Babcia zawsze wyróżniała jednego wnuka — A co ze mną, babciu? — pytałam cicho. — A Ty, Kasiu, i tak…

polregion.pl 1 tydzień temu

Babcia zawsze wyróżniała jednego wnuka

A dla mnie, babciu? szeptała nieśmiało ona.
Ty, Agatko, jesteś zaradna. No zobacz, jakie masz policzki!
Orzechy te są dla głowy, Piotrek musi się uczyć, on będzie mężczyzną, podporą rodziny.
A ty idź, przetrzyj kurz na półkach. Dziewczyna powinna się przyzwyczajać do pracy.
Aga, serio? Przecież ona odchodzi. Lekarze powiedzieli dwa, góra trzy dni, a może choćby kilka godzin…

Piotrek stał w drzwiach kuchni, miętosił w dłoniach klucze od samochodu. Minę miał żałosną.

Jestem całkowicie poważna, Piotrek. Napijesz się herbaty? Agata choćby nie odwróciła się od deski, dalej kroiła jabłko dla córki. Usiądź, zrobię świeżą.

Jaką herbatę, Aga? Brat przeszedł w głąb pokoju. Ona leży tam, wszędzie te rurki, charczy…

Dziś rano o ciebie pytała. Agatko, gdzie Agatka?. Serce się zatrzymało. Nie przyjdziesz do niej?

To przecież babcia! Ostatnia szansa, rozumiesz?

Agata spokojnie ułożyła cząstki jabłka na talerzu i dopiero spojrzała na brata.

Dla ciebie babcia. Ty dla niej jesteś Piotruś, oczko w głowie, jedyny dziedzic, cała jej nadzieja.

A ja… dla niej nie istniałam nigdy.

Naprawdę myślisz, iż potrzebuję tego pożegnania?

O czym miałybyśmy rozmawiać, Piotrek? Czego mam jej wybaczyć? Albo ona mnie?

Daj spokój z tymi dziecięcymi żalami! Piotrek walnął kluczami o stół. No tak, nie kochała cię tak jak mnie. I co z tego?

Jest stara, miała swoje dziwactwa. Ale umiera! Nie możesz być taka twarda.

Nie jestem twarda, Piotr. Ja po prostu nic do niej nie czuję. Idź do niej sam. Posiedź, potrzymaj za rękę, twoja obecność znaczy dla niej sto razy więcej niż moja.

Jesteś jej złotko, promień słońca. Więc bądź tą gwiazdą dla niej do końca.

Piotrek spojrzał na siostrę, obrócił się i wyszedł, rzucając drzwiami.

Agata westchnęła, wzięła talerz z jabłkami i poszła do pokoju córki.

***

W ich rodzinie zawsze wszystko było jasne. Rodzice kochali ich tak samo Agatę i Piotrka.

W domu było gwarno, pełno śmiechu, pachniało szarlotką i nigdy nie kończącymi się wycieczkami.

Tylko babcia Zofia, matka mamy, była inna.

Piotrusiu, chodź tu, skarbie szeptała babcia, gdy wpadała do nich na weekend. Popatrz, co ci zachowałam.

Orzechy, sama łuskałam! I Krówki z Wedla, dopiero co kupione!

Agata, wtedy siedmioletnia, stała obok i patrzyła, jak babcia wyciąga z kredensu święty woreczek.

A ja, babciu? cicho pytała.

Babcia Zofia rzucała jej krótkie, ostre spojrzenie.

Ty, Agatko, jesteś zaradna. Popatrz, jakie pulchne policzki.

Orzechy są dla głowy, Piotr musi się uczyć, będzie podporą.

A ty idź, przetrzyj kurz w kącie. Dziewczyny powinny być pracowite.

Piotr czerwienił się ze wstydu, łapał woreczek i wycofywał się do korytarza, a Agata szła przecierać półki.

Nie była jej przykro. Naprawdę mała Agata przyjmowała to jak pogodę.

Raz świeci słońce, raz deszcz, a babcia kocha Piotrka. Taka kolej rzeczy.

W korytarzu przeważnie czekał na nią brat.

Masz podawał jej pół czekoladek i garść orzechów. Tylko nie jedz przy niej, bo będzie znowu marudzić.

Tobie bardziej potrzebne uśmiechała się Agata. Dla twojego rozumu.

E tam, z tym rozumem krzywił się Piotr. Babcia jest stuknięta. Jedz szybko.

Siedzieli na schodach prowadzących na strych, chrupali po cichu zakazany towar. Piotr zawsze dzielił się sprawiedliwie.

Nawet gdy dostawał od babci 50 złotych na lody, od razu szukał Agaty:

Słuchaj, starczy na dwa lody Ekipa i gumę z naklejką. Idziemy?

Brat był jej zawsze podporą, jego miłość łatała to, czego babcia jej odmawiała Agata choćby nie czuła braku.

Lata mijały. Babcia Zofia coraz bardziej się starzała. Gdy Piotr skończył osiemnaście, babcia uroczyście ogłosiła na rodzinnym zjeździe, iż przepisuje na niego swoje drugie mieszkanie w centrum Warszawy.

Podpora rodziny musi mieć swój kąt powiedziała święcie. Żeby przyprowadził żonę do siebie, a nie podpinał się pod innych.

Mama tylko westchnęła. Znała upór swojej matki i nie dyskutowała, ale wieczorem weszła do pokoju Agaty.

Córeczko, ty nie myśl sobie… Widzimy z ojcem wszystko. Ustaliliśmy z tatą tak: te pieniądze, co odłożyliśmy na samochód i na powiększenie mieszkania, oddamy tobie.

To będzie twój wkład w swoje M. Żeby było uczciwie.

Mamo, daj spokój Agata objęła ją. Piotrowi bardziej potrzebne, on chce się żenić z Basią. Ja sobie jeszcze w akademiku pomieszkam.

Nie, Aga. To nie w porządku. Babcia ma swoje pomysły, ale jesteśmy rodzicami. Nie możemy jednego dać, drugiego pominąć. Więc weź i już nie dyskutuj.

Agata nie przyjęła pieniędzy.

Piotr przeprowadził się do mieszkania od babci zaraz po ślubie i w ich trzypokojowym zrobiło się luźniej.

Agata zajęła dawny pokój brata, rozłożyła w nim swoje książki i sztalugę, pierwszy raz czując, jak to jest, kiedy nie trzeba dzielić miłości na lepszą i gorszą.

Relacje z bratem nie popsuły się od tych podziałów wręcz przeciwnie, Piotr czuł się niezdarnie winny.

Wpadaj do nas zapraszał. Basia piecze sernik. A babcia… sama wiesz, wczoraj znów dzwoniła i pytała, czy nie wydałem już jej pieniędzy na twoje zachcianki.

I co powiedziałeś?

Że wszystko przegrałem na automatach i wydałem na wódkę zaśmiał się Piotr. Dyszy do słuchawki, potem mówi: To Agata cię nauczyła wszystkiego co złe!

No jasne Agata się uśmiechnęła. A kto inny.

***

Gdy Agata wyszła za mąż za Pawła i urodziła dziecko, sprawa mieszkania stała się poważna. Mama znów wykazała się dyplomacją.

Dzieci, powiedziała pewnego popołudnia. Mamy dużą trójkę. Piotr ma swoją dwójkę. Agata, wy z Pawłem wynajmujecie kawalerkę.

Zróbmy tak: zamienimy nasze mieszkanie na dwie mniejsze. Jedna dla nas z ojcem, druga dla was z Pawłem i dzieckiem.

Mamo, przerwał Piotr. Ja rezygnuję ze swojej części po rodzicach. Mam mieszkanie od babci, wystarczy mi. Agata niech weźmie wszystko, mają dziecko.

Piotr, co ty? zdziwił się Paweł, mąż Agaty. To kupa pieniędzy. Jesteś pewien?

Tak. Całe życie ze wszystkim dzieliliśmy się na pół. Agata i tak przez babcię nie dostawała tyle, ile powinna. Nie dyskutujcie. Tak postanowiłem.

Agata wtedy się popłakała. Nie z euforii za metry, a z dumy, iż ma takiego brata.

I tak rodzinna nieruchomość została uczciwie podzielona.

Mama często przyjeżdżała pomagać z wnuczką, Piotr z żoną i synami wpadał co weekend.

A babcia Zofia mieszkała sama. Piotr woził jej zakupy, naprawiał cieknące krany, słuchał narzekań na zdrowie i na niewdzięczną Agatę.

Zadzwoniła choć raz? pytała babcia, zaciągając usta. Zapytała raz, czy dobrze się czuję?

Babciu, sama się do niej nie garnęłaś łagodnie odpowiadał Piotr. Nigdy przez te dwadzieścia lat nie powiedziałaś jej nic czułego. To czemu ona ma dzwonić?

Chciałam ją wychować! stwierdzała z dumą. Kobieta powinna znać swoje miejsce! A ona… Wyrwała mieszkanie, matkę wygoniła z domu.

Piotr tylko wzdychał. Tłumaczyć nie było sensu.

***

Agata siedziała w kuchni, a pamięć podsuwala jej kolejne sceny.

Babcia odtrąca jej dłoń przy słoiku konfitury. Chwali koślawy rysunek Piotra, ale mija jej dyplom z olimpiady.

Na ślub Piotra przyszła cała szczęśliwa, na jej nie powiedziała, iż chora.

Mamo, czemu nie jeździmy do babci Zosi? córka weszła do kuchni. Wujek Piotr mówił, iż jest bardzo chora.

Bo babcia Zosia chce widywać tylko wujka Piotra, skarbie pogłaskała dziewczynkę po głowie Agata. Taka jest spokojniejsza.

Ona jest zła? córka spojrzała podejrzliwie.

Nie zamyśliła się Agata. Po prostu nie umiała kochać wszystkich naraz. Miała w sercu miejsce tylko dla jednej osoby. Tak czasem bywa.

Wieczorem zadzwonił brat.

Koniec, Aga. Godzinę temu.

Współczuję, Piotr. Wiem, iż ci ciężko.

Do końca czekała na ciebie skłamał brat. Agata wiedziała, iż to z dobrego serca, z chęci pogodzić je w ostatnim momencie. Powiedziała: Oby Agacie się dobrze wiodło.

Dziękuję, Piotr… Przyjedź jutro do nas. Ucieszymy się, pogadamy, upiekę placek.

Przyjadę… Aga, nie żałujesz? Że nie poszłaś się pożegnać?

Agata nie próbowała choćby kłamać.

Nie, Piotr. Nie żałuję. Po co udawać? Ani ja jej, ani ona mnie nie chciały widzieć…

Brat przez chwilę milczał.

Wiesz, chyba masz rację westchnął. Byłaś zawsze najrozsądniejsza z nas. No, do jutra.

Pogrzeb był cichy i spokojny. Agata była dla mamy i brata. Stała lekko z boku, w czarnym płaszczu, patrząc na to szare niebo, które zawsze zdaje się wisieć nad cmentarzami. Gdy trumna znikała w ziemi, nie płakała.

Brat objął ją ramieniem.

Jak się trzymasz?

Dobrze, Piotreku. Naprawdę.

Wiesz, zawahał się. Grzebałem trochę w jej mieszkaniu… Znalazłem stare pudełko. Były tam twoje zdjęcia. Mnóstwo. Wszystkie powycinane z rodzinnych ujęć i schowane osobno.

Agata uniosła brwi ze zdziwienia.

Dlaczego?

Nie wiem. Może coś jednak czuła, ale nie umiała tego pokazać? Może bała się, iż jak cię uzna, to mi da mniej? Starzy ludzie bywają dziwni.

Może wzruszyła ramionami Agata. Ale to już nie ma żadnego znaczenia.

Pod jedną parasolką szli do wyjścia z cmentarza wysoki, solidny Piotr i drobna Agata.

Posłuchaj powiedział Piotr przy samochodach. Myślę… Sprzedam to mieszkanie po babci.

Za swoje kupię trójkę, chłopakom po kawalerce na przyszłość, a resztę… Załóżmy może jakiś fundusz? Albo pomóżmy dzieciakom w szpitalu? Niech te babcine pieniądze dadzą komuś trochę szczęścia za darmo…

Agata spojrzała na niego i pierwszy raz od dni szczerze się uśmiechnęła.

Wiesz, Piotr… To byłaby najlepsza zemsta na babci Zosi. Najcieplejsza zemsta świata.

To ustalone?

Ustalone.

Rozjechali się każdo w swoją stronę. Agata jechała przez Warszawę, w radiu cicho grała muzyka, a ona czuła, jak w niej ostatecznie zapanował spokój.

Może rzeczywiście brat miał rację. jeżeli choć część tych pieniędzy uratuje jakieś dziecko, to będzie to naprawdę sprawiedliwe.

Idź do oryginalnego materiału