Bez pracy i poświęceń nie ma sukcesu

glosseniora.pl 10 godzin temu
Zdjęcie: artur barciś


Bez pracy i poświęceń nie ma sukcesu

Artur Barciś – aktor znany z kultowych ról Tadzia Norka w Miodowe lata oraz Czerepacha w Ranczo – od lat zachwyca widzów autentycznością i niepodrabialnym talentem. Urodzony w 1956 roku, obdarzony wyjątkowym poczuciem humoru, jako ambasador Stowarzyszenia MANKO – Głosu Seniora aktywnie promuje aktywność i zaangażowanie po 60. roku życia. W rozmowie otwarcie opowiada o swojej drodze do aktorstwa, uchyla kulisy pracy na planie i zdradza, jak dziś definiuje prawdziwy sukces. Dzieli się również refleksjami na temat tego, co daje mu poczucie spełnienia – odsłaniając przy tym swoją osobistą receptę na szczęście.

Co sprawiło, iż zdecydował się Pan zostać aktorem?

Od dziecka czułem, iż mam w sobie coś wyjątkowego – pewien dar. Potrafiłem recytować wiersze tak, by ludzie słuchali mnie z uwagą i naprawdę rozumieli, co chcę im przekazać.

Byłem drobny i niepozorny, ale w mojej szkole podstawowej w Rędzinach pod Częstochową znajdowała się prawdziwa scena. Gdy tylko na nią wchodziłem, ogarniało mnie poczucie spokoju i pewności. To było moje miejsce.

Pamiętam jedno z pierwszych wystąpień – wyszedłem na scenę, zrobiłem swoje, nie myśląc o tym, co dzieje się wokół. Kiedy skończyłem, publiczność zaczęła bić brawo. W tamtej chwili poczułem ogromne szczęście i zrozumiałem, iż właśnie scena jest miejscem, do którego naprawdę należę.

Czy widzi Pan w swojej pracy aktora społeczną misję i wpływ sztuki na ludzi?

Od dawna powtarzam, iż my – ludzie sukcesu – możemy i powinniśmy robić coś dobrego dzięki tej popularności. Mamy możliwość przyciągania uwagi, zainteresowania ludzi ważnymi tematami.

Od wielu lat angażuję się w różne działania społeczne. Uważam, iż to część naszej odpowiedzialności – wykorzystać popularność w dobrym celu.

  • Czytaj także: Dlaczego musimy zadbać o aktywność zawodową osób 60+?

Ma Pan na koncie dziesiątki ról – od niezapomnianego Norka z Miodowych lat po sprytnego Czerepacha z Rancza. Która z tych postaci była dla Pana największym wyzwaniem, a która dawała najwięcej radości?

Obie te role przyniosły mi ogromną radość, jednak największym wyzwaniem okazały się Miodowe lata. Serial realizowano z udziałem publiczności, a każdy odcinek powstawał na żywo w ciągu jednego dnia. Wymagało to perfekcyjnego opanowania tekstu oraz umiejętności zachowania scenicznej powagi, choćby gdy widownia spontanicznie wybuchała śmiechem.

Czerepach był z kolei czystą przyjemnością – to rola oparta na znakomitym scenariuszu i dająca przestrzeń do stworzenia zupełnie odmiennej postaci. Zależało mi, by nie był to „Norek w gminie Wilkowyje”, dlatego szukałem wyrazistych środków wyrazu. Tak narodził się charakterystyczny tupecik – symbol człowieka pełnego kompleksów, wstydzącego się swojej łysiny, a jednocześnie żądnego władzy i niezwykle przebiegłego.

Jak długo trwała przygoda z Ranczem?

Dziesięć lat – choć oczywiście nie w trybie całorocznym. Produkcja realizowana była w cyklach: każdy obejmował zwykle trzynaście odcinków, a zdjęcia trwały około trzech–czterech miesięcy w roku. Pozostały czas wypełniała praca nad innymi projektami, ale powroty na plan zawsze miały swój niepowtarzalny rytm i energię.

Ranczo wciąż cieszy się ogromną popularnością – oglądają je zarówno starsi, jak i młodsi widzowie. Czy przy takim niesłabnącym zainteresowaniu pojawiały się pomysły na jego kontynuację?

Chętnie wróciłbym do tego projektu, ale to nie leży w moich rękach – nie jestem producentem. Nie brakuje też opinii, iż do kultowych tytułów lepiej nie wracać, bo takie próby rzadko kończą się sukcesem. Dodatkowo dużą przeszkodą jest fakt, iż nie żyje już Andrzej Grembowicz – wybitny scenarzysta serialu, którego talent i wyczucie trudno zastąpić. Choć jego syn również jest scenarzystą, być może kiedyś pojawi się jeszcze szansa na powrót.

Jaka jest Pana recepta na sukces?

Nie chodzić na skróty. o ile chce się dobrze wykonać swoją pracę czy zadanie, które się podejmuje, trzeba to zrobić najlepiej, jak to tylko możliwe. Trzeba mieć świadomość, iż to zwykle oznacza ciężką pracę, wiele poświęceń i rezygnację z przyjemności, by osiągnąć adekwatny efekt.

Kiedy mam do zagrania scenę z dużą ilością tekstu, nie zakładam, iż „jakoś to będzie”. Siadam i uczę się roli, bo ufam, iż została dobrze napisana. Improwizacja w takich momentach zwykle przynosi gorszy efekt. Najważniejsze jest oddać to, co zapisał autor scenariusza. Dlatego nigdy nie wybierałem drogi na skróty – wiem, iż tylko w ten sposób można naprawdę dobrze wykonać swoją pracę.

Jakie wartości życiowe, nie tylko zawodowe, są dla Pana szczególnie ważne?

Przede wszystkim liczy się uczciwość – także wobec samego siebie. Nie można narzekać na brak propozycji, jeżeli w ostatnim przedstawieniu zawiodło przygotowanie czy zaangażowanie. Trzeba mieć odwagę spojrzeć na własną pracę bez złudzeń i wyciągać wnioski. Prawda o tym, ile wysiłku wkładamy w to, co robimy, prędzej czy później zawsze wychodzi na jaw. Dlatego warto konsekwentnie dawać z siebie maksimum.

Czy, podobnie jak wielu sportowców, uważa Pan, iż dyscyplina jest jednym z kluczowych elementów prowadzących do sukcesu?

Zdecydowanie tak. Dyscyplina to dla mnie także punktualność i szacunek wobec innych. Bardzo nie lubię, gdy aktorzy spóźniają się na próby czy spektakle – to dezorganizuje pracę i wpływa na cały zespół. Jako reżyser doskonale widzę, jak takie zachowania odbijają się na atmosferze.

Podobne zasady obowiązują podczas moich recitali – niezależnie od tego, czy występuję solo, czy z muzykami, najważniejsze są dyscyplina i wzajemny szacunek. Tylko w takich warunkach można osiągnąć dobry efekt – bez nich nie ma mowy o sukcesie.

  • Czytaj także: Ogólnopolska Karta Seniora – wsparcie dla aktywnych po 60-tce

Jak pozostać aktywnym po 60-tce?

Nie mam jednej, uniwersalnej recepty, wszystko zależy od człowieka. Często powtarzam jednak pewną maksymę, którą sam kiedyś stworzyłem: ludzie dzielą się na tych, którym się chce, i na tych, którym się nie chce. To właśnie ci pierwsi popychają świat do przodu – tworzą nowe rozwiązania, rozwijają technologie i zmieniają rzeczywistość. Reszta może się temu jedynie przyglądać. Dlatego tym, którzy działają i potrafią inspirować innych, nie trzeba niczego podpowiadać – oni doskonale wiedzą, jak iść dalej.

Idź do oryginalnego materiału