Babcia – Anioł Stróż: Historia Alenki, którą wychowywała ukochana babcia po utracie rodziców. Czuła …

twojacena.pl 1 tydzień temu

BABCIA ANIOŁ STRÓŻ

Rodziców Hania nie pamiętała. Ojciec opuścił matkę jeszcze zanim Hania się urodziła i nigdy więcej o nim nie słyszała. Mama odeszła, gdy Hania miała roczek niespodziewanie zdiagnozowany rak, zgasła w kilka miesięcy jak zdmuchnięta świeca.

Wychowała ją babcia Stasia, mama mamy. Mąż babci zmarł, gdy była młoda, więc całe życie poświęciła córce i wnuczce. Od początku Hania i babcia połączyła przedziwna, migotliwa więź, jakby niewidzialna nitka oplatała ich dusze. Babcia Stasia od razu wiedziała, czego Hania potrzebuje, nie trzeba było słów wystarczyło spojrzenie.

Babcię kochali wszyscy. Od sąsiadów z blokowiska aż po nauczycieli w podstawówce. Na wywiadówki przynosiła kosz wiklinowy z drożdżówkami, bo nie godzi się ludzkiego brzucha głodem straszyć, każdy z pracy zmęczony, a tu rozmowy idą. Nie plotkowała, nikogo nie osądzała, a mądre rady rozdawała, jak świeże bułeczki. Hania była szczęśliwa, iż ma taką babcię, chociaż zawsze czuła niedopowiedziany smutek.

Hania w dorosłości nie umiała się odnaleźć w miłości. Najpierw szkoła, potem liceum, studia, praca jakby zawsze ścigała własny cień, ciągle w niedoczasie. Poznawała chłopaków, ale żaden nie miał tego czegoś i wszystko się rozpadało. Babcia Stasia martwiła się tym, niby żartem niby na poważnie:

No, Haniu, a Ty co dalej, wciąż sama? Powiedz, czy żaden porządny chłopak nie wpadł Ci w oko? Przecież taka z Ciebie ślicznotka i do tego taka mądra… Hania się śmiała, choć w środku coraz bardziej czuła, iż chyba czas już zbudować dom, mieć rodzinę. W końcu trzydziestka minęła jak dzień wiosenny.

Śmierć babci przyszła cicho, jak miejski deszcz o świcie. Po prostu nie obudziła się już któregoś dnia, serce otuliło ją sennością na zawsze. Hania miesiącami była jakby nieobecna, chodziła do pracy, do biedronki po zakupy, ale wszystko robiła przez mgłę, jak automaton. Witał ją w domu już tylko kot Klemens bury, z łakomym brzuszkiem i smugą rudego na ogonie. Kryły się w niej cienie samotności.

Pewnego dnia wsiadła do podmiejskiego pociągu relacji Rzeszów Przemyśl, zaczytana w dziwnej książce. Przysiadł się do niej mężczyzna, około czterdziestki, schludnie ubrany, z oczami jak stawy po deszczu. Patrzył na nią uważnie i było jej z tym dziwnie dobrze, jakby ktoś ją znał od lat. Zaczął rozmowę o literaturze, a ona mogła mówić bez końca jak w polskim filmie, przemknęło jej przez myśl. Kiedy zbliżał się jej przystanek, a ona nie chciała już wracać do pustego mieszkania, mężczyzna który przedstawił się jako Marek zaproponował kawę w pobliskiej cukierni. Zgodziła się bez wahania.

Od tego dnia zaczęła się ich osobliwa, upajająca historia. Codziennie wymieniali SMS-y, rozmawiali przez telefon, choć spotykali się rzadziej, bo Marek wiecznie był zawalony robotą. kilka mówił o przeszłości czy rodzinie, ale Hani to nie przeszkadzało czuła, iż pierwszy raz jest bezgranicznie szczęśliwa.

Któregoś wieczoru Marek zaprosił Hanię do eleganckiej restauracji i zasugerował, iż wieczór będzie wyjątkowy. Od razu wiedziała, iż zamierza się oświadczyć. Po raz pierwszy w sercu pojawiła się jasność: będzie jak wszyscy dom, dzieci, rodzina. Szkoda tylko, iż babcia tego nie doczekała.

Wieczorem Hania rozmyślała na kanapie, co na siebie włoży to przecież będzie dzień, który się pamięta przez pokolenia. Przeglądała na telefonie ubrania w sklepie internetowym, aż w końcu zasnęła.

Wtedy zobaczyła, jak babcia Stasia wchodzi do pokoju w swojej ulubionej sukience, siada delikatnie na kanapie i gładzi Hanię po głowie, nucąc cichą kołysankę. Hania bardzo się zdziwiła i ucieszyła:
Babciu, przecież Ciebie tu nie ma Jak to możliwe?
Haniu, ja cały czas jestem przy Tobie, tylko ty mnie nie widzisz, nie słyszysz. Przyszłam Cię ostrzec: nie spotykaj się z tym człowiekiem, nie pokładaj w nim zaufania. Daj posłuch swojej babci. Po tych słowach zaczęła znikać, rozpuszczać się w świetle lampy.

Hania zerwała się z łóżka, zadyszana. Przecież przed chwilą babcia była przy niej, a teraz znów nie było nikogo. Uspokoiła się dopiero, gdy zrozumiała, iż to musiał być tylko sen. Wróciła do przeglądania sukienek, ale raz za razem dobijał do niej niepokój. Dlaczego babcia ostrzegała ją przed Markiem?

Dzień zero zbliżał się niczym cień. Ubrania nie wybrała, wszystko wypadało jej z rąk, a w głowie ciągle brzmiały słowa babci. Hania nigdy nie wierzyła w prorocze sny, nie dostała takiego wcześniej, ale się zamyśliła: babcia zawsze czuła jej emocje, kto wie, może choćby po śmierci widzi znacznie więcej?

W sobotę przyszła do restauracji w starej, nieco spranej sukience. Smutek pociągał ją za rękaw, a Marek od razu to wyczuł. Co się stało, kochanie? zapytał. Nic, wszystko dobrze odpowiedziała. Marek próbował ją rozweselić, rzucał żarty, zamawiał jej ulubiony sernik z sosem malinowym. W końcu, w kinowym stylu, ukląkł na jedno kolano i wyciągnął pudełeczko z pierścionkiem. Hani zakręciło się w głowie, w uszach zaszumiało, a nagle za oknem zobaczyła babcię, patrzącą prosto w jej oczy. Po prostu stała i patrzyła, jakby czas mienił się w jej włosach.

Hania zrozumiała, iż to znak.
Przepraszam, Marku, nie mogę

Co się dzieje? zapytał zdziwiony.
Po prostu wierzę swojej babci. wyrzuciła z siebie i wybiegła na zewnątrz. Marek dogonił ją, jego twarz skurczyła się od złości. Zaczął szarpać ją za ramię i wrzeszczeć:
No to co, nie chcesz wyjść za mnie, Hania?! Siedź ze swoim kotem, nikomu innemu nie będziesz przecież potrzebna, głupia kaczko! i zniknął w tłumie.

Hania oniemiała. To był jej Marek? Inteligentny, oczytany, czuły? A tu miała być rodzina, dzieci, szczęście

Następnego dnia odwiedziła starego przyjaciela z liceum, Andrzeja, który pracował już jako zastępca komendanta na komendzie policji. Andrzej, zawsze pomocny, sprawdził Marka w policyjnej bazie danych, mając jego zdjęcie z komórki. Na wieczór oddzwonił:
Hania, co mam Ci powiedzieć… Ten Twój Marek to zawodowy oszust. Poznaje samotne kobiety, żeni się, nakłania, by przepisały mieszkanie na niego albo wzięły kredyt na jego biznes, a potem wyrzuca je i się rozwodzi. Był już za to kilka razy sądzony. Dobrze, iż się wycofałaś.

Hania nie mogła uwierzyć. Skąd babcia mogła o tym wiedzieć? Magia, przypadek? Chyba jednak istnieje coś jeszcze, coś poza granicami widzialnego.

Po drodze do domu zajrzała do sklepu po makaron, świeże warzywa i puszkę dla Klemensa. Szła raźnym krokiem, wiedząc, iż nie jest sama babcia przecież cały czas jest obok, w tej miękkiej, niewidzialnej przestrzeni domowego światła.

Mówią, iż dusze bliskich czuwają nad nami, są jak anioły stróże, cicho kierują krokami, by osłonić nas przed nieszczęściem Chciałoby się wierzyć, iż to prawda.

Idź do oryginalnego materiału