Wiesz, Aniu, klienci ostatnio się rozbiegli, powiedział Tomasz, przecierając nos w kawiarni przy Krakowskiej w Warszawie, pochylił się w fotelu. Może to ja popełniłam błąd, iż rzuciłam pracę w biurze?
Wróć do tego, odpowiedziała Kasia, nieprzerwanie mieszając cappuccino. Tam przyjmą cię z otwartymi ramionami.
Ania przewróciła oczami i westchnęła.
Nie, lepiej samodzielnie niż pod stałą kontrolą szefa. Trzeba się po prostu lepiej wypromować.
Ostatnie pół roku poświęciła całą energię na rozwój własnego studia fotograficznego. Zgromadziła portfolio, założyła profil w mediach społecznościowych, regularnie wrzucała zdjęcia. Zamówienia przychodziły, ale nieregularnie. Raz miałam tydzień pełen sesji, następnym razem cisza i jedynie wiatr szurał w kieszeniach. Ania wiedziała, iż potrzebny jest czas, cierpliwość i mnóstwo wysiłku.
Kasia pracowała sprzedawcą w dużym sklepie elektronicznym. Towarzyska, z uśmiechem i talentem do gadania o wszystkim, gwałtownie nawiązywała kontakt z klientami. Gdy rozmowa schodziła na święta rodzinne lub planowane uroczystości, Kasia niechcący wspominała swoją przyjaciółkę fotografkę. Kilka razy dzięki temu Ania dostała zlecenia nic wielkiego, ale przyjemne.
Pamiętasz parę, co przyszła tydzień temu? Kasia wziąła łyk kawy i przymrugała. To ja je skierowałam do ciebie na sesję dziecięcą.
A, tak, Ania skinęła głową. Dzięki, naprawdę. Sympatyczni ludzie, dziecko urocze.
Nie ma za co, Kasia machnęła ręką. Ale przyznam się szczerze, mogłabyś mi odliczyć swój procent.
Ania zatrzymała się z filiżanką w połowie drogi do ust.
Co?
To logiczne, wzruszyła ramionami Kasia. Ja przynoszę klientów, ty robisz zdjęcia. To znaczy, iż jesteśmy partnerami.
Ania spojrzała na przyjaciółkę, próbując odczytać, czy to żart. Potem roześmiała się.
Czasem twój humor mnie przeraża.
Daj spokój, Kasia uśmiechnęła się. Po prostu myślę głośno.
Rozmowa przeszła na seriale, wspólnych znajomych, plany weekendowe. Ania gwałtownie zapomniała o dziwnym komentarzu Kasia po prostu niecelowo się wygłupiała.
Miesiące mijały w serii sesji. Ania fotografowała rodziny w parkach, urodziny dzieci w salach zabaw, portrety biznesowe do CV. Umieszczała ogłoszenia na portalach, nawiązywała współpracę z organizatorami eventów, prosiła klientów o opinie. Baza klientów rosła wolno, ale stabilnie.
Kasia od czasu do czasu przypominała o swoim wkładzie. Raz rzuciła: Bez mnie nie miałabyś pracy, innym razem udajeła obrażenie: Aż tyle osób do ciebie skierowałam, a ty nie podziękowałaś odpowiednio. Ania odrzucała te uwagi. Kasia zawsze lubiła wyolbrzymiać swoją rolę w sukcesach innych to po prostu jej charakter. I faktycznie, kilku klientów przyprowadziła. Ale i bez niej Ania dałaby radę.
Pewnego dnia Ania wpadła z wizytą do Kasi, która wyglądała na zmęczoną: bladą skórą, ciemne worki pod oczami. Przy kawie nagle powiedziała:
Dość tego. Nie dam już rady.
Co się stało? Ania podniosła wzrok od telefonu, w którym edytowała zdjęcia.
Odchodzę, Kasia otarła twarz dłonią. Mam dość tego sklepu. Klienci wiecznie niezadowoleni, szef ciągle naciska, grafiki nie do ogarnięcia. Mam już dosyć.
Na serio? Ania odłożyła telefon. A co teraz będziesz robić?
Nie wiem, Kasia wzruszyła ramionami. Trochę odpocznę, pomyślę. Chciałabym coś lepszego, ale jeszcze nie wiem co. Może znajdę pracę w biurze, a może się przekwalifikuję.
Odważna decyzja, przyznała Ania. Powodzenia, jeżeli naprawdę się zdecydujesz.
Po kilku tygodniach od zwolnienia Kasia żyła w trybie relaksu. Spotykała się z przyjaciółmi, chodziła na zakupy, wrzucała na Instagram zdjęcia z opisami typu zasłużony odpoczynek i w końcu żyję dla siebie. Nie zamieszczała CV, nie chodziła na rozmowy. Na pytania Ani o pracę odpowiadała wymijająco: Szukam, nic interesującego jeszcze nie wpadło, nie mam pośpiechu.
Mijał miesiąc, a ton się zmienił. Kasia zaczęła narzekać:
Te cholernie wysokie raty, irytacyjnie wskazywała na ekran telefonu. To już trzeci telefon z banku o zaległościach.
Nie myślałaś o jakiejś tymczasowej pracy? zaproponowała ostrożnie Ania. Dopóki nie znajdziesz czegoś lepszego.
Gdzie tu znajdę pracę, Kasia zmarszczyła brwi. Albo płacą grosze, albo wymagają kosmosu. Nie pójdę na jakąkolwiek pracę, mam doświadczenie i wykształcenie.
Ania milczała. Nie chciała się kłócić, a i tak było to bez sensu Kasia i tak znajdzie wymówkę. Wyglądało, iż liczy na cud: albo idealna oferta spadnie z nieba, albo pieniądze same się pojawią.
Ania natomiast miała pełne ręce roboty. Uwieczniła huczną wesele. Młoda para była sympatyczna i wdzięczna. Panna młoda wcześniej ustaliła listę niezbędnych ujęć, pan młody popierał wszystkie pomysły. Sesja trwała cały dzień przygotowania, ceremonia, bankiet. Ania wróciła zmęczona, ale zadowolona. Obróbka zdjęć zajęła kilka dni. Dodatkowo para zamówiła krótki film z najważniejszymi momentami. W efekcie Ania dostała godną zapłatę, która pokryła wydatki na najbliższy miesiąc.
Wieczorem telefon zadzwonił. Kasia.
Cześć, usłyszała Ania w jej profesjonalnym tonie. Musimy pogadać.
O co chodzi? Ania dalej edytowała kolejny zestaw zdjęć.
Właśnie wróciłaś z wesela, prawda?
Tak, właśnie. Co z tego?
Ta para, którą do mnie skierowałaś, kupiła u nas sprzęt pięć miesięcy temu. Opowiadałam im o tobie.
Ania zmarszczyła brwi. Panna młoda na pewno znalazła ją w mediach społecznościowych, wspominała, iż długo szukała fotografa i przeglądała portfolio.
Kasia, ona mnie znalazła w sieci.
No i co? Kasia z niechęcią parsknęła. Powiedziałam jej o tobie, zapamiętała i przyjechała. To znaczy, iż mam udział. Daj mi więc dziesięć tysięcy złotych.
Ania zbladła.
Żartujesz?
Nie żartuję. Pomogłam ci, teraz chcę swoją część.
Kasia, czy ty naprawdę myślisz, że? Ania próbowała zachować spokój. Wspomniałaś o mnie kilka miesięcy temu. To nie czyni cię partnerem w biznesie.
Czyni, Kasia upierała się. Bez mojej rekomendacji nie znalazłaby mnie.
Bez niej wybrałaby innego fotografa, ale ja i tak miałabym zamówienia. Moje zarobki zależą od mojej pracy, umiejętności i wysiłku. Ty nie masz z tym nic wspólnego.
Oh, naprawdę? ton Kasi stał się lodowaty. To więc nie mam nic? Kiedy brakowało ci klientów, narzekałaś na mnie. Gdy ja przyprowadzałam ludzi, byłaś zadowolona. A teraz, gdy pieniądze płyną, nie jestem już potrzebna?
To bzdura, Ania przetarła skronie. Rozumiem, iż masz problemy finansowe, ale to nie powód, by żądać pieniędzy za nieistniejące usługi. Odeszłaś z pracy, nie szukasz nowej, a teraz próbujesz wyciągnąć ze mnie kasę?
Prawdziwa przyjaciółka by pomogła, Kasia brzmiała obrażona. Nie proszę, byś mnie utrzymywała. Chcę tylko to, na co zasłużyłam.
Nic nie zasłużyłaś, odparła Ania. Wspomniałaś o mnie kilka razy. To nie praca, to zwykłe przyjacielskie wsparcie, które nie wymaga wynagrodzenia.
Chciwa jesteś, Kasia wybuchła śmiechem. Myślałam, iż jesteś inna. A tak jak wszyscy. Dostajesz pieniądze i zapominasz o tych, którzy ci pomogli.
Pomaganie? Ania poczuła, jak rośnie wewnętrzne napięcie. Raz dwa razy mówiłaś ludziom, iż masz znajomą fotografkę. To wszystko, co zrobiłaś. Ja wkładam w ten biznes cały swój czas, pieniądze, siły. Uczyłam się, kupowałam sprzęt, obrabiam zdjęcia do trzeciej w nocy. A ty? Siedziałaś na kanapie i oglądałaś seriale.
Myślisz, iż jesteś taka sukcesistka? Kasia prawie syczała w słuchawce. Bez mnie nic nie osiągnęłabyś.
Wiesz co, Kasia, Ania westchnęła z wyczerpania. Mam już dość tych wymówek. Ogarnij swoje kredyty, znajdź pracę, zachowuj się jak dorosła osoba, a nie wykrzykuj od innych to, co nie twoje.
Nie jesteś już moją przyjaciółką, krzyknęła Kasia i rozłączyła się.
Ania siedziała chwilę z telefonem w dłoni, próbując przetrawić całość. Absurd sytuacji sięgał zenitu. Żądanie pieniędzy za jedynie wymienienie czyjegoś imienia? To już nie szantaż, a czysta bezczelność.
Otworzyła komunikator i zablokowała Kasię. Potem w mediach społecznościowych zrobić to samo. Numer dodała do czarnej listy. Żadnych wyjaśnień, żadnych pożegnań. Po prostu wycięła tę osobę z życia jednym ruchem.
Ania odwróciła się na kanapie, zamknęła oczy. Ile lat tolerowała te podpowiedzi, te dziwne deklaracje o wspólnym zysku? Ile razy słuchała toksycznych komentarzy, usprawiedliwiając je charakterem przyjaciółki? Aż od pierwszych czerwonych flag powinno się było zwrócić uwagę.
Prawdziwi przyjaciele nie żądają zapłaty za pomoc. Nie próbują wywoływać poczucia winy, by wyciągać pieniądze. Nie ogłaszają się partnerami biznesowymi bez realnego wkładu. Prawdziwi przyjaciele cieszą się z twoich sukcesów, wspierają w porażkach i nie oczekują materialnej wdzięczności.
Ania otworzyła oczy i spojrzała na ekran laptopa, na którym czekało nieedytowane zdjęcie. Trzeba iść dalej. Rozwijać biznes, szukać nowych klientów, doskonalić umiejętności. A przede wszystkim otaczać się ludźmi, którzy nie mierzą przyjaźni pieniędzmi.
