Bez duszy

newskey24.com 1 dzień temu

Klaudia Władysławowna wróciła z salonu fryzjerskiego.

Miała 68 lat, ale lubiła o siebie dbać.

Zadbane włosy, równe paznokcie – to podnosiło jej na duchu.

Czuła się lepiej po każdej takiej wizycie.

W domu czekał już mąż, Jerzy.

— Klaudko, była tu jakaś twoja krewna.

Powiedziałem, iż wrócisz później — oznajmił.

— Obiecała jeszcze wrócić.

— Jaka krewna?

Ja nikogo bliskiego już nie mam — odpowiedziała Klaudia.

— Może siódma woda po kisielu.

Pewnie czegoś chce.

Trzeba było powiedzieć, iż wyjechałam na koniec świata.

— Po co kłamać?

Może to twoja rodzina.

Wysoka, elegancka, przypomina twoją mamę – niech jej ziemia lekką będzie — powiedział Jerzy.

— Nie sądzę, iż przyszła prosić.

Wygląda na mądrą kobietę, dobrze ubraną.

Po czterdziestu minutach rozległ się dzwonek.

Klaudia sama otworzyła drzwi.

Kobieta rzeczywiście przypominała jej matkę.

Drogi płaszcz, skórzane kozaki, rękawiczki.

W uszach małe brylantowe kolczyki.

Klaudia znała się na takich rzeczach.

Zaprosiła gościa do stołu.

— Poznajmy się, skoro jesteśmy rodziną.

Ja Klaudia, można bez tytułów.

To mój mąż Jerzy.

Po jakiej linii jesteś moją krewną? — spytała.

Kobieta zmieszała się, zarumieniła.

— Nazywam się Halina.

Halina Władimirowna.

W tym roku skończyłam 50 lat, dwunastego czerwca.

Czy ta data mówi Pani coś?

Klaudia zbladła.

— Widzę, iż pamięta Pani.

Jestem Pani córką.

Niczego nie chcę, proszę się nie martwić.

Chciałam tylko zobaczyć matkę.

Całe życie nie rozumiałam, czemu mnie nie kochasz.

Przecież nie żyjesz już od ośmiu lat w moim świecie – tak mi mówiono.

Tylko ojciec się mną zajmował.

Niedawno zmarł, dwa miesiące temu.

Na końcu powiedział mi prawdę.

Prosił, żeby Pani mu wybaczyła, jeżeli może — mówiła Halina drżącym głosem.

— Nic nie rozumiem.

Masz córkę? — spytał zdumiony Jerzy.

— Jak widać, mam.

Wyjaśnię ci później.

— Czyli jesteś córką?

Wspaniale.

Zobaczyłaś mnie, i co teraz?

Jeśli myślisz, iż będę się kajać, to się mylisz.

Nie czuję się winna — rzuciła Klaudia.

— Ojciec pewnie wszystko ci opowiedział.

Nie licz na matczyne uczucia.

Nie mam ich, ani odrobiny.

Przepraszam.

— Czy mogę jeszcze Panią odwiedzić?

Mieszkamy na przedmieściach, w dużym domu.

Zapraszam razem z mężem.

Może przyzwyczai się Pani do myśli, iż istnieję?

Przywiozłam zdjęcia wnuka i prawnuczki.

Może Pani zechce zobaczyć? — spytała nieśmiało Halina.

— Nie chcę.

Nie przyjeżdżaj więcej.

Zapomnij o mnie.

Żegnaj — odpowiedziała chłodno Klaudia.

Jerzy zamówił taksówkę i wyszedł odprowadzić Halinę.

Bez słowa, bez ciepła, bez duszy.

Idź do oryginalnego materiału