Babcia Jadwiga od dawna już śniła o samotności. To było jak sen, w którym bloki Warszawy stają się przezroczyste, a tramwaje płyną przez niebo. Nagle, pewnego popołudnia, postanowiła, iż teraz, gdy skończyła osiemdziesiąt lat, czas wreszcie zamieszkać tak, jak zawsze chciała sama. W sennej logice historii, drzwi jej mieszkania na Woli same się zamknęły za Bartkiem, jej wnukiem, i jego żoną Hanią, niknącymi gdzieś za migotliwym wejściem na klatkę.
Tydzień po wydarzeniach wszystko się rozmyło babcia Jadwiga stała się jak zamknięta książka, której nie sposób otworzyć. Telefon nie odpowiadał jej głosem, tylko głuchym milczeniem. Gdy ktoś dzwonił domofonem, opary zupy pomidorowej unosiły się pod drzwiami, ale drzwi się nie otwierały nikomu.
Bartek, pytany przez rodzinę o powód nowego adresu na Pradze, odpowiadał półsłówkami. Wszyscy wiedzieli jednak: odkąd sięgnąć pamięcią, był lekkomyślny, nosił kolorowe buty i gubił drobne na lody, marząc raczej o zakupach w Złotych Tarasach niż o domowych obowiązkach.
Rodzina, rozproszona po Polsce niczym liście w jesiennym parku, zebrała się na rodzinnej naradzie. Mama taty, ciocia Danuta z Gdańska, zaproponowała, by jej córka Ewelina, wieczna wolny duch lat trzydziestu, zamieszkała z babcią i dopilnowała, by nie zabrakło jej pierogów ani telewizora. Nikt nie przyznał, iż Ewelina słynęła głównie z lunatykowania i zapominania imion swoich psów.
Druga siostra taty, ciocia Halina spod Radomia, zaproponowała, iż wynajmie babci Jadwidze kawalerkę za rogiem, w końcu rachunki w złotówkach za tak wielkie mieszkanie są nie do udźwignięcia! Wujek Witek zgłosił się, by zamienić się mieszkaniem z Jadwigą jego syn, pijący kawę do śniadania i herbatę do kolacji, mógłby zająć jej miejsce pod niebem Warszawy.
Każda oferta podszyta była szczerą troską: Przecież ona w tym wieku powinna być pod opieką! mówił Witek, a jego głos płynął przez sen jak echo w pustym garnku po ogórkach kiszonych.
Jedynie mój ojciec, Zenon, rzucił, iż może warto spytać babcię, jak sama chciałaby żyć. Ta jednak myśl wzbudziła oburzenie przecież starszych trzeba prowadzić za rękę niczym dzieci, uważali pozostali.
Najbardziej zawzięta była ciocia Danuta jej wizja, iż Ewelina zamieszka z babcią, wygrała. Dziewczyna już pakowała walizki: w śnie niosła ze sobą stary dywanik i plany nowych firanek, wyobrażając sobie, jak zmieni salon w planetarium dla złotych rybek. Tymczasem Jadwiga, usłyszawszy przez telefon o decyzji, po prostu odłożyła słuchawkę i odwróciła się do okna, za którym płynął czerwcowy deszcz.
Ewelina przybyła do mieszkania babci z nadzieją na szybki remont ale w drzwiach czekał na nią tylko słoik pomidorów. Obok stał liścik, Nie otworzę, dbaj o siebie. Dziewczyna poczuła się oszukana przez sen: Przecież samotność jest jak burza nad Wisłą! Ona nie myśli o przyszłości, o złamaniu nogi czy braku prądu! Przez osiemdziesiąt lat mieszkała z kimś a teraz nagle głowa pełna marzeń o samotności!
Cała rodzina dyskutowała: czy trzeba zrobić miejsce dla młodszych? Jak to, iż babcia chce mieć trzy pokoje tylko dla siebie, podczas gdy młodzi tłoczą się w kawalerkach za tysiące złotych? Gdzie tu sprawiedliwość?
Tata, jedyny rozsądny w tym śnie, wymyślił, iż nowe technologie pomogą babci i rodzinie. Zainstalował w jej mieszkaniu kamerę na korytarzu. Teraz z każdego zakątka Polski można było spojrzeć i zobaczyć, jak babcia przechadza się w kapciach, robiąc do kamery śmieszne miny, jakby chciała zagrać w starej komedii z Polańskim.
Babcia płaciła swoje rachunki sama, nie chciała choćby grosza. Tylko błagała, żeby nikt jej nie odwiedzał, a cały świat zostawił ją w świętym spokoju. Rodzina pogodziła się z losem. Kamery stały się jak magiczne oka uspokajały wszystkich, chociaż babcia wciąż nie wpuszczała nikogo na herbatę i choćby koc nie leżał już przed telewizorem.
Wczoraj odwiedziłam ją we śnie, w blasku zachodzącego słońca, i na schodach znalazłam słoik malinowego dżemu. Babcia Jadwiga ciągle czuje się jak złota rybka w wazonie boi się, iż gdy pozwoli komuś wejść, jej własny świat ucieknie przez uchylone drzwi. Chciałabym, żeby kiedyś wpuściła nas choć na chwilę, usiadła z nami przy stole i opowiedziała, o czym śni starsza pani, która w końcu zaczęła żyć po swojemu.














