Babcia Anioł Stróż – Opowieść o Lenie, sierocie wychowywanej przez babcię Dusię, której matka zmarła na raka, ojciec odszedł jeszcze przed narodzinami, a w dorosłym życiu prawdziwych aniołów stróżów nie brakuje: o niezwykłej więzi, niespodziewanej miłości, tajemniczym śnie i ocaleniu przed oszustem dzięki przestroze z zaświatów

newsempire24.com 4 godzin temu

BABCIA ANIOŁ STRÓŻ

Rodziców Lena nie pamięta. Ojciec zostawił mamę jeszcze gdy była z Leną w ciąży i od tamtej pory nie wiedziała o nim nic. Mama odeszła nagle, gdy Lena miała zaledwie rok. Wykryto u niej nowotwór i bardzo gwałtownie jej zabrakło.

Lena wychowywała się u babci Wandy, matki swojej mamy. Babci mąż zmarł młodo, więc całą siebie poświęciła najpierw córce, a potem wnuczce. Od początku łączyła Lenę z babcią niezwykła więź. Babcia Wanda bez słów wiedziała, czego potrzebuje Lenka. Miały prawdziwe porozumienie dusz.

Babcię Wandę kochali wszyscy od sąsiadów aż po nauczycieli w szkole. Na wywiadówki często przynosiła koszyk pączków albo drożdżówek, bo przecież nie wypada siedzieć głodnym, każdy po pracy zmęczony. Nikogo nie obgadywała, nie plotkowała, często proszono ją o radę. Lena czuła się naprawdę szczęśliwa, iż ma taką babcię.

Życie uczuciowe Leny się nie układa. Szkoła, studia, praca zawsze gdzieś biegnie, coś trzeba załatwić. Chłopcy byli, ale albo nie Ci, albo jednak nie to. Babcia Wanda trochę się tym martwi:
No, Lenko, czemu Ty wciąż sama chodzisz, naprawdę nie znajdzie się żaden porządny chłopak? Taka z Ciebie ładna i mądra dziewczyna! Lena żartobliwie zbywa te pytania, a w środku sama czuje, iż już czas, przecież trzydziestka już na karku.

Babcię zabrało nagle. Po prostu nie obudziła się któregoś ranka, serce stanęło podczas snu. Lena była jak nieprzytomna chodzi do pracy, na zakupy, wszystko robi automatycznie. W domu czeka na nią tylko kotka Mimi. Leni jest bardzo samotnie.

Pewnego dnia Lena jedzie pociągiem podmiejskim i czyta książkę. Naprzeciw siada zadbany, sympatyczny mężczyzna koło czterdziestki. Ubrany czysto, wygląda porządnie. Przygląda się jej uważnie, ale Leni to choćby robi się miło. Zaczynają rozmowę o książkach na taki temat Lena mogłaby rozmawiać godzinami. Jak w polskim filmie, myśli Lena. Gdy nadszedł jej przystanek, żal jej było wychodzić. Rozmówca, który przedstawił się jako Marek, zaprosił ją na kawę do najbliższej kawiarni. Lena zgodziła się bez wahania.

Od tego dnia wszystko toczy się błyskawicznie codziennie wymieniają telefony, SMS-y, spotykają się, choć Marek często mówi, iż jest zajęty w pracy. O sobie opowiada kilka omija rozmowy o rodzinie, przeszłości, pracy. Leny to nie przeszkadza po raz pierwszy czuje się szczęśliwa z mężczyzną.

Pewnego dnia Marek zaprasza Lenę na proszoną kolację do restauracji w sobotę i sugeruje, iż będzie to szczególny wieczór. Lena domyśla się, o co chodzi czuje, iż to będzie zaręczynowy wieczór. Jest zachwycona. W końcu będzie miała męża, dzieci, prawdziwą rodzinę! Szkoda tylko, iż babcia tego nie doczekała.

Wieczorem, leżąc na sofie, zaczyna rozmyślać, w czym pójdzie to przecież będzie wyjątkowa noc. Lena lubi kupować ubrania przez internet, więc przegląda aplikację w telefonie i wybiera sukienki. Po chwili zasypia ze telefonem w dłoni.

Nagle śni, iż babcia wchodzi do pokoju w swoim ukochanym, zielonym żakiecie i siada na kanapie. Głaszcze Lenę po głowie, a ta jest zaskoczona i szczęśliwa. Babciu, przecież Ciebie już nie ma, jak tu trafiłaś? pyta. Lenko moja, ja nigdy nie odeszłam, jestem tuż przy Tobie, wszystko widzę i słyszę, choć mnie nie widzisz. Przyszłam Cię ostrzec: nie wiąż się z tym człowiekiem, on nie jest dobry. Posłuchaj babci szepnęła, po czym zniknęła.

Lena budzi się z drżeniem. Cały czas czuje na głowie dotyk babcinej ręki. To tylko sen, myśli i znowu wraca do szukania wymarzonej sukienki, ale spokój już nie wraca. Dlaczego babcia to powiedziała? Przecież nie znała Marka. Lena nic nie wybiera i niespokojna zasypia ponownie.

Dzień zero zbliża się. Sukienki nie wybrała, wszystko leci z rąk, a w głowie wciąż tylko babcine słowa. Leny nie przekonują sny, bo wcześniej nigdy ich nie miała, ale tej babcinej bliskości i przekazu nie potrafi lekceważyć.

Nadchodzi sobota i Lena idzie w starej, ale ulubionej sukience do restauracji. Bez humoru, co Marek od razu zauważa.
Stało się coś, kochanie? pyta. Nie, nic, wszystko dobrze odpowiada wymijająco. Marek udaje, iż wierzy i opowiada żarty, rozbawia Lenę. Po kolacji, zupełnie jak w scenariuszu, klęka, wyciąga czerwone pudełeczko z pierścionkiem.

Lena nagle czuje zawrót głowy, szumi jej w uszach. W oknie restauracji widzi babcię Wandę. Po prostu patrzy na nią uważnie. Lena czuje, iż to znak.
Przepraszam, Marku, nie mogę mówi drżącym głosem.
Dlaczego, co zrobiłem źle? pyta zszokowany.
Nic, ale zawsze ufałam babci odpowiada i niemal ucieka z restauracji.

Marek wybiega za nią, oczy mu zieją złością, szarpie ją i krzyczy:
A więc taka jesteś? Nie chcesz za mnie wyjść?! No to siedź sobie, babo, sama ze swoim kotem! Nikomu nie będziesz potrzebna, stara kaczko!
Odchodzi wściekły.

Lenę ogarnia szok. To ten sam Marek? Jej ukochany, wykształcony, uroczy mężczyzna… To miała być rodzina, dzieci, szczęście…

Następnego dnia idzie do swojego kolegi z klasy, Andrzeja, który jest kierownikiem w miejscowym wydziale policji. Prosi go, żeby sprawdził Marka w systemie, daje zdjęcie i kilka danych.

Andrzej dzwoni po jednym dniu.
Lenka, nie mogę Cię pocieszyć. Twój Marek to oszust. Poznaje samotne kobiety, żeni się, one przepisują na niego mieszkanie, biorą kredyty na jego biznes, a potem wyrzuca je z ich własnych mieszkań i się rozwodzi. Był już wiele razy skazany za takie przekręty. Miałaś szczęście, iż się wycofałaś w porę.
No to dopiero wieści… Skąd babcia mogła wiedzieć, iż to zły człowiek? To chyba cuda. Dziękuję Ci, babciu, iż mnie nie zostawiasz i ustrzegłaś mnie przed nieszczęściem.

Lena idzie do sklepu, kupuje zakupy i karmę Mimi, wraca do domu pewnym krokiem, wiedząc, iż nie jest sama i babcia zawsze gdzieś nad nią czuwa

Mówią, iż dusze bliskich stają się aniołami stróżami, którzy nas pilnują i chronią przed nieszczęściem. Warto wierzyć, iż tak właśnie jestTego wieczoru Lena zapala w oknie lampkę, tak jak zawsze robiła to babcia Wanda na znak, iż ktoś czeka, żeby drugi mógł bezpiecznie wrócić do domu. Siada na fotelu, Mimi wskakuje jej na kolana. Lena pierwszy raz od dawna czuje spokój, jakby ciepła dłoń babci spoczęła na jej ramieniu.

Wiedziała już, iż jej szczęście nie zależy od kogoś z zewnątrz, tylko od niej samej. Że nie trzeba mieć męża, dzieci, domu pełnego ludzi, żeby poczuć się kochaną i bezpieczną. Czasem wystarczy pamięć o czyjejś miłości tej, która przetrwa choćby śmierć.

Z zamyślenia wyrywa ją dźwięk dzwonka. Otwiera drzwi na progu stoi starsza sąsiadka z trzeciego piętra, niesie w rękach koszyk jabłek.

Pomyślałam, iż może się przydadzą mówi z uśmiechem. Sama nie zjem, a Ty masz takie dobre serce. Babcia byłaby z Ciebie dumna.

Lena zaprasza ją do środka na herbatę. Rozmawiają długo, zupełnie jakby nowy rozdział miał się zacząć właśnie teraz. Pożegnawszy sąsiadkę, Lena patrzy jeszcze raz w stronę lampki i uśmiecha się do fotografii babci, która stoi na komodzie.

Wie, iż cokolwiek ją czeka już sobie poradzi. Bo babcia naprawdę jest jej aniołem, a odwaga, jakiej kiedyś brakowało, właśnie w niej zamieszkała. I iż czasem, aby poczuć się szczęśliwą, wystarczy jedno: nie przestawać wierzyć w siebie i w czyjąś miłość, która nigdy nie gaśnie.

Za oknem pada cichy, letni deszcz. Lena zamyka oczy i słyszy w wyobraźni znajome słowa babci: Lenko, zawsze jestem tuż obok. I już wie, iż wszystko będzie dobrze.

Idź do oryginalnego materiału