Bardzo chcę wrócić do domu, synu
Janusz wyszedł na balkon, zapalił papierosa i usiadł na niskim stołku. W gardle zebrała się gorzka gula, próbował się uspokoić, ale ręce mu drżały. Nigdy by nie pomyślał, iż nadejdzie taki dzień, iż zabraknie mu miejsca we własnym mieszkaniu…
Tata! Nie obrażaj się i nie denerwuj! wybiegła na balkon jego córka, Halina, najstarsza córka Janusza. Przecież ja nie proszę o wiele… Oddaj nam tylko swój pokój i tyle! jeżeli nie żałujesz mnie, to chociaż pomyśl o swoich wnukach. Chłopcy niedługo pójdą do szkoły, a muszą mieszkać z nami w jednym pokoju…
Halinko, nie pójdę do domu spokojnej starości powiedział spokojnie starszy pan. jeżeli wam z dziećmi ciasno w moim mieszkaniu, to przeprowadźcie się do matki Michała. Ona mieszka sama w trzypokojowym. Będzie oddzielny pokój i dla was, i dla dzieciaków.
Przecież wiesz, iż nigdy się z nią nie dogadam! krzyknęła córka, trzaskając mocno drzwiami balkonowymi.
Janusz pogłaskał starego psa Azora, który przez lata był wiernym towarzyszem jego i ukochanej żony. Wspominając Marysię, która odeszła pięć lat temu, rozpłakał się. Zawsze łzy cisnęły mu się do oczu, gdy myślał o niej. Po jej śmierci poczuł się zupełnie samotny. Całe życie szli razem przez życie, a teraz okazało się, iż choćby przy córce i wnukach czeka go samotna starość.
Halinkę zawsze wychowywali z miłością i dobrocią, chcieli przekazać jej tylko to, co najlepsze. Ale gdzieś popełnili błąd… Ich córka wyrosła na zimną i zapatrzoną w siebie osobę.
Azor cicho zawył i położył się u nóg gospodarza. Pies wyczuwał jego nastrój i cierpiał razem z nim.
Dziadku! Ty nas chyba wcale nie kochasz? do pokoju wszedł ośmioletni wnuk.
Skądże, kto ci takich bzdur naopowiadał? zdziwił się Janusz.
Czemu nie chcesz od nas wyjechać? Żal ci oddać mnie i Kostkowi pokoju? Dlaczego jesteś taki samolubny? chłopiec patrzył na dziadka z pogardą i złością.
Janusz chciał coś wyjaśnić wnukowi, ale wiedział, iż powtarza tylko słowa matki. Widocznie Halina zdołała go już nastawić przeciwko dziadkowi.
Dobrze. Wyjadę powiedział bez życia staruszek. Oddam wam pokój.
Nie mógł już dłużej znosić tej atmosfery. Wszyscy go tu nienawidzili, od zięcia, który od dawna nie rozmawiał z nim, po wnuka, któremu wmówiono, iż dziadek zajął jego pokój.
Tatusiu! Naprawdę się zgadzasz? wpadła ucieszona Halina.
Naprawdę wyszeptał Janusz. Tylko obiecaj, iż nie skrzywdzicie Azora. Czuję się jak zdrajca…
Daj spokój! Będziemy się nim zajmować, będzie chodził na spacery, a w weekendy będziemy ciebie odwiedzać razem z Azorem obiecała córka. Wybrałam dla ciebie najlepszy dom opieki, spodoba ci się tam.
Dwa dni później Janusz pojechał do domu spokojnej starości. Okazało się, iż córka już wcześniej wszystko załatwiła i czekała tylko, aż ojciec się zgodzi. Wszedł do ciasnego pokoju, w którym pachniało wilgocią i insektami, żałował swojej decyzji. Halina oszukała go nie trafił do prywatnego pensjonatu, ale zwykłego domu starców, zamieszkanego przez schorowanych i opuszczonych ludzi.
Rozpakował rzeczy i zszedł na dół. Siadł na ławce przed budynkiem i prawie się rozpłakał. Patrzył na bezradnych staruszków i wyobrażał sobie, jakie życie go czeka.
Nowy? zapytała sympatyczna starsza pani, siadając obok.
Tak… westchnął ciężko Janusz.
Proszę się nie martwić… Ja też na początku płakałam i cierpiałam, a potem się z tym pogodziłam. Mam na imię Bronisława.
Janusz przedstawił się mężczyzna. Pani też dzieci tu umieściły?
Nie. Siostrzeniec. Dzieci nie miałam, mieszkanie chciałam mu podarować, ale chyba się pośpieszyłam… Przejął mieszkanie, a mnie tutaj. Dobrze, iż chociaż nie na ulicę…
Rozmawiali tak do późnego wieczora, wspominając młodość, dawne czasy i swoje drugie połówki. Następnego dnia po śniadaniu poszli razem na spacer.
Bronisława była dla Janusza jedyną euforią i odskocznią od codzienności. Nie znosił przebywać w tym budynku, całe dnie spędzał na zewnątrz. Jedzenie w stołówce też było marne, jadł tylko tyle, by przetrwać.
Janusz czekał na córkę miał nadzieję, iż Halina zmieni zdanie, zatęskni i zabierze go do domu, ale czas płynął, a ona nie przyjeżdżała. Raz zadzwonił do mieszkania, żeby dowiedzieć się, jak Azor, ale nikt nie odebrał telefonu.
Pewnego dnia, przy wejściu, Janusz zobaczył swojego sąsiada, Stefana Zielińskiego. Stefan od razu go rozpoznał, podbiegł z niepokojem.
Tu pan jest! zdziwił się chłopak. Czemu pani córka mówiła, iż wyjechał pan na wieś? Od razu coś mi się nie zgadzało. Wiedziałem, iż nie zostawi pan Azora.
O czym mówisz? nie rozumiał Janusz. Co z moim psem?
Proszę się nie martwić, oddałem go do schroniska. Nie wiedziałem, co się dzieje. Azor siedział całymi dniami pod klatką, a pana nie było widać. Spotkałem Halinę, spytałem, czy wszystko w porządku. Powiedziała, iż pan zamieszkał na wsi, a ona sprzedaje mieszkanie i przeprowadza się do męża. A o psie powiedziała, iż stary już, a pan nie chce się nim zajmować. Januszu, co tu się wyprawia? zapytał Stefan, widząc, iż Janusz zbladł.
Janusz opowiedział mu wszystko. Przyznał, iż gotów byłby oddać wszystko, by odwrócić czas i nie popełniać błędu. Córka zrujnowała mu życie, a Azora wyrzuciła na ulicę.
Bardzo chciałbym wrócić do domu, synu wyszeptał Janusz.
Ja właśnie byłem tu w podobnej sprawie. Jestem prawnikiem i często pomagam starszym ludziom. Prowadzę teraz sprawę pewnego seniora, którego sąsiedzi oszukali. Proszę się nie martwić. Rozumiem, iż nie wymeldował się pan z mieszkania?
Nie. Chyba tylko jeżeli Halina mnie wymeldowała. Już sam nie wiem, czego można się po niej spodziewać…
Proszę się zebrać, czekam na pana w samochodzie powiedział Stefan. Tak być nie może! Po tym, co zrobiła, nie jest godna być córką!
Janusz gwałtownie spakował swoje rzeczy i zszedł na dół. Przy wyjściu spotkał Bronisławę.
Bronka, wyjeżdżam. Spotkałem sąsiada, mówi, iż córka wyrzuciła mojego psa, a mieszkanie sprzedaje. Takie mam wieści powiedział Janusz.
Jak to możliwe? zmartwiła się kobieta. A ja?
Nie martw się, jak wszystko się ułoży, przyjadę po ciebie obiecał Janusz.
Komu ja jestem potrzebna… westchnęła Bronisława.
Przepraszam, muszę już jechać. Ale nie smuć się, dotrzymam słowa.
Janusz nie mógł wejść do swojego mieszkania drzwi były zamknięte, kluczy nie miał. Stefan zabrał go do siebie. Okazało się, iż Halina już tam nie mieszka, kilka dni wcześniej przeprowadziła się do teściowej, a mieszkanie wynajęła lokatorom.
Dzięki Stefanowi udało się Januszowi odzyskać swoje prawa do mieszkania.
Dziękuję ci podziękował sąsiadowi Janusz. Ale nie wiem, jak dalej żyć. Przecież ona nie spocznie, dopóki mnie nie wyrzuci…
Jest jedno wyjście powiedział Stefan. Sprzedamy mieszkanie, Halina dostanie swoją część, a za resztę kupimy panu coś własnego. Może uda się domek na wsi.
Świetny pomysł! ucieszył się Janusz. To idealne rozwiązanie.
Po trzech miesiącach Janusz przeprowadził się do nowego domu. Stefan pomógł mu we wszystkim, zaoferował także pomoc w przeprowadzce razem z Azorem.
Tylko musimy się zatrzymać w jednym miejscu poprosił Janusz.
Z daleka zobaczył Bronisławę. Siedziała na ich ławce i patrzyła zamyślona w dal.
Bronka! zawołał ją. Jedziemy po ciebie z Azorem. Teraz mamy domek na wsi świeże powietrze, ryby, jagody, grzyby blisko. Jedziesz? uśmiechnął się Janusz.
Jak ja się zabiorę…? zawahała się kobieta.
Po prostu wstań z ławki i chodź z nami roześmiał się Janusz. Zdecyduj! Tu nic nas nie trzyma.
Dobrze! Dasz mi dziesięć minut? uśmiechnęła się Bronisława, nie mogąc powstrzymać łez.
Oczywiście poczekam! uśmiechnął się Janusz.
Na przekór złym ludziom, dwoje tych starszych osób wywalczyło swoje szczęście. Zrozumieli, iż na świecie jest więcej dobrych ludzi niż złych. Janusz i Bronisława przekonali się o tym na własnej skórze. Umieli zawalczyć o siebie i wreszcie odnaleźli spokój oraz szczęście…







