Babcia Stefania wysiadła z pociągu na dworcu w Poznaniu, przybyła prosto ze swojej małej wioski pod Gnieznem. Miała ze sobą dwie siatki

twojacena.pl 1 dzień temu

Babcia Stefania wysiadła z pociągu na dworcu w Poznaniu.

Przyjechała ze swojej wioski pod Gnieznem.

Miała ze sobą dwie wypchane siatki.

Każda ważyła prawie dziesięć kilo.

Była czerwcowa noc.

Niebo zasłaniały chmury podobne do pierogów.

Płynęły leniwie w stronę Warty.

Stefania rzadko odwiedzała rodzinę.

Tym razem wydała ostatnie złote na prezenty.

W siatkach miała wiejski ser i pierniki.

Do tego ogórki kiszone i bluzę dla wnuczki.

Na bluzie był biały bocian.

Nie wolno jej przyjeżdżać z pustymi rękami.

Tak ją wychowano.

W sercu niosła cichą nadzieję.

Chciała dać rodzinie odrobinę radości.

Szła przez halę dworca.

Podłoga w czarno-białą szachownicę mamiła wzrok.

Kasy biletowe przypominały pisankowe jaja.

Przechodnie mijali ją jak cienie.

Powiedziano jej, iż syn Stanisław odbierze ją z dworca.

Miał czekać pod wielkim zegarem.

Doszła na miejsce.

Syna nie było.

Czas jakby stanął.

Postawiła siatki na podłodze.

Bolały ją ręce.

Sięgnęła po stary telefon.

Był czerwony, pamiętał inne czasy.

Wybrała numer syna.

Telefon dzwonił długo.

Nikt nie odbierał.

Spróbowała jeszcze raz.

Serce zabiło jej szybciej.

– Stanisław, synku, gdzie jesteś – szepnęła do siebie.

Czekała przy zegarze.

Minuty mijały wolno.

Ludzie wokół się śpieszyli.

Ona stała nieruchomo.

Zadzwoniła do wnuczki, Kasi.

– Babcia? Już jesteś w Poznaniu? – zapytała Kasia zdziwiona.

– Jestem, córeczko. Czekam na tatę – odpowiedziała Stefania.

– Tata dziś wyjechał służbowo, nic mi nie mówił, iż ma cię odebrać – powiedziała Kasia.

Stefania poczuła ukłucie w sercu.

– To kto po mnie przyjedzie? – zapytała cicho.

– Ja przyjedę, babciu. Czekaj tam, nie ruszaj się – odpowiedziała Kasia.

Stefania usiadła na ławce.

Siatki postawiła przy nogach.

Pilnowała ich jak skarbu.

Po chwili zadzwonił telefon.

To był Stanisław.

– Mamo, wybacz, zapomniałem. Jestem w delegacji w Szczecinie – powiedział zawstydzony.

– Nic się nie stało, synku. Kasia już jedzie – odpowiedziała spokojnie.

Czekała jeszcze pół godziny.

W końcu zobaczyła wnuczkę.

Kasia biegła przez halę.

– Babciu! – krzyknęła z daleka.

Stefania wstała z ławki.

Objęły się mocno.

– Tak się bałam, iż cię zgubiłam – powiedziała Kasia.

– Jestem tu, dziecko. Przywiozłam ci coś – uśmiechnęła się Stefania.

Razem zaniosły siatki do samochodu.

Kasia niosła cięższą.

– Co ty tu masz, babciu, kamienie? – zażartowała.

– Ser, pierniki i bluzkę z bocianem – odpowiedziała Stefania.

Kasia roześmiała się głośno.

W aucie było ciepło.

Stefania patrzyła przez okno na miasto.

Poznań błyszczał nocnymi światłami.

Czuła ulgę w sercu.

Dotarły do mieszkania z wielkiej płyty.

Winda nie działała, więc szły po schodach.

Stefania niosła siatkę powoli.

Na czwartym piętrze czekała synowa.

Otworzyła drzwi szeroko.

– Nareszcie jesteście! – zawołała.

W mieszkaniu pachniało świeżo zaparzoną herbatą.

Stefania postawiła siatki na podłodze.

Wyjęła bluzę z bocianem.

Kasia przymierzyła ją od razu.

– Pasuje idealnie – powiedziała zachwycona.

Stefania usiadła przy stole.

Zmęczenie zniknęło jak ręką odjął.

Patrzyła na wnuczkę w nowej bluzie.

Czuła, iż warto było jechać.

Wieczór minął na rozmowach i śmiechu.

Stanisław zadzwonił jeszcze raz.

– Wybacz mi, mamo – powiedział cicho.

– Wybaczam, synku. Ważne, iż jestem z wami – odpowiedziała.

Za oknem miasto powoli zasypiało.

Stefania poczuła spokój.

Była w domu, choć daleko od wioski.

Dworcowy zegar już nie miał znaczenia.

Liczyła się tylko ta chwila.

Babcia Stefania w końcu była szczęśliwa.

Idź do oryginalnego materiału