BEZDOMNA
Nikola nie miała dokąd pójść. Zupełnie nigdzie Przez parę nocy mogę przenocować na dworcu. A co dalej? przebiegało jej przez głowę. Nagle zaświtała jej w myślach ratunkowa idea: Działka! Jak mogłam o niej zapomnieć? Choć to wielkie słowo. Tam stoi stara, ledwo trzymająca się altanka. Ale i tak lepiej tam, niż na dworcu rozważała gorączkowo Nikola.
Wsiadła do podmiejskiego pociągu, przytuliła głowę do zimnej szyby i zamknęła oczy. Ogarnęły ją przytłaczające wspomnienia z ostatnich miesięcy. Dwa lata temu straciła oboje rodziców. Została sama, bez wsparcia. Na uczelnię zabrakło pieniędzy, więc musiała rzucić studia i iść do pracy na bazarze.
Po wszystkim, los na chwilę się w niej uśmiechnął. Spotkała miłość. Michał okazał się być dobrym i porządnym człowiekiem. Po dwóch miesiącach wzięli cichy ślub w urzędzie.
Można by pomyśleć, iż teraz już będzie tylko lepiej Ale życie szykowało dla Nikoli kolejną próbę. Michał zaproponował, żeby sprzedać odziedziczone po rodzicach mieszkanie w centrum Warszawy i zainwestować wszystko we własny biznes.
Tak pięknie wszystko przedstawił, iż Nikola nie miała wątpliwości wierzyła, iż jej mąż wie, co robi, i niedługo zapomną o finansowych problemach. Staniemy na nogi, to pomyślimy o dziecku. Tak bardzo chciałabym zostać mamą marzyła naiwna dziewczyna.
Biznes się nie udał. Z każdym miesiącem narastały kłótnie o zmarnowane pieniądze, relacja rozpadła się błyskawicznie. niedługo Michał sprowadził do domu inną kobietę i kazał Nikoli się wynosić.
Na początku Nikola chciała zgłosić sprawę na policję, ale po chwili zdała sobie sprawę, iż nie ma na co sama sprzedała mieszkanie i oddała całą gotówkę mężowi
***
Na stacji wysiadła wczesnym wieczorem i zupełnie sama szła wzdłuż pustego peronu. Była wczesna wiosna; sezon działkowy jeszcze nie ruszył. Przez te trzy lata wszystko zarosło, a domek chylił się ku upadkowi. Jakoś ogarnę, posprzątam będzie jak dawniej próbowała się pocieszać, choć wiedziała dobrze, iż przecież nic już nie będzie jak kiedyś.
Klucz leżał tam, gdzie zawsze, pod werandą. Ale drzwi się zapadły i nie chciały ustąpić. Nikola szarpała je z całych sił, aż w końcu opadła na schodki i rozpłakała się z bezsilności.
Wtem dostrzegła na sąsiedniej działce dym i usłyszała szuranie. Ucieszyła się, iż ktoś jest na miejscu, i pobiegła na oślep.
Pani Regino! Jest pani? zawołała z nadzieją.
W podwórzu zobaczyła brodatego, starszego mężczyznę. Ogień tlił się pod starą menażką.
Kim pan jest? Gdzie jest pani Regina? spytała drżącym głosem.
Proszę się nie bać! I bardzo proszę, nie wzywać policji. Nikomu nie zrobię krzywdy. Nie wchodzę do domu, tylko na podwórku śpię
Ku jej zaskoczeniu, głos miał łagodny, wykształcony, mówił jak człowiek o szerokich horyzontach.
Jest pan bezdomny? palnęła bez ogródek Nikola.
Tak, trudno nie przyznać racji odparł cicho, spuszczając wzrok. Mieszkasz obok, prawda? Nie będę ci przeszkadzał.
Jak pan się nazywa?
Wiesław.
A nazwisko? dopytała dziewczyna.
Nazwisko? zdziwił się. Mazurkiewicz.
Nikola przyjrzała się Wiesławowi Mazurkiewiczowi uważnie. Miał wprawdzie stare, ale raczej czyste ubrania; ogólnie był zadbany jak na człowieka mieszkającego pod chmurką.
Nie wiem już, kogo mogę prosić o pomoc westchnęła ciężko Nikola.
Co się stało? zainteresował się spokojnie mężczyzna.
Drzwi się zapadły. Sama ich nie otworzę.
Pozwolisz, iż spróbuję? zapytał Wiesław.
Oczywiście, byłabym bardzo wdzięczna! powiedziała w desperacji.
Podczas gdy staruszek majstrował przy drzwiach, Nikola siedziała na ławce i zastanawiała się nad tym, kim był. Kto ja jestem, żeby go oceniać? Teraz choćby ja jestem bezdomna jesteśmy w tej samej sytuacji.
Pani Niko, drzwi otwarte! Mazurkiewicz uśmiechnął się lekko i popchnął wieko. Ale Ty tu chcesz nocować?
No tak, a gdzie mam iść? zdziwiła się.
Masz tu ogrzewanie?
Piec chyba jest Ale nie znam się na tym zmartwiła się Nikola.
A drewno?
Nie wiem zawstydziła się.
Spokojnie, zaraz coś wymyślę stwierdził z energią i wyszedł za bramkę.
Nikola przez godzinę próbowała doprowadzić domek do ładu. Było zimno, wilgotno i strasznie pusto. Nie miała pojęcia, jak tak wytrzyma. Nagle wrócił Wiesław, dźwigając drewno. Sama się zdziwiła, jak ucieszyła się na widok żywego człowieka obok.
Przeczyścił piec i rozpalił ogień. Po godzinie zrobiło się ciepło.
I już! Palenisko się dobrze pali, tylko dokładaj trochę drewien co jakiś czas, a w nocy wygasz, ciepło się utrzyma do rana wytłumaczył staruszek.
A pan gdzie pójdzie? Do sąsiadów? spytała Nikola.
Tak, nie gniewaj się, zamieszkam trochę na ich działce. Nie ciągnie mnie do miasta Nie chcę rozdrapywać dawnych ran.
Panie Wiesławie, niech pan zostanie. Zjemy kolację, wypijemy gorącej herbaty, a potem pan pójdzie powiedziała stanowczo Nikola.
Staruszek nie protestował. Zdjął kurtkę, usiadł przy ogniu.
Wiem, iż nie powinnam być nachalna zaczęła Nikola ale nie wygląda pan jak bezdomny. Co się stało, dlaczego mieszka pan na ulicy? Ma pan rodzinę?
Wiesław Mazurkiewicz opowiedział, iż przez całe życie wykładał na uniwersytecie. Poświęcił młodość nauce i pracy. Starzenie się przyszło niepostrzeżenie. Kiedy spostrzegł, iż został sam na stare lata, było za późno, by cokolwiek zmienić.
Rok temu zaczęła go odwiedzać siostrzenica. Najpierw delikatnie sugerowała, iż chętnie się nim zaopiekuje, jeżeli on przepisze jej mieszkanie. Ucieszył się i zgodził.
Potem Agnieszka zdobyła jego zaufanie i zaproponowała sprzedaż mieszkania w dusznej kamienicy oraz kupno domku pod Warszawą, z dużym ogrodem i altanką. Jak się później okazało, miała już upatrzoną okazję i nie kosztowała ona choćby dużo.
Marzył o świeżym powietrzu i spokoju, więc bez wahania przystał na propozycję. Po sprzedaży, Agnieszka zaproponowała, by otworzył konto w banku, zwłaszcza, żeby nie trzymać gotówki w domu.
Wujku, usiądź tu chwilkę na ławce pod bankiem, ja pójdę się dowiedzieć, jak najlepiej założyć konto. Daj mi torbę z dokumentami, kto wie, może ktoś nas śledzi powiedziała mu przed wejściem.
Agnieszka zniknęła za drzwiami banku. Czekał godzinę, drugą, trzecią Siostrzenica nie wychodziła. Wszedł do banku klientów już nie było, a na końcu sali był drugi, boczny wyjście
Nie chciał wierzyć, iż tak bliski człowiek go okradł. Siedział jeszcze długo na tej ławce, czekając na Agnieszkę. Gdy w końcu zdecydował pójść do jej domu, drzwi otwarła obca kobieta i wyjaśniła mu, iż Agnieszka już tu nie mieszka sprzedała mieszkanie dwa lata temu
Taka to już smutna historia westchnął ciężko. Od tego czasu żyję na ulicy. przez cały czas nie mogę uwierzyć, iż już nie mam domu
Też myślałam, iż tylko mnie może coś takiego spotkać Mam bardzo podobnie powiedziała Nikola i ze łzami w oczach opowiedziała staruszkowi swoją historię.
Ciężko. Ja przynajmniej zdążyłem trochę pożyć, a ty? Uciekłaś z uczelni, zostałaś bez domu Ale nie poddawaj się. Każdy problem można rozwiązać. Jesteś młoda, jeszcze się wszystko ułoży próbował ją pocieszyć.
Przestańmy już roztrząsać smutki. Chodźmy jeść! uśmiechnęła się Nikola.
Patrzyła, jak staruszek ze smakiem zjada makaron z parówkami. Przez chwilę była mu naprawdę wdzięczna, ale też poczuła bolesny żal. Było w nim tyle samotności i bezsilności.
To naprawdę przerażające zostać tak samemu, na starość, bez dachu nad głową i nikomu nie potrzebnym myślała Nikola.
Niko, mogę ci pomóc wrócić na studia. Znam tam jeszcze kilku przyjaciół. Być może uda się choćby załatwić miejsce na darmowym trybie powiedział nagle Wiesław. Sam już się tam nie pokażę, ale napiszę list do rektora. Mój dawny przyjaciel, Konstanty, na pewno ci pomoże.
Bardzo dziękuję! To byłoby cudowne! rozpromieniła się Nikola.
Dziękuję ci za kolację i rozmowę. Idę już, późno powiedział, wstając.
Proszę nie idź pan na dwór. Mam trzy pokoje, proszę zająć jeden. A powiem szczerze boję się tu sama, tej piecy, na której się nie znam. Nie zostawisz mnie pan przecież w takiej biedzie?
Nie, nie zostawię odpowiedział poważnie staruszek.
***
Minęły dwa lata Nikola z powodzeniem zdała sesję i jechała do domu z myślą o letnich wakacjach. przez cały czas mieszkała na działce. A tak w ogóle, to częściej była w akademiku, ale na weekendy i na wolne wracała na wieś.
Dzień dobry! krzyknęła radośnie, obejmując dziadka Wiesia.
Nikolka! Moja najdroższa! Dlaczego nie zadzwoniłaś? Odebrałbym cię ze stacji. No i jak, zaliczyłaś? staruszek aż się rozpromienił.
Tak! Prawie wszystko na piątkę! szczyciła się Nikola. choćby przywiozłam tort. Stawiaj wodę, będziemy świętować!
Nikola z Wiesławem Mazurkiewiczem pili herbatę i dzielili się nowościami.
Posadziłem winogrona. A tam zrobię altankę, będzie przyjemnie i wygodnie chwalił się staruszek.
Pięknie! Wiesz, to ty tu jesteś teraz gospodarzem, rób co trzeba. Ja tylko przyjeżdżam, i znowu wyjeżdżam śmiała się Nikola.
Wiesław Mazurkiewicz zmienił się nie do poznania. Nie był już sam. Miał dom. Miał wnuczkę Nikolę. Nikola też wróciła do życia. Staruszek stał się jej rodziną. Nikola była wdzięczna losowi, iż zesłał jej dziadka, który zastąpił rodziców i wsparł ją w najtrudniejszych chwilach.








