BEZ SERCA…
Dzisiaj wróciłam do domu po wyjściu do salonu fryzjerskiego. Mimo swoich 68 lat, przez cały czas lubię od czasu do czasu zadbać o siebie włosy, paznokcie. Proste przyjemności, ale zawsze poprawiają mi humor i dają energię do życia.
Klara, jakaś twoja krewna cię szukała powiedział mój mąż, Jerzy, jak tylko weszłam do mieszkania. Powiedziałem jej, iż będziesz później w domu, obiecała, iż jeszcze wpadnie.
Jaka znowu krewna? Przecież już nikogo z rodziny nie mam! Chyba jakaś piąta woda po kisielu Pewnie przyjdzie coś żebrać. Mogłeś jej powiedzieć, iż wyjechałam do Gdańska na kilka tygodni odburknęłam zirytowana.
Ale po co kłamać? Wydaje mi się, iż rzeczywiście jest z twojej rodziny. Taka wysoka, dystyngowana, w czymś przypomina mi twoją świętej pamięci mamę. Nie sądzę, żeby przyszła z prośbą. Bardzo elegancka kobieta próbował mnie uspokoić Jerzy.
Po jakiś czterdziestu minutach znowu zadzwonił dzwonek. Sama otworzyłam drzwi. Rzeczywiście, kobieta była podobna do mojej nieżyjącej mamy. Dobrze ubrana: drogi płaszcz, skórzane botki, rękawiczki, małe diamentowe kolczyki w uszach. Na takich rzeczach się przecież znam.
Zaprosiłam ją do salonu, gdzie był już przygotowany stół.
Poznajmy się, skoro rodzina. Jestem Klara, można bez pochodzenia. Widzę, iż jesteśmy w podobnym wieku. To mój mąż Jerzy. A pani z której strony jest moją krewną? zapytałam gospodarsko.
Kobieta zawahała się chwilę, lekko się zarumieniła.
Nazywam się Gabriela Gabriela Władysławówna. Różnica wieku rzeczywiście nieduża. W tym roku, 12 czerwca, skończyłam pięćdziesiąt lat. Czy ta data nic pani nie mówi?
Zbladłam.
Widzę, iż pani sobie przypomniała. Tak, jestem pani córką. Proszę się nie denerwować, niczego od pani nie chcę. Po prostu chciałam spojrzeć na własną matkę. Przez całe życie żyłam w niewiedzy. Nie rozumiałam, czemu mama mnie nie kocha. Zmarła osiem lat temu. A ojca straciłam niedawno, dwa miesiące temu. W ostatniej chwili wyjawił mi prawdę o pani. Prosił, żeby pani mu wybaczyła, jeżeli potrafi mówiła drżącym głosem Gabriela.
Nic nie rozumiem. Masz córkę? spytał osłupiały Jerzy.
Najwidoczniej tak. Wyjaśnię ci później odpowiedziałam mu cicho.
Czyli jesteś moją córką. Świetnie! Zobaczyłaś mnie? jeżeli liczysz, iż zacznę się kajać i prosić o wybaczenie, to nie, nie będę. Nie czuję się winna odpowiedziałam Gabrieli. Mam nadzieję, iż ojciec wszystko ci opowiedział? jeżeli myślisz, iż obudzisz we mnie matczyne uczucia, to się nie łudź! Przepraszam, ale nie potrafię!
Mogę jeszcze kiedyś panią odwiedzić? Mieszkam tu niedaleko, mamy duży dom, zapraszam też panią z mężem. Może z czasem przywyknie pani do myśli, iż jestem Przywiozłam zdjęcia wnuka i prawnuczki, obejrzy pani? spytała Gabriela ostrożnie.
Nie. Nie chcę. Nie przyjeżdżaj. Zapomnij o mnie. Do widzenia powiedziałam szorstko.
Jerzy pomógł Gabrieli zamówić taksówkę i odprowadził ją. Kiedy wrócił, ja już posprzątałam po kolacji i spokojnie oglądałam telewizję.
Ty to masz charakter! Pewnie byłabyś dobrą dowódczynią. Naprawdę nie masz kompletnie serca? Zawsze podejrzewałem, iż jesteś trochę bezlitosna, ale nie myślałem, iż aż tak! powiedział Jerzy.
Poznaliśmy się, gdy miałam 28 lat, prawda? Wtedy miałam już doświadczenie, którego nie życzę nikomu.
Jestem dziewczyną ze wsi, całe życie marzyłam, żeby wyrwać się do miasta. Dlatego uczyłam się najlepiej, jako jedyna z klasy dostałam się do politechniki.
Miałam 17 lat, kiedy poznałam Władka. Kochałam go bardzo. Był ode mnie starszy o prawie 12 lat, ale mi to nie przeszkadzało. Po biednym dzieciństwie wszystko w Poznaniu, gdzie studiowałam, wydawało się bajką. Stypendium na nic nie starczało, byłam ciągle głodna, więc z zachwytem przyjmowałam zaproszenia do kawiarni na ciasto czy lody.
Władek niczego mi nie obiecywał, ale byłam pewna, iż skoro tak się kochamy, na pewno mnie poślubi.
Któregoś wieczoru zaprosił mnie na działkę. Nie zawahałam się. Myślałam, iż jeżeli oddałam mu siebie, na zawsze go przywiązałam. Spotkania na działce stały się rutyną. niedługo okazało się, iż jestem w ciąży.
Powiedziałam Władkowi. Był szczęśliwy. Ale kiedy zapytałam, kiedy się pobierzemy, powiedział:
A obiecywałem ci ślub? odpowiedział pytaniem na pytanie.
Nie obiecywałem. Nie zamierzam się żenić, bo jestem już żonaty dodał równie spokojnie.
A co ze mną, z dzieckiem?
Ty jesteś młoda, zdrowa. Na uczelni weźmiesz urlop dziekański. Póki nie widać, studiuj dalej, potem zamieszkasz u nas.
Mamy z żoną problem, nie możemy mieć dzieci, może przez różnicę wieku. Gdy urodzisz, zabierzemy dziecko do siebie. Jak to załatwimy, nie twoja sprawa. Mam kontakty w urzędzie miasta, żona kieruje oddziałem w miejskim szpitalu. O dziecko się nie martw. Po wszystkim wrócisz na uczelnię, zapłacimy ci jeszcze.
Wtedy nikt nie słyszał o surogatkach. Ja byłam taką surogatką, nie z własnej woli. Co miałam zrobić? Wracać na wieś, przynieść rodzinie wstyd?
Przed porodem mieszkałam u nich w willi. Żona Władka do mnie nie zaglądała, pewno zazdrościła. Córkę urodziłam w domu, położna przyjechała. choćby nie karmiłam jej piersią, dziecko od razu zabrano. Nigdy już jej nie widziałam. Po tygodniu delikatnie mnie wyproszono. Władek dał pieniądze.
Wróciłam na uczelnię. Po studiach dostałam pracę na fabryce, pokój w hotelu robotniczym. Pracowałam najpierw jako zwykły majster, potem zostałam starszym specjalistą kontroli jakości.
Znajomych miałam wielu, ale nikt nie chciał się ze mną wiązać, aż pojawiłeś się ty. Byłam już po trzydziestce, chciałam, nie chciałam, trzeba było wyjść za mąż.
Resztę życia znasz. Porządnie sobie żyliśmy trzy auta zmieniliśmy, dom zawsze pełen, działka zadbana. Na wakacje jeździliśmy co roku. Nasza fabryka przetrwała trudne lata, bo produkujemy części do traktorów jak nigdzie indziej, nikt poza naszą halą nie wie, co tam robimy. przez cały czas nas otaczają ogrodzenia i wieżyczki. Przeszliśmy na wcześniejszą emeryturę. Wszystko mamy. Dzieci nie ma i nie potrzeba. Jak patrzę na te dzisiejsze dzieci
Zmarnowaliśmy sobie życie, Klara. Kochałem cię, chciałem ogrzać twoje serce, nie udało się. Dobrze, iż nie mamy dzieci, ale choćby zwierząt ci nie żal. Kociaka, psa, nikomu nie zechciałaś pomóc. choćby siostrzenicy nie pozwoliłaś na tydzień się zatrzymać.
Dziś odwiedziła cię córka. Twoja krew! Jak ją przyjęłaś? Zimno, bez serca. Gdybyśmy byli młodsi, rozszedłbym się z tobą. Za późno. Zimno mi z tobą odpowiedział Jerzy.
Pierwszy raz się go bałam, nigdy nie mówił do mnie tak ostro.
Całe moje spokojne życie zburzyła ta córka.
Jerzy przeniósł się na działkę. Od lat tam mieszka. Ma tam trzy psy, znalezione przy drodze, i nie wiadomo ile kotów.
W domu pojawia się rzadko. Wiem, iż jeździ do Gabrieli, mojej córki. Z każdym się tam zaprzyjaźnił, za prawnuczką przepada.
Zawsze był fajtłapą, fajtłapą pozostał. Niech sobie żyje, jak chce myślę czasem.
Ja nie mam ochoty na bliższe spotkania z córką, wnukiem, prawnuczką.
Jeżdżę sama nad morze. Odpoczywam, nabieram sił i czuję się doskonale.










