! Co się stało? Źle ci? Pomóc ci? Zawołać Ilka?

Ciepłe dłonie dotknęły jego ramienia, przywracając go do rzeczywistości.

Nie trzeba, Lubko. Zaraz mi przejdzie. Dam sobie radę

E tam przejdzie! Oprzyj się na mnie i powoli, dawaj! Idziemy do domu, nie dyskutuj! Bo potem same pytania będą, jak nie dopilnowałam mojego pacjenta. I jeszcze powiem ci, iż zmierzę ci zaraz ciśnienie i dostaniesz zastrzyk, będzie z ciebie taki świeży ogórek, iż hej! Chodź!

Nogi ledwo go słuchały, ale Luba była konkretna. Niemal ciągnąc go za ramię, zaprowadziła Włodzimierza na swoje podwórko, kopnęła furtkę, domknęła ją, krzyknęła:

Iluś! Ratuj!

Dalej Włodzimierz pamiętał jak przez mgłę. Ocknął się już na tapczanie w pokoju Lubki. Coś go gniotło w piersi, ale kiedy otworzył oczy, parsknął pod nosem z ulgi.

Puchata, popielata kotka wylegiwała się tuż obok, liżąc jedno z kociąt, reszta wdrapała się Włodzimierzowi na pierś.

Nasza Mrużka to naprawdę zna się na ludziach! Skoro swoje młode do ciebie przyniosła znaczy, dobry z ciebie człowiek, Włodku! Komuś byle jakiemu by nie zaufała.

Luba porzuciła sprawdzanie zeszytów córek i zabrała się za pacjenta.

No i git! Już prawie dobrze! Tylko więcej nie przyprawiaj mnie tak o zawał! Samochód ratunkowy tu nie zajedzie, drogi rozmiękły! A ty byś umierać chciał? Za wcześnie, Włodku! Jeszcze sporo przed tobą!

Co tam przede mną, Lubo? Zorka i Burek to całe moje sprawy teraz.

Dobrą masz krowę i psa, ale ktoś musi się nimi zajmować. A jeżeli zaczniesz chorować, to dokąd je oddasz?

Dopiero teraz zauważył, iż w pokoju zasłonięte są ciężkie zasłony, pali się światło.

Która godzina, Lubka?

Leż! Późno już. Dzisiaj nie wyjdę cię z domu. U mnie przenocujesz. I nie martw się o Zorkę ją spotkałam, porządek u niej.

Luba odstawiła stetoskop, objęła na gwałtownie męża i poszła do kuchni, a Ilko przysiadł obok Włodzimierza.

Źle ci?

Coś źle. Sam nie wiem, co mi jest.

Wiem coś niecoś. Kasia. Nie drąż. Włodzimierz odwrócił wzrok, natrafiając na zielone kocie ślepia.

choćby Mrużka wyczuwa, iż źle ci na duszy zaśmiał się Ilko, głaszcząc kotkę za uchem. Zwierzęta mądrzejsze od ludzi. One myślą sercem, nie głową. Ty wszystko zamykasz w sobie, ale ile to można dźwigać? Znasz mnie przecież zawsze mogę ci pomóc jak trzeba.

A niby jak?

Moja babka mówiła, iż czasem po prostu trzeba wykrzyczeć żal. Choćby do jamy w ziemi! Trzymać w sobie to zguba. Tyle lat już to w tobie siedzi. Czas gadać, Włodek. Choćby i po latach.

Co ja ci powiem? Wstyd mi, jako facetowi. Takich rzeczy się po wiosce nie roznosi. Ty widziałeś przecież, jak Kasię kochałem cała szkoła wiedziała. Jak z wojska przyjechałem od razu do niej. Czekała na mnie

Wiem. Tylko nie wiem, co się stało, iż rozeszliście się. W jednym domu żyliście! Potem Kasia miasto, ty zaś w leśniczówkę. Pamiętam, jak twoja matka sprzedała waszą krowę, jak płakała…

Nic nie wiedziała. Powiedziałem, iż Kasię przestałem kochać i nie będę z nią mieszkał. Prawie mnie wtedy rodzice przeklęli

Tak bez powodu się nie odchodzi. Co się wydarzyło?

Włodzimierz odwrócił głowę, choćby łzy już nie szły. Wszystko wyplakał po lasach, wtedy, jak wilk, błąkał się i płakał po nocy.

Jednego nie uwierzę: żeby cię Kasia zdradziła.

Włodzimierz przez chwilę milczał i tylko ciemne oczy patrzyły na Ilka.

Ja widziałem. Sam. Jak mi ktoś powiedział, to bym nie uwierzył…

Ilko jęknął i pokręcił głową.

Nie kupuję tego. Opowiedz dokładnie!

Wszystko od początku źle się potoczyło. Kasia mówiła, iż tylko mnie kocha. Przez nią zostałem i bez żony, i bez rodziny bo reszta się odwróciła. Rodzina szanuje siłę chłopa, a co to za facet, co go kobieta na innego zamieniła? Teraz w ogóle nie ma ze mnie faceta…

Poczekaj. Może coś pominąłeś…

Nic. Pamiętasz, jak do miasta pojechałem załatwiać sprawy? Prawie dwa miesiące mnie nie było, zamówienia na koninę mieliśmy szykować, z sanatorium już była umowa, iż od nas będą kupować. Kasia tak samo chciała tego co ja. Wszystko szło dobrze, to ona mnie przekonała, żebym jechał do miasta, kontakty załatwiać. No i pojechałem… A ona tu…

Nic się w wiosce nie ukryje, a o niej nikt złego słowa nie powiedział. A w domu?

Wszystko wydarzyło się w domu. Nikt nie wiedział. Trudno o tym mówić, Ilko, ale masz rację nie wolno takiego ciężaru nosić. Kamyk zamienił się w górę…

Ilko aż się zakrztusił:

Z kim?

Z Olkiem. Kuzynem moim. Przyjechali z matką do nas, razem mieszkali. Ty pamiętasz, wtedy z Kasią prawie dom kończyliśmy, planowaliśmy dziecko… Kasi bardzo zależało na dzieciach. Próbowaliśmy, długo się nie udawało, potem stwierdziliśmy będzie, to będzie… No i było. Ale nie dla mnie…

Widziałem jej chłopca fajny dzieciak. Ale nie wierzę, żeby Kasia tak mogła.

Nie ma co się łudzić, Ilko, sam to widziałem! Olek trzymał ją na kuchni w ramionach… Całował ją! Wiesz? A ona się nie wyrywała…

Włodzimierz próbował usiąść, ale na piersi przygwoździła go kotka Mrużka i warczała, jakby była małą lwicą.

No widzisz, choćby kotka wie, iż trzeba swoje młode bronić. Kasia chciała dziecka, a ja uparcie nie chciałem iść do lekarza. Winę zwaliłem na nią… A ona poszła po swoje. Skoro nie ze mną, to z kimś innym…

Nie wymyślaj! Za łatwo się obwiniasz!

Czasu miałem pod dostatkiem…

Dobrze, ale może od dziecka jednak nie uciekasz w lasy, co, Włodzimierzu? Wszystko podejrzane.

Nie przesadzaj, Ilko! Ja też umiem liczyć. Ile się nie zgadza matka Olka mi po porodzie wszystko powiedziała.

Lepiej powiedz, co widziałeś po powrocie!

Olka całowała, trzymali się… Nie wytrzymałem, wyszedłem.

Lubka weszła z kuchni.

Włodku, czas zastrzyk i spać! Wszystko zostaw na rano.

Włodzimierz skinął głową, już nie próbując powstrzymać łez, i po chwili zasnął twardo.

A Ilko przywołał Lubę na korytarz.

Słyszałaś?

Wszystko.

I?

Idę do ciotki Włodka. Potem prosto do Kasi. Tak tego już zostawić nie można. Przecież ich życie się kończy od tego milczenia!

Luba zarzuciła kurtkę i ruszyła w noc, a Ilko usiadł, zapalił papierosa i zamyślił się.

Bo życie, mój drogi, to nie bajka. Myślisz, masz szczęście złapałeś za ogon, a tu zostaje ci tylko piórko. Przeszli z Lubą przez naprawdę wiele, stracili syna, łaskawie dostali w zamian bliźniaczki… Luba do dziś zżera się winą, choć nikt jej już nie oskarża. Każda matka rozumie ten ból, kiedy dziecko rośnie bez rodziców, a matka zamknięta w sobie… Co temu chłopakowi z łez? On musi mieć przy sobie ojca, wsparcie…

Ilko tak siedział, nasłuchując nocy. Sprawdzał czasem Włodka spał ciężko, niespokojnie. Świt już na horyzoncie, a Lubki nie widać.

Gdy furtka się wreszcie zamknęła, Ilko od razu pobiegł do Lubki, objął ją, i spytał:

Jak?

Oj, Ilko… Ludzie bywają czasem gorsze niż wilki…

Luba rozpłakała się jak dziecko, rozmazując łzy rękoma, i zaczęła mówić wiedziała, jak bardzo czekał na wieści.

Ilko, to jest syn Włodka! Ciotka, Tamara, wszystko opowiedziała.

Jak udało ci się ją przekonać?

Sama nie wiem. Może już miała dość tej tajemnicy, może się mnie wystraszyła. Byłam tak zła, iż cię nie pojmiesz! Najpierw poszłam do Kasi, ta opowiedziała swoją wersję wcale nie była winna. Już była wtedy w ciąży, ale bała się powiedzieć, bo już trzy razy wcześniej poroniła… Włodek choćby nie wiedział. Też się bali, wszystko w sobie dusili, jak te wilki po cichu po lesie…

Co Tamara?

Tamara się przyznała, Ilko, wszystko ona wymyśliła, żeby zemścić się na własnej siostrze… Za mężczyznę zresztą, którego jej Kasia zabrała w młodości… Całe życie niosła w sobie tę ciemność. A potem wróciła po śmierci męża do rodziny, i zaczęła mieszać… Tylko żeby zabolało.

I co matka Włodka?

Tamara wszystko sama przyznała. Wywieźli ją z wioski, kazała już nie wracać. Tyle lat minęło, a wciąż mają dość bólu w sobie, żeby się tym przeklinać…

Kasia?

Ona tak się bała o dziecko, o wszystko… Nocą, siedziałam przy łóżku ich synka, patrzyłam na niego… Kasia dała mu na imię Szymon po dziadku Włodkowym…

Ilko przytulił Lubę, wreszcie przestała płakać.

Najgorzej, iż wszystko można było wyjaśnić dużo, dużo wcześniej…

Tak, i wszyscy by mniej cierpieli…

Nagle Lubka się roześmiała:

Ja bym ci usmażyła placki taka jestem zła, iż bym patelnię ze sobą zabrała do łóżka!

A ja bym zjadł! Czekałem na ciebie pół nocy!

Idź lepiej ogol się, a ja zrobię placki. Trzeba będzie nakarmić Włodka przed nim trudny dzień.

Słońce już zaczynało sięgać dachów, gdy Włodzimierz wyszedł na podwórko, zamrużył oczy i zamarł, słysząc:

Ty jesteś moim tatą?

Na schodkach siedział chłopiec ze szczeniakiem.

Patrz pan, jakie łapy! Jak wilk! Wyrośnie z niego niezły pies, co?

Włodzimierz westchnął, siadł obok chłopca na schodku, poklepał psa po łbie.

Będzie z niego dobry pies. Dobrze wybrałeś.

Czarne oczy Szymka patrzyły na niego, czekając… Nieśmiało położył rękę na ramieniu chłopaka, ścisnął lekko i powiedział:

Tak. Jestem twoim tatą, Szymku.

No to super! Chodź, mama robi śniadanie, babcia już przyszła. Dziś jadę z nią na pastwisko zobaczyć konie! Mogę?

Teraz zrozumiał, iż wszystko, co go dusiło i więziło, go opuściło. Mógł znów wolniej odetchnąć. Zabrał od syna szczeniaka, wstał, skinął głową i powiedział:

Jasne. Idziemy razem. Przed nami jeszcze tyle rzeczy, synu. Tyle spraw…

Idź do oryginalnego materiału