Tegoroczny bieg w Hongkongu był już piętnastą odsłoną inicjatywy. W czasie wszystkich dotychczasowych edycji uczestnicy pokonali łącznie 11 777 kilometrów w 21 krajach na pięciu kontynentach. Dzięki organizowanym zbiórkom udało się pozyskać ponad 900 tysięcy dolarów na pomoc dzieciom i innym potrzebującym w Polsce, Europie oraz wielu miejscach na świecie.
– Najważniejsze jest to, iż przez te wszystkie lata zebraliśmy ponad 900 tysięcy dolarów. Te pieniądze pozwoliły pomagać dzieciom w Polsce i w bardzo wielu krajach na świecie – mówił Mariusz Szeib.
Każda edycja Lions Charity Run jest związana z konkretnymi celami. Organizatorzy zwykle wybierają jeden projekt lokalny oraz drugi realizowany w kraju, w którym odbywa się bieg. W przypadku tegorocznej wyprawy środki zbierane są na terapię dla dzieci z domu dziecka w Kórniku-Bninie oraz na wsparcie projektu społecznego w Hongkongu.
Polskim celem jest sfinansowanie psychoterapii i terapii dla wychowanków placówki, z którą Karolina Barałkiewicz-Sokal jest związana od ponad dziesięciu lat jako wolontariuszka i członkini rodziny zaprzyjaźnionej.
– Terapia jest dla tych dzieci bardzo ważna. To miejsce jest mi osobiście bliskie, dlatego zdecydowaliśmy, iż właśnie na ten cel będziemy zbierać środki w Polsce – wyjaśniała.
Drugi projekt dotyczy stworzenia i rozwijania w Hongkongu tak zwanej smart kitchen, czyli inteligentnej kuchni społecznej. Ma ona wydawać bezpłatne posiłki osobom ubogim i bezdomnym, a jednocześnie pełnić funkcję miejsca edukacyjnego dla młodzieży znajdującej się w trudnej sytuacji życiowej.
Młodzi ludzie mają tam zdobywać praktyczne umiejętności kulinarne, które w przyszłości mogą pomóc im znaleźć zatrudnienie w rozwiniętej branży gastronomicznej Hongkongu.
– To nie jest wyłącznie kuchnia, która wydaje darmowe posiłki. To również miejsce edukacji dla młodzieży, która chce w przyszłości zostać kucharzami – podkreślał Mariusz Szeib.
Goście programu przyznali, iż podczas pobytu zobaczyli bardzo różne oblicza Hongkongu. Z jednej strony jest to światowa metropolia kojarząca się z nowoczesnością, bogactwem i imponującymi wieżowcami. Z drugiej – miejsce ogromnych nierówności społecznych, w którym wiele osób żyje w trudnych warunkach mieszkaniowych.
Uczestnicy biegu odwiedzili również dzielnice zdominowane przez wysokie budynki socjalne, mieszczące bardzo wiele niewielkich lokali. W takich miejscach pomoc żywnościowa i działania aktywizujące młodzież mają szczególne znaczenie.
Lions Charity Run nie jest klasycznym wyścigiem. Organizatorom nie zależy na wynikach, miejscach na podium ani indywidualnej rywalizacji. Biegacze poruszają się jako zespół, starając się utrzymywać wspólne tempo i symbolicznie pokazywać solidarność z osobami, dla których prowadzona jest zbiórka.
– Nie chodzi o to, kto jest pierwszy, lepszy czy najszybszy. Chodzi o to, żeby przebiec zadeklarowane kilometry razem, ramię w ramię, i pokazać solidarność – tłumaczył Mariusz Szeib.
Hasłem inicjatywy jest „We run, we serve”, czyli „Biegamy i pomagamy”. W Hongkongu uczestnicy planowali pokonać 556 kilometrów, jednak ostatecznie przebiegli 684 kilometry.
Warunki były wyjątkowo wymagające. Temperatura przekraczała 30 stopni, wilgotność dochodziła do 95 procent, a część tras prowadziła przez tereny górzyste. Pogoda zmieniała się bardzo gwałtownie – w ciągu kilku minut słońce mogło ustąpić miejsca deszczowi i silnemu wiatrowi.
Dni rozpoczynały się wcześnie. Uczestnicy wstawali po godzinie 5, aby około 6 być gotowymi do dalszej drogi. Każdy musiał zabrać ze sobą wyposażenie pozwalające reagować na nagłe zmiany warunków.
– Musieliśmy zachować żelazną dyscyplinę. Wychodząc rano, trzeba było mieć przy sobie wszystko, bo w ciągu pięciu minut mogło pojawić się słońce, deszcz, wiatr, a potem znowu słońce – mówiła Karolina Barałkiewicz-Sokal.
Trud fizyczny ma jednak wymiar symboliczny. Po zakończeniu etapu biegacze mogą odpocząć, wziąć prysznic i założyć suche ubrania. Osoby, którym pomagają, często nie mają dostępu do podstawowego wsparcia, bezpiecznych warunków ani odpowiedniej opieki.
– My po biegu możemy się umyć, przebrać i poczuć jak nowi. Dzieci, które wspieramy, ten przysłowiowy prysznic muszą dostać od nas. Potrzebują czasem znacznie więcej niż tylko kropli wody – zaznaczali uczestnicy akcji.
Zbiórka związana z biegiem wciąż trwa. Wpłat można dokonywać zarówno na polski cel realizowany przez Lions Club Poznań Rotunda, jak i na projekt w Hongkongu. Organizatorzy podkreślają, iż wszystkie wydatki związane z podróżą, zakwaterowaniem i samym udziałem w biegu pokrywają z własnych środków.
Obowiązuje tak zwana zasada 100 procent. Oznacza ona, iż całość pieniędzy przekazanych przez darczyńców trafia bezpośrednio do beneficjentów, a nie na koszty organizacyjne, podróże czy wynagrodzenia.
– Sto procent pieniędzy, które otrzymujemy, trafia do osób, którym pomagamy. Koszty biegu każdy uczestnik pokrywa we własnym zakresie – podkreślił Mariusz Szeib.
Po zakończeniu zbiórek organizatorzy przedstawiają ich rezultaty i pokazują miejsca, do których trafiło wsparcie. Ma to zapewnić przejrzystość i umożliwić darczyńcom zobaczenie, jak ich wpłaty przekładają się na konkretną pomoc.
– Kiedy ktoś później widzi, iż przekazane pieniądze przełożyły się na realne działanie, jest to naprawdę bardzo dobre uczucie – mówiła Karolina Barałkiewicz-Sokal.
Działacze Lions Club mają już na koncie liczne projekty międzynarodowe. Wcześniej wspierali między innymi budowę szkół w Nepalu, Tanzanii i Rwandzie. Kolejne placówki powstają w Brazylii i Kambodży.
W 2024 roku uczestnicy Lions Charity Run pobiegli z Warszawy do Brukseli, upamiętniając 20. rocznicę przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Podczas tej edycji zebrano około 200 tysięcy dolarów na protezy dla osób poszkodowanych w wyniku wojny w Ukrainie.
Kolejny bieg może odbyć się w Afryce. Organizatorzy rozważają Kenię, co pozwoliłoby rozszerzyć inicjatywę na szósty kontynent. Pomysł jest związany między innymi z planowanym spotkaniem Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz zaangażowaniem przedstawicieli Lions Club z tego kraju.
– Nie możemy pomóc każdemu, ale możemy pomóc chociaż komuś. o ile każdy z nas pomoże komuś, to razem pomożemy każdemu – podsumował Mariusz Szeib.
Lions Charity Run pokazuje, iż sport może być nie tylko próbą wytrzymałości, ale także narzędziem solidarności i skutecznego zbierania środków. Każdy przebiegnięty kilometr ma zwracać uwagę na potrzeby ludzi, którzy bez zewnętrznego wsparcia mają znacznie mniejsze szanse na bezpieczny start i poprawę swojej sytuacji.


![Nowy McDonald’s w Lublinie coraz bliżej. Restauracja ruszy jeszcze przed końcem wakacji [ZDJĘCIA]](https://cdn.spottedlublin.pl/media/2026/07/budowa_restauracji_mcdonalds_turystyczna_lublin_1-a9ef63c3d09c.jpg)




