Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć.
Po śmierci mamy, Marek zaczął trochę dochodzić do siebie. Mama ostatnio leżała w szpitalu, tam też odeszła. Wcześniej była w domu, a Marek z żoną Małgosią opiekowali się nią na zmianę. Mieszkała zaraz obok nich, proponował jej, żeby przenieść się do nich, ale mama choćby nie chciała o tym słyszeć.
Synku, tutaj zmarł Twój ojciec, i ja też chcę tu umrzeć. Tak mi będzie lżej płakała, a Marek, choć serce mu się krajało, nie potrafił jej odmówić.
Małżonce i jemu byłoby przecież łatwiej, jakby mama leżała u nich, ale z drugiej strony ich córka, Basia, miała wtedy trzynaście lat. Nie chcieli, żeby dziewczynka patrzyła, jak babcia powoli gaśnie. Marek pracował na zmiany w fabryce, Małgosia była nauczycielką klas wczesnoszkolnych. Tak więc babcia praktycznie ciągle była pod opieką, choćby nocami na zmianę u niej czuwali.
Mamo, a babcia już niedługo umrze? pytała Basia. Szkoda mi jej, taka dobra z niej była babcia.
Nie wiem, córeczko, ale taka jest kolej rzeczy w życiu, każdy czasem odchodzi tłumaczyła Małgosia.
Gorzej się babci zrobiło, więc trafiła do szpitala. Marek miał młodszą o trzy lata siostrę, Jolę, miała syna Pawła, którym głównie opiekowała się babcia i Małgosia, bo Jola wiecznie była w delegacjach. Od dawna rozwiedziona, matką się za bardzo nie przejmowała, bo wiedziała, iż Marek z żoną ogarną wszystko. Charakter miała zupełnie inny niż brat twarda, ostra, i zawsze o wszystko kłótliwa.
Po trzech dniach mama Marka i Joli zmarła w szpitalu. Po pogrzebie zdecydowali się sprzedać jej dom, bo bez stałej opieki gwałtownie by się rozpadł. Mama dawno jeszcze przepisała dom na Marka, z Jolą nigdy nie miała dobrych kontaktów. Jola o tym wiedziała i z matką praktycznie nie rozmawiała.
Po sprzedaży domu Małgosia namawiała Marka:
Jak tylko dostaniesz pieniądze, podziel się na pół z Jolą.
Małgośka, Jola ma własne mieszkanie, jej były mąż zostawił jej całkiem fajne lokum, on sam odszedł bez grosza. I tak te pieniądze przehula.
No i co z tego, Marek? Przynajmniej będziemy mieli czyste sumienie, a ona nie będzie nas obgadywać po całej rodzinie.
Długo się opierał, ale w końcu oddał Jolce połowę. Ta zamiast podziękować, zaczęła narzekać:
I to wszystko? A reszta gdzie?
Czas leciał, Basia miała już piętnaście lat. I znowu nieszczęście Małgosia ciężko zachorowała i trafiła do łóżka. Już wcześniej bywała osłabiona, ale zwalała to na zmęczenie. Dopiero gdy straciła przytomność na podwórku, trafiła do szpitala. Po badaniach okazało się, iż to choroba nowotworowa, i to już bardzo późno rozpoznana.
Lekarzu, można mojej żonie pomóc? pytał zalamany Marek.
Robimy co możemy, ale przyszła za późno. Nie dało się wcześniej zauważyć, iż jest chora?
Zwracałem uwagę, ale Małgosia zawsze myśli o innych, a o sobie rozłożył ręce.
Wkrótce Małgosia wróciła do domu, nie wstawała już z łóżka. Marek i Basia opiekowali się nią jak mogli. Choroba postępowała, było coraz gorzej. Marek nauczył się robić zastrzyki, wziął urlop, żeby być przy żonie. Jak musiał wrócić do pracy, Basia po szkole karmiła mamę, myła ją, choć była tym wykończona.
Pewnego razu wpadła Jola.
Marek, pralka mi padła, zerknij, bo znasz się na tym.
Dobrze, wpadnę odpowiedział i rzeczywiście, następnego dnia po pracy naprawił pralkę.
Wychodząc, mówi do siostry:
Przynajmniej czasem zajrzyj do nas, żeby Basia nie musiała sama się z Małgosią męczyć. pozostało dzieckiem, nocami też zostaje. Ty chyba pamiętasz, iż Małgosia twojego Pawła praktycznie wychowała przez tyle lat, a mieszkania byś bez niej nie obroniła, jak twój były chciał je podzielić.
E tam, co było sto lat temu. Paweł ma już siedemnaście lat, wyszłam za mąż dużo wcześniej od ciebie. No pomogła mi Małgośka z synem, to jej złoty pierścionek dałam za to.
Dałaś, ale ona ci od razu oddała, a ty wzięłaś z powrotem.
Skoro nie chciała, to co, miał się zmarnować? A zresztą, co porównujesz opieka nad dzieckiem to nie to samo co siedzieć przy konającej. Nie, nie będę wpadać, nie licz na mnie rzuciła oschle, choćby nie podziękowała za naprawę.
Marek się nie obraził, tylko powiedział:
Już do mnie nie przychodź. Jesteś bezduszną i złą osobą.
Z siostrą przestał utrzymywać kontakt. Małgosia gasła szybko. Tego dnia Basia zobaczyła ojca przez okno wracającego z pracy i wybiegła mu na spotkanie.
Tato, mamie bardzo źle. Nie je, odwróciła się do ściany i nic nie mówi. Chciałam jej podać lekarstwo i wodę, ale…
Poradzimy sobie, córeczko, razem damy radę.
Ale tej samej nocy Małgosia zmarła. Oboje płakali, zostali już tylko we dwoje. Po śmierci Małgosi Marek poczuł dziwną ulgę nie musiał już patrzeć, jak jego żona cierpi, ani jak to przeżywa Basia. Oczywiście bardzo ją kochał, ale ta choroba nie tylko zabrała jego żonę, ale także wyssała z nich wszystkie siły.
Po pogrzebie długo było mu ciężko. Brakowało mu jej spojrzenia, śmiechu, troski, te wspomnienia wracały co wieczór. Tak bardzo jej potrzebował, a tu już nigdy nie wróci. Basia to przeżywała, ale choćby próbowała pocieszać ojca.
Tato, zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Skoro mama już nie cierpi, musimy się z tym pogodzić. Powoli się przyzwyczaimy, najważniejsze, iż mamy siebie.
Jaka ty jesteś już dorosła zdziwił się Marek. To wszystko sprawiło, iż wydoroślałaś w kilka miesięcy.
Basia bardzo troszczyła się o ojca, starała się być blisko. Marek po pracy gwałtownie wracał do domu. Wiedział, iż czeka na niego córka, iż gotuje już dla niego obiady, iż przy stole podzielą się swoimi opowieściami z dnia.
Pewnego popołudnia Basia mówi:
Tato, dziś po szkole przyszła ciotka Jola.
Po co tym razem? zirytował się Marek. Nie wpuszczaj jej więcej.
Ale weszła zaraz za mną, nie zdążyłam drzwi zamknąć. Powiedziała, iż chce zabrać mamusiną futro i jeszcze jakieś rzeczy. Mówiła, iż się z tobą umawiała.
Nic jej nie oddawaj, i od dzisiaj jak przyjdziesz do domu od razu zamykaj drzwi. Nie ma tu czego szukać.
Akurat Marek był na zmianie, gdy serce dało mu się we znaki. Nagle zrobiło mu się zimno, ciężko łapał oddech, czuł, jakby coś ściskało mu klatkę piersiową. Poszarzał na twarzy i stracił przytomność. Kolega z pracy wezwał karetkę, Marek trafił do szpitala. Basia z płaczem pobiegła do taty. Lekarz ją przekonał:
Spokojnie, twój tata jest przytomny, to było przedzawałowe, musi się podleczyć.
Wszystkie obowiązki spadły na Basię szkoła, dom, szpital. Nie było komu pomóc, więc kręciła się jak w ukropie. Gotowała coś ojcu do szpitala, po lekcjach biegła do niego.
Raz przyszła Jola z ciastem.
Basia, upiekłam ciasto dla twojego taty, zanieś mu do szpitala. Sama nie pójdę, wiesz przecież, jak on mnie nie trawi. Nie mów, iż to ode mnie.
Dobrze, ciociu Jolu, dzięki powiedziała Basia, a Jola gwałtownie wyszła.
Chwilę później wpadł Paweł, brat Basi.
Klucze w domu zostawiłem, to wpadłem przy okazji mówi. Ty to sama piekłaś ciasto?
Niee mama twoja przyniosła, mówiła, żeby zanieść tacie do szpitala. Poczęstuj się, i tak dla taty to za dużo.
Paweł zjadł kawałek, Basia zrobiła mu jeszcze herbatę. Potem razem postanowili odwiedzić Marka. Ale tu nagle Paweł zbledł, spocił się nagle, trzymał się barierki przy wejściu do szpitala, a potem upadł. Całe szczęście, iż byli już przy izbie przyjęć.
Wyszło, iż Paweł został uczulony jakimś środkiem.
Co on jadł? pytał lekarz Basię.
To ciasto. Przyniosła go mama Pawła dla mojego taty odpowiedziała.
Nie dawaj tego tacie. Zatrzymam na badania.
Jola została wezwana na komisariat. Wyszło na jaw, iż dodała do ciasta coś, co miało zaszkodzić Markowi. Planowała sprzedać dom brata, a Basia najwyżej trafiłaby do akademika po maturze… Jola nie przewidziała, iż to Paweł się poczęstuje.
Jak tylko Marka wypuścili ze szpitala, zabrał Basię i Pawła na widzenie do Joli.
Wybaczcie, błagam, wybacz mi, Marku, Pawle, wybacz i ty, Basiu… już zrozumiałam wszystko rozpłakała się Jola.
Marek wycofał sprawę, po jakimś czasie Jolę wypuszczono. Paweł nie mógł jej tego wybaczyć, odsunął się od niej, częściej bywał z Basią i Markiem.
Wujku Marku, nigdy nie przebaczę matce Nie potrafię, jak mogła coś takiego zrobić?
Pawle, rodziców się nie wybiera. Wiem, zachowała się strasznie, ale naprawdę żałuje. Każdy może popełnić błąd. Daj jej szansę, ona bardzo cierpi.
Z czasem wszystko zaczęło się układać. Paweł dostał się na studia, Basia kończyła liceum i planowała też studiować, ale nie chciała zostawiać taty samego.
Wszystko będzie dobrze, córeczko, dasz radę. Musisz się uczyć. A my będziemy żyć dla siebie nawzajem. W weekendy i na święta będziesz do mnie przyjeżdżać. Twoja mama tak bardzo chciała, żebyś poszła na pedagogikę
No, tak to wyglądało u nich.









