BEZ SERCA…
Kiedy wróciłem do domu, zobaczyłem żonę Krystynę Wacławową. Była po wizycie u fryzjera, której nie odmawiała sobie mimo szacownego wieku. Dopiero co skończyła 68 lat, ale regularnie chodziła do swojego ulubionego salonu. Zawsze dbała o włosy, paznokcie te drobne zabiegi dodawały jej energii i poprawiały nastrój.
Krystynko, jakaś Twoja krewna była tutaj. Powiedziałem, iż wrócisz później. Obiecała jeszcze zajrzeć przekazałem, zdejmując płaszcz.
Co za krewna? Ja już krewnych nie mam… Pewnie jakaś daleka, co chce coś wyprosić. Trzeba było jej powiedzieć, iż wyjechałam do Zakopanego i gwałtownie nie wrócę odpowiedziała podirytowana Krystyna.
Ale nie wypada kłamać. Wydaje mi się, iż z Twojej rodziny wysoka, elegancka, w czymś przypomina Twoją matkę, świętej pamięci. Nie wyglądała na żebraczkę, dobrze ubrana, bardzo kulturalna kobieta próbowałem ją uspokoić.
Po niecałej godzinie znów zadzwonił dzwonek. Krystyna sama poszła otworzyć. Rzeczywiście, kobieta bardzo przypominała jej zmarłą mamę: drogie futro, eleganckie kozaki, rękawiczki, kolczyki z maleńkimi brylantami. No na tym Krystyna się znała.
Krystyna zaprosiła ją do już nakrytego stołu.
Proszę, przedstawmy się skoro rodzina. Krystyna jestem, bez Wacławowej wystarczy. Widzę, iż jesteśmy podobne wiekowo. To mój mąż Jerzy. Z której linii rodziny pani jest? zapytała gospodyni.
Kobieta chwilę się wahała, lekko się zarumieniła.
Nazywam się Gabriela… Gabriela Władysławówna. Różnica wieku niewielka. 12 czerwca stuknęło mi 50 lat. Czy ta data coś pani mówi?
Krystyna aż pobladła.
Widzę, iż pani już się zorientowała. Tak, jestem pani córką. Proszę się nie martwić, nic od pani nie chcę. Zwyczajnie chciałam zobaczyć swoją matkę. Całe życie żyłam w niewiedzy. Nie rozumiałam, czemu matka mnie nie kocha, dlaczego tylko tata mnie przytulał. Taty nie ma od dwóch miesięcy, przed śmiercią wyznał mi prawdę. Prosił, by pani mu przebaczyła, jeżeli pani potrafi… mówiła wzruszona Gabriela.
Nie rozumiem… Ty masz córkę? zapytał oszołomiony Jerzy.
Okazuje się, iż tak. Potem Ci wszystko wyjaśnię stwierdziła Krystyna.
Więc jesteś moją córką? W porządku! Zobaczyłaś? jeżeli sądzisz, iż będę przepraszać czy żałować, to się mylisz. Nie widzę tu swojej winy odpowiedziała ostro Krystyna Mam nadzieję, iż ojciec wszystko Ci wyjaśnił. jeżeli liczysz, iż obudzą się we mnie matczyne uczucia, to też nie ani trochę! Przepraszam.
Czy mogę przyjechać kiedyś jeszcze raz? Mieszkam w okolicach Gdyni, mamy duży dom, zapraszam panią z mężem. Może się pani oswoi z tą myślą, iż istnieję? Przywiozłam zdjęcia pana wnuka i prawnuczki, może zechce pani zobaczyć? nieśmiało spytała Gabriela.
Nie. Nie chcę, nie przyjeżdżaj. Zapomnij o mnie. Żegnaj rzuciła ostro Krystyna.
Poszedłem odprowadzić Gabrielę, zamówiłem jej taksówkę. Kiedy wróciłem, Krystyna miała już posprzątane i oglądała spokojnie telewizję.
Masz niezłą twardą skórę! Tobie powinni dać dowodzenie nad armią, naprawdę nie masz serca? Zawsze podejrzewałem Cię o chłód, ale iż aż tak… powiedziałem jej.
Poznałeś mnie, gdy miałam 28 lat, prawda? To moja dusza dawno została zniszczona, nie przez Ciebie. Pochodziłam ze wsi, zawsze marzyłam o ucieczce do miasta, dlatego pilnie się uczyłam, jako jedyna z klasy dostałam się na studia.
Gdy miałam 17 lat, poznałam Bronisława. Kochałam go szalenie. Był starszy o prawie 12 lat, ale mi to nie przeszkadzało. Po biednym dzieciństwie wszystko w mieście wydawało się bajką. Ze stypendium ledwo przeżywałam, często głodowałam, więc każda propozycja wyjścia gdzieś z ukochanym była dla mnie jak prezent od losu.
Niczego mi nie obiecywał, ale wierzyłam, iż skoro mamy taką miłość, to na pewno mnie poślubi.
Pewnego wieczoru zaprosił mnie na działkę nie wahałam się. Myślałam, iż teraz, po tym co się stało, będzie mój na zawsze. Spotkania na działce stały się rutyną. niedługo okazało się, iż jestem w ciąży.
Powiedziałam mu o wszystkim. Bronisław był wniebowzięty. Wiedząc, iż niedługo wszystko się wyda, zapytałam o ślub miałam już 18 lat, można tzw. złożyć papiery do urzędu stanu cywilnego.
A ja obiecywałem Ci kiedyś ślub? odparł Bronisław pytaniem.
Nie obiecywałem. I nie zamierzam. Poza tym już mam żonę… dodał chłodno.
No a dziecko? Ja?
Jesteś młoda, zdrowa z Ciebie można wykuć pomnik dziewczyny z wiosłem. W swoim uniwersytecie weźmiesz urlop dziekański. Do czasu wszystko ukryjesz, potem zamieszkasz z nami. Z żoną nie możemy się doczekać dziecka, może dlatego, iż jest sporo starsza. Urodzisz, dziecko zabierzemy. Jak to się formalnie załatwi, nie wnikaj. Jestem istotny w urzędzie miasta, a żona ordynator szpitala. Za dziecko dostaniesz zapłatę.
Wtedy nikt nie słyszał w Polsce o surogatkach. Ja byłam chyba pierwszą matką zastępczą. Co miałam robić? Wracać do wsi, hańbić rodzinę?
Do porodu mieszkałam u nich w willi. Żona Bronisława nigdy mnie nie odwiedzała, może i była zazdrosna. Córkę urodziłam w domu, położną sprowadzili, wszystko zgodnie z zasadami. Nie karmiłam piersią, zabrali dziewczynkę od razu. Już jej nigdy nie zobaczyłam. Po tygodniu delikatnie mnie wyprowadzili. Bronisław dał pieniądze.
Wróciłam na uczelnię. Po studiach do pracy na fabryce. Dostałam pokój w hotelu pracowniczym. Najpierw byłam zwykłym mistrzem, potem starszym w kontroli jakości.
Przyjaciół nie brakowało, ale nikt nie proponował ślubu, aż pojawiłeś się Ty. Miałam 28 lat, już nie marzyłam o zamążpójściu, ale trzeba było już.
Resztę znasz. Dobrze nam się żyło trzy samochody zmieniliśmy, dom pełen, działka zadbana. Na urlopy zawsze jeździliśmy. Fabryka w latach 90. przetrwała tylko dlatego, iż ważne części do ciągników robiono tylko w jednym dziale. Do dziś jest otoczona drutem kolczastym i wieżami strażniczymi.
Na wcześniejszą emeryturę wyszliśmy. Mamy wszystko. Dzieci nie i nie potrzebuję. Patrzę na te nowoczesne dzieciaki… skończyła swoją spowiedź Krystyna.
Nie jest dobrze. Całe życie Cię kochałem, chciałem ogrzać Twoje serce, ale nie udało mi się. Trudno, dzieci nie mieliśmy, ale nigdy choćby kotka czy pieska nie przygarnęłaś. Siostra prosiła, by pomóc siostrzenicy, choćby na tydzień nie pozwoliłaś jej zamieszkać z nami.
A dziś przyjechała do Ciebie córka Twoja krew, a Ty… Gdybyśmy byli młodsi, rozwiódłbym się, ale już za późno. Z Tobą jest zimno, bardzo zimno powiedziałem z żalem.
Krystyna pierwszy raz wyglądała na przerażoną, nigdy nie rozmawiałem z nią tak ostro.
Całą jej spokojną egzystencję zburzyła ta właśnie córka.
Przeniosłem się na działkę i tam już od kilku lat mieszkam. Mam trzy psy wszystkie uratowane z ulicy, oraz nie wiadomo ile kotów. Do domu prawie nie zaglądam. Wiem, iż jeżdżę do Gabrieli, zapoznałem się z całą rodziną, a prawnuczka jest moją radością.
Zawsze byłeś dziwakiem, dziwakiem pozostałeś. Niech żyje jak chce myśli Krystyna.
Nie odczuła chęci poznania bliżej córki, wnuka ani prawnuczki.
Jeździ sama nad Bałtyk. Odpoczywa, nabiera sił, czuje się znakomicie.
Wiem już, iż choćby największe cierpienia nie usprawiedliwiają zamrożenia serca. Trzeba próbować okazać choć odrobinę ciepła drugiemu człowiekowi, nim zostanie się zupełnie samemu.







