Mój mąż miał babcię, panią Halinę. Każde lato spędzał u niej w Toruniu. Jej to nie przeszkadzało była kobietą, która wszystko trzymała w ryzach. Prowadziła własny interes, sama organizowała sprzedaż ziół leczniczych do polskich aptek. Mąż nie zna szczegółów, jak funkcjonował ten mały rodzinny biznes, ale pamięta, iż jak na tamte czasy zarabiała powyżej przeciętnej pensji. Charakter miała stanowczy i surowy. Męża kochała szczerze, nie żałowała pieniędzy na dobre obiady, zawsze miał świeże jagody, pierogi, ale na rozrywki, na lody albo kino choćby grosza nie chciała dać. Cała rodzina plotkowała, iż odkłada pieniądze na coś ważnego.
W domu babci stały duże, stare szafy z mnóstwem szufladek, pochowane klucze, wszystko zamykała na spust. Jako dziecko mój mąż próbował dowiedzieć się, co tam trzyma, ale babcia powtarzała tylko: To wszystko jest na potrzeby pracy. Z biegiem lat kraj się zmienił, wszyscy rzucili się na nowe biznesy, a babcię Halinę konkurencja wyprzedziła. Wtedy zaczęła leczyć ludzi ziołami, pomagała z dobrej woli, nie żądała ani złotówki choć przychodzili do niej ludzie z Poznania, Warszawy, choćby Wrocławia, bardzo zamożni i znani.
Odwiedzaliśmy babcię za życia jej mieszkanie było bardzo skromne. Chodziła w wypłowiałych swetrach, obiady jadła proste: ziemniaki z kefirem albo pajda chleba z kiszonym ogórkiem. Często przywoziliśmy jej wiktuały z Gdańska, ale jej oczy były chłodne. Zawsze powtarzała: Nie musicie mnie rozpieszczać, już jestem do takiego życia przywykła.
Kiedy babcia zmarła, zostawiła mężowi swoje mieszkanie. Pojechaliśmy do Torunia, uporządkować sprawy spadkowe. W jej spiżarni znaleźliśmy stos przetworów, kopce kasz, opakowania herbaty wszystko przekroczone terminy dawno temu. Okazało się, iż wdzięczni klienci przez lata zwozili jej te dary, ale ona niczego nie ruszała. Jednak prawdziwy szok spotkał nas przy otwarciu zamkniętych na klucz szaf. Całe półki były zawalone drogimi rzeczami z lat dziewięćdziesiątych: kryształowe wazony, zegarki, serwisy porcelanowe, radioodbiorniki, kolekcjonerskie monety wszystko w ilościach, które przypominały muzeum czasów transformacji.
Dlaczego cała ta fortuna zamieniła się w przedmioty, które dziś nie przedstawiają większej wartości? Nie pojmuję tej kobiety. Tajemnica babci Haliny została w tych zamkniętych szafach razem z tym, czego nigdy nie chciała komuś ofiarować czy użyć.







