Bezwzględny zakaz od stycznia. Codzienne kontrole, zaglądają do toreb, lecą mandaty. Potem przychodzi jeszcze list grozy [30.11.2025]

warszawawpigulce.pl 55 minut temu

Między resztkami jedzenia i opakowaniami, leży stara kurtka. Kontroler robi zdjęcie, sporządza notatkę. Tydzień później wszyscy mieszkańcy otrzymują pismo – opłata za wywóz odpadów wzrasta z podstawowych 30 złotych do 90 złotych miesięcznie od osoby. Dla rodziny to niemal 250 złotych więcej co miesiąc.

Fot. Warszawa w Pigułce

Nowy zakaz – większość Polaków nie ma pojęcia

Od 1 stycznia tego roku obowiązuje w Polsce rewolucyjna zmiana w sposobie segregacji odpadów. Tekstylia – każde, bez wyjątku – muszą być oddawane osobno. Żadnych ubrań w czarnym worku, żadnych ręczników między resztkami obiadu, żadnych starych butów wrzuconych „na szybko” do pojemnika przy bloku.

Lista zakazanych przedmiotów jest długa. Koszule, spodnie, skarpetki, bielizna. Pościel, firany, zasłony, obrusy. Ręczniki, dywaniki, koce. Buty – wszystkie rodzaje. choćby stara ścierka kuchenna teoretycznie powinna trafić do dedykowanego miejsca, a nie do zwykłych śmieci.

Przepisy wynikają z unijnej dyrektywy przyjętej jeszcze w 2018 roku. Bruksela postawiła sprawę jasno – państwa członkowskie muszą drastycznie zwiększyć recykling tekstyliów. Polska zwlekała z wdrożeniem do ostatniej chwili, a gminy dostały zadanie bez odpowiedniego przygotowania infrastruktury.

Ministerstwo Klimatu podaje, iż rocznie wyrzucamy ponad 400 tysięcy ton tekstyliów. Dotychczas prawie wszystko trafiało do spalenia. Teraz ma być inaczej, ale nikt nie wyjaśnił obywatelom jak dokładnie.

Stolica wykonała 6 tysięcy kontroli w rok

Warszawa nie żartuje. Tylko w ubiegłym roku służby przeprowadziły 6104 inspekcje pojemników na śmieci w całym mieście. To daje średnio ponad 16 kontroli każdego dnia, siedem dni w tygodniu.

Rezultaty mówią same za siebie. Wystawiono 131 mandatów karnych. Dziewięć spraw trafiło do sądu. Udzielono 197 pouczeń. Statystycznie co trzecia kontrola wykrywała jakieś naruszenie przepisów o segregacji.

Kontrolerzy mają szerokie uprawnienia. Mogą otwierać pojemniki i worki, przeglądać zawartość, robić zdjęcia jako dowody. Na ich podstawie sporządzane są notatki służbowe, które urząd wykorzystuje do nałożenia kar finansowych.

System działa sprawnie. Firma odbierająca odpady zgłasza nieprawidłowość do gminy. Gmina wszczyna postępowanie administracyjne. Decyzja o podwyższonej opłacie trafia do właściciela nieruchomości lub wspólnoty mieszkaniowej. Całość zajmuje kilka tygodni.

Od stycznia nasilenie kontroli wzrosło w całym kraju. Nie tylko wielkie miasta, ale też małe gminy wdrożyły programy systematycznych inspekcji. Władze jasno komunikują – czas na edukację minął, teraz liczy się egzekucja.

Mazowiecka gmina podwyższa opłatę trzykrotnie

Glinojeck pokazuje, jak wyglądają realne konsekwencje złamanego przepisu. Standardowa miesięczna opłata za gospodarowanie odpadami wynosi tam 28 złotych od osoby. Wydaje się niedrogo.

Ale jeżeli kontrola wykryje błędy w segregacji, stawka automatycznie wzrasta do 84 złotych miesięcznie. To dokładnie trzykrotność podstawowej kwoty. Czteroosobowa rodzina zapłaci więc nie 112, ale 336 złotych miesięcznie. Różnica to 224 złote, w skali roku niemal 2700 złotych z domowego budżetu.

Władze Glinojecka przyznają otwarcie – sytuacja finansowa gminy wymusza działania. Zaległości mieszkańców w opłatach za śmieci przekroczyły 180 tysięcy złotych. Wszystkie sprawy trafiły już do komornika. Egzekucja jest bezwzględna.

Model z tej mazowieckiej gminy zaczyna się rozprzestrzeniać. Ustrzyki Dolne na Podkarpaciu stosują podobny system – 37 złotych podstawa, 111 złotych za złą segregację. Solin na Dolnym Śląsku – 30 złotych wzrasta do 100 złotych.

Kary dotyczą nie tylko domów jednorodzinnych. W blokach wielorodzinnych działa zasada odpowiedzialności zbiorowej. jeżeli kontrola wykryje nieprawidłowości w altanie śmietnikowej obsługującej 100 mieszkań, podwyższona stawka zostanie naliczona wszystkim lokatorom. choćby tym, którzy segregują wzorowo.

Kary sięgają 5 tysięcy złotych

Podwyższone opłaty to nie jedyna forma sankcji. Gminy mogą stosować różne warianty kar, zależnie od lokalnych uchwał i stopnia naruszenia.

Najczęstsza praktyka – podniesienie stawki o 100 do 200 procent wartości podstawowej. Niektóre samorządy idą dalej i nakładają kary sięgające 300 lub choćby 400 procent. Wszystko zależy od uznania lokalnych władz i sytuacji budżetowej gminy.

Straż miejska może nałożyć mandat karny do 500 złotych na miejscu. Dotyczy to sytuacji, gdy funkcjonariusz przyłapie mieszkańca na gorącym uczynku – na przykład podczas wrzucania worka ze starymi ubraniami do pojemnika na odpady zmieszane.

Jeśli sprawa trafi do sądu, górna granica kary wynosi 5000 złotych. Sądy rzadko sięgają po maksymalne stawki, ale precedensy już się zdarzają, szczególnie gdy ktoś uporczywie ignoruje przepisy mimo wcześniejszych pouczeń.

Dodatkowa pułapka – odpady niebezpieczne. Gdy ktoś wyrzuci do zwykłego kosza baterie, zużyte leki, chemikalia, farby czy rozpuszczalniki, konsekwencje są natychmiastowe. Mandat od 500 do 5000 złotych plus ewentualne koszty specjalnej utylizacji.

Wystarczy jedno stwierdzenie nieprawidłowości, by gmina naliczyła podwyższoną opłatę za cały miesiąc. W skrajnych przypadkach karna stawka może obowiązywać przez kolejne miesiące, aż właściciel nieruchomości udowodni poprawę w segregacji.

Problem z PSZOK – nie wszędzie rozwiązany

Teoretycznie każda gmina powinna zapewnić mieszkańcom łatwy dostęp do Punktów Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Praktyka wygląda zupełnie inaczej.

Według raportu Instytutu Ochrony Środowiska w 2022 roku funkcjonowało w Polsce 2127 takich punktów. Przy populacji 38 milionów oznacza to średnio jeden PSZOK na 17 tysięcy mieszkańców. Dla wielu osób najbliższy punkt znajduje się kilka, a czasem kilkanaście kilometrów od domu.

Trzeba mieć samochód. Trzeba znaleźć czas w godzinach otwarcia – często ograniczonych do kilku dni w tygodniu. Trzeba stać w kolejkach, szczególnie w weekendy. Trzeba okazać zaświadczenie o opłatach za wywóz śmieci, żeby udowodnić iż jest się mieszkańcem danej gminy.

Dla mieszkańca wsi bez samochodu wyrzucenie starego swetra zgodnie z przepisami może oznaczać kilkugodzinną wyprawę. Efekt? Ludzie przez cały czas wrzucają tekstylia do czarnych worków, ryzykując wysokie kary.

Większość gmin nie przewidziała dodatkowych kolorowych pojemników na tekstylia przy blokach. Nie zorganizowała też cyklicznego odbioru ubrań spod drzwi, tak jak odbywa się to z meblami czy elektrośmieciami kilka razy w roku.

Polski Czerwony Krzyż likwiduje 28 tysięcy kontenerów

W lipcu tego roku organizacja poinformowała o dramatycznej decyzji. Firma Wtórpol, która przez lata zajmowała się logistyką i sprzedażą odzieży zbieranej przez PCK, wypowiedziała umowę o współpracy.

Powód? Drastyczne pogorszenie jakości ubrań trafiających do pojemników po wejściu nowych przepisów w styczniu. Ludzie zaczęli traktować kontenery PCK jak zastępczy PSZOK. Zamiast czystych, nadających się do użycia ubrań, do środka trafiały brudne szmaty, podarte rzeczy, zniszczone buty.

Koszty sortowania i utylizacji odpadów przewyższyły zyski ze sprzedaży odzieży w dobrym stanie. Wtórpol musiał dopłacać za odbiór każdej tony niskiej jakości tekstyliów przetwarzanych na paliwo alternatywne. Model biznesowy przestał się spinać.

W rezultacie do końca 2025 roku zlikwidowanych zostanie 28 tysięcy kontenerów PCK rozstawionych w całym kraju. Dla organizacji to ogromna strata – tylko w 2024 roku sprzedaż ubrań przyniosła ponad 7 milionów złotych przeznaczonych na działania pomocowe.

PCK szuka teraz alternatywnych rozwiązań i nowych partnerów. W Warszawie testuje DOBROsklep, gdzie można przynosić używaną odzież. Ale skala projektu jest mikroskopijnie mała w porównaniu z dotychczasową siecią kontenerów.

Nieliczne gminy ułatwiają życie mieszkańcom

Częstochowa wdrożyła system odbioru tekstyliów bezpośrednio z mieszkań. Firma współpracująca z miastem dostarcza specjalne worki, w które można pakować niepotrzebną odzież, obuwie, ręczniki, koce i firany. Rzeczy muszą być czyste, suche i kompletne. Brudne szmaty czy zużyte buty trzeba jednak wieźć do PSZOK.

Wałbrzych postawił w 10 punktach miasta białe pojemniki dedykowane tekstyliom. Adresy dostępne są na stronie urzędu. To wygodniejsze niż jazda na drugi koniec miasta do jedynego PSZOK.

Radom zorganizował mobilne punkty zbiórki, które realizowane są trzy razy w miesiącu w różnych dzielnicach. Bydgoszcz przewiduje objazdową zbiórkę podobną do tej, jaką znamy z mebli.

Ostrów Wielkopolski i Włocławek również organizują zbiórki w wyznaczonych miejscach i dniach. Problem w tym, iż takie rozwiązania to wciąż mniejszość. Zdecydowana większość gmin ograniczyła się do minimum ustawowego – PSZOK i nic więcej.

Efekt? Mieszkańcy przez cały czas wyrzucają tekstylia do śmieci zmieszanych, bo nie mają sensownej alternatywy. A gminy karają ich za to wysokimi opłatami, zamiast stworzyć funkcjonalny system zbiórki.

Odpowiedzialność zbiorowa w blokach – najbardziej kontrowersyjny element

W domu jednorodzinnym sprawa jest prosta. Właściciel źle segreguje, właściciel płaci karę. Sprawiedliwie i zrozumiałe.

W blokach mieszkalnych działa zupełnie inna logika. Firma odbierająca odpady sprawdza pojemniki obsługujące całą nieruchomość. jeżeli wykryje nieprawidłowości, raport trafia do wspólnoty lub spółdzielni. Ta z kolei rozkłada podwyższoną opłatę na wszystkich mieszkańców proporcjonalnie.

Teoretycznie wystarczy, iż jedna osoba z 50 mieszkań nie segreguje, a wszyscy zapłacą więcej. Pan Kowalski przez 20 lat wzorowo dzieli śmieci na frakcje, ale jego sąsiad z drugiego piętra wrzucił stare spodnie do czarnego worka. Kontrola, naklejka ostrzegawcza, raport. Efekt – pan Kowalski dostaje wyższą opłatę mimo iż nic nie narobił.

Mieszkańcy bloków skarżą się też na inny problem. Altany śmietnikowe często stoją w miejscach dostępnych z zewnątrz. Osoby spoza osiedla podrzucają tam swoje odpady, żeby uniknąć opłat we własnej gminie. Wspólnota płaci za cudze przewinienie.

Firmy odbierające śmieci często przeprowadzają kontrole wzrokowe w momencie załadunku. Pracownik otwiera pojemnik, zerka do środka, ocenia czy frakcje są adekwatnie posegregowane. Gdy dostrzeże ubrania w pojemniku na odpady zmieszane, umieszcza naklejkę ostrzegawczą. Kolejny raz – raport do gminy i kara finansowa.

Ministerstwo zachęca gminy do działania

Ministerstwo Klimatu i Środowiska apeluje do samorządów o wdrażanie rozwiązań przyjaznych mieszkańcom. Podaje przykłady dobrych praktyk – mobilne zbiórki, pojemniki przy osiedlach, odbiór workowy spod domów.

Problem w tym, iż apele to jedno, a finanse to drugie. Gminy muszą samodzielnie znaleźć środki na infrastrukturę i logistykę. Wiele z nich boryka się z dziurą budżetową i wolą karać mieszkańców za złą segregację, niż inwestować w system ułatwiający im życie.

Unia Europejska pracuje też nad przepisami dotyczącymi Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenckiej. Chodzi o to, żeby firmy produkujące odzież płaciły za zbiórkę i przetwarzanie tekstyliów, które stają się odpadami. To by odciążyło budżety gmin.

Bruksela rozważa również działania przeciw masowemu importowi taniej odzieży z platform typu Shein, Temu czy AliExpress. Francja już wprowadziła dodatkowe opłaty na zakupy z tych serwisów, żeby zniechęcić konsumentów. Polska na razie przygląda się tym rozwiązaniom.

Eksperci podkreślają, iż skuteczna segregacja tekstyliów wymaga współpracy na trzech poziomach. Producenci muszą zapłacić za system zbiórki. Gminy muszą zorganizować wygodną infrastrukturę. Mieszkańcy muszą przestrzegać zasad. Na razie mamy tylko trzeci element – kary dla obywateli.

Co możesz zrobić

Najprościej – zbieraj niepotrzebne tekstylia w osobnym worku w domu. Gdy uzbiera się odpowiednia ilość, zawieź je do PSZOK. Sprawdź wcześniej godziny otwarcia i weź ze sobą zaświadczenie o opłatach za śmieci.

Poszukaj w swojej okolicy kontenerów na odzież – jeżeli jeszcze istnieją. Pamiętaj, iż powinny trafiać tam tylko czyste rzeczy nadające się do ponownego użycia. Brudne szmaty czy podarte ubrania to już odpady, nie darowizna.

Sprawdź czy twoja gmina organizuje mobilne zbiórki tekstyliów. Niektóre samorządy publikują harmonogramy takich akcji na swoich stronach internetowych.

Jeśli mieszkasz w bloku, porozmawiaj z sąsiadami. Wspólnie możecie naciskać na wspólnotę lub spółdzielnię, żeby ta wynegocjowała z gminą lepsze warunki – na przykład pojemnik na tekstylia przy altanie śmietnikowej.

Kontrole segregacji stały się normą w całym kraju. Służby sprawdzają śmieci nie tylko planowo, ale reagują też na donosy sąsiadów. Wysokie kary mają pokazać, iż czas na dobrowolność się skończył.

Władze powtarzają, iż celem nie jest napełnianie budżetu mandatami, ale zmiana nawyków i zwiększenie recyklingu. Statystyki jednak pokazują, iż system oparty głównie na karach, bez odpowiedniej infrastruktury dla mieszkańców, budzi coraz większe frustracje.

Idź do oryginalnego materiału