BABCIA ANIOŁ STRÓŻ
Rodziców Aniela nie pamiętała. Ojciec zostawił matkę, gdy była w ciąży, i od tamtej pory słuch po nim zaginął. Mama odeszła, gdy Aniela miała zaledwie rok. Nagle wykryto nowotwór i zgasła jak świeca.
Anielę wychowywała babcia Jadwiga, matka jej mamy. Męża straciła jeszcze jako młoda kobieta, całą swoją energię i serce włożyła więc w wychowanie córki, a potem wnuczki. Od pierwszych dni między Anielą i babcią narodziła się szczególna więź. Babcia Jadwiga intuicyjnie wyczuwała, czego potrzebuje mała Aniela, zawsze panowało między nimi pełne zrozumienie.
Babcię Jadwigę kochali wszyscy. Od sąsiadów po nauczycieli w szkole. Na zebrania przychodziła często z koszyczkiem pełnym drożdżówek nie wypadało przecież siedzieć głodnym, kiedy wszyscy po pracy, zmęczeni. Nigdy nie plotkowała, nie oceniała, chętnie służyła radą. Aniela była dumna, iż ma taką babcię.
Sama jednak w życiu prywatnym nie miała szczęścia. Szkoła, studia, praca ciągle w biegu, zawsze coś do zrobienia. Kilku chłopaków było, ale żaden nie był tym adekwatnym. To martwiło babcię.
No i co, Anielko, wciąż sama chodzisz? Naprawdę żaden porządny chłopak na ciebie nie patrzy? Przecież taka śliczna i mądra z ciebie dziewczyna! żartowała babcia, a Aniela śmiała się, choć czuła, iż już pora myśleć o rodzinie. Przecież trzydziestka na karku.
Babcia Jadwiga odeszła niespodziewanie. Po prostu się nie obudziła serce zatrzymało się podczas snu. Aniela chodziła jak w transie, nie mogąc pojąć, iż już jej babci nie ma. Wciąż chodziła do pracy, robiła zakupy, ale wszystko jakby mechanicznie. W domu czekała już tylko kotka Myszka. Było jej bardzo, bardzo samotnie.
Pewnego dnia jechała SKM-ką i czytała książkę. Naprzeciw niej usiadł około czterdziestoletni mężczyzna, schludnie ubrany, o miłej twarzy. Przez chwilę ją obserwował, ale Anieli to dziwnie nie przeszkadzało wręcz przeciwnie, było to choćby przyjemne. Zaczął rozmowę o książkach, a o tym mogła rozmawiać bez końca. Jak w filmie, pomyślała Aniela. Nie chciało jej się wysiadać, choć przystanek się zbliżał. Mężczyzna Patryk zaproponował kawę w pobliskiej kawiarni. Aniela bez chwili wahania się zgodziła.
Od tej pory ich znajomość rozwinęła się błyskawicznie. Codzienne rozmowy przez telefon, wiadomości, spotkania choć rzadsze, bo Patryk ciągle miał mnóstwo pracy. Mało o nim wiedziała. Unikał rozmów o przeszłości i rodzinie. Dla Anieli nie miało to znaczenia pierwszy raz czuła się z kimś naprawdę szczęśliwa.
Pewnego dnia Patryk zaprosił ją na wykwintną kolację w restauracji i zasugerował, iż to będzie wyjątkowy wieczór. Aniela domyśliła się, iż pewnie szykuje się oświadczyny. Była wniebowzięta. Wreszcie mąż, dzieci, dom jak u innych ludzi. Żal tylko, iż babcia tego nie dożyła.
Wieczorem, leżąc na kanapie, zastanawiała się, co założyć przecież to może być najważniejszy dzień w życiu. Lubiła kupować sukienki przez Internet, więc z telefonem w ręku zaczęła przeglądać oferty… aż zasnęła.
I wtedy zobaczyła babcię babcia weszła do pokoju w swojej ulubionej sukience, przysiadła na kanapie i pogłaskała ją po głowie. Aniela aż oniemiała z radości. Babciu, przecież ciebie już nie ma Jak się tu znalazłaś? zapytała. Babcia uśmiechnęła się łagodnie: Anielko, ja wcale nie odeszłam. Jestem tuż obok, zawsze z tobą, widzę i słyszę wszystko. Przyszłam cię ostrzec. Nie spotykaj się z tym człowiekiem. On nie jest dobry, posłuchaj swojej babci. Powiedziała to i rozpłynęła się w powietrzu.
Aniela zerwała się z łóżka, zdezorientowana. Przecież przed chwilą widziała babcię Czy to naprawdę był tylko sen? Mimo to uczucie niepokoju nie chciało jej opuścić. Czemu babcia ostrzegła ją przed Patrykiem, którego przecież nie znała? Z żalem odłożyła telefon i znów zasnęła, nie wybrała żadnej sukienki.
Zbliżał się wielki dzień. Nic jej nie szło, nie mogła się zdecydować na strój, wciąż słyszała w głowie słowa babci. Nigdy nie wierzyła w prorocze sny. Ale z babcią łączyła ją taka szczególna więź, kto wie, może po tamtej stronie naprawdę wie wszystko…
Nadeszła sobota, a Aniela w swojej starej, choć ulubionej sukience, zajęła miejsce przy stoliku. Była przygaszona i Patryk od razu to zauważył. Coś się stało, kochanie? zapytał. Nie, nie, wszystko w porządku odparła wymijająco. Patryk udał, iż wierzy, próbował ją rozweselić. Aż w końcu, jak w kinie, ukląkł, otworzył pudełeczko z pierścionkiem.
W tym momencie Anieli zrobiło się duszno. Zaszumiało jej w uszach i nagle za oknem zobaczyła babcię. Stała i patrzyła wprost na nią. To był znak. Przepraszam, Patryk, nie mogę… wyszeptała. Dlaczego, co zrobiłem nie tak? Nic, tylko zawsze ufałam babci i wybiegła z restauracji. Patryk ją dogonił, z twarzą wykrzywioną złością, zaczął ją szarpać i krzyczał: A więc nie chcesz wyjść za mnie, tak? Siedź sobie sama z tą twoją Myszką! Zobaczysz, nikomu nie będziesz potrzebna! i odszedł.
Aniela była w szoku. To był jej ukochany Patryk tyle o nim marzyła, a tu proszę: i mąż, i dzieci, i dom… Wszystko w jednej chwili znikło.
Następnego dnia poszła do szkolnego kolegi, Andrzeja, który pracował w komendzie policji. Poprosiła, by sprawdził Patryka, podała zdjęcie i kilka informacji.
Po dniu Andrzej zadzwonił: Słuchaj, Aniela, nic dobrego ci nie powiem. Twój Patryk to zawodowy oszust. Poznaje samotne kobiety, żeni się, potem namawia, by przepisały na niego mieszkanie, albo bierze kredyty na rozwój firmy, potem wyrzuca je z ich własnego domu i rozwodzi się. Był już za to karany. Dobrze, iż się wycofałaś.
To była szokująca wiadomość. Skąd babcia mogła to wiedzieć? Cuda Nic innego tego nie tłumaczy. Dziękuję ci, babciu, iż mnie nie zostawiłaś i uchroniłaś przed nieszczęściem.
Aniela wstąpiła jeszcze do sklepu, kupiła zakupy i karmę dla Myszki, i wróciła do domu rześkim krokiem, pewna, iż nie jest sama. Babcia jest zawsze gdzieś obok…
Mówią, iż dusze bliskich nas chronią, zostają naszymi aniołami stróżami, ratują przed nieszczęściem…
Chciałoby się w to wierzyć, iż właśnie tak jest…









