ANIOŁ STRÓŻ BABCIA
Rodziców Lena nie pamiętała. Ojciec zostawił mamę, gdy była w ciąży, i od tamtej pory słuch po nim zaginął. Mama odeszła, gdy Lenka miała zaledwie rok nagle wykryto raka i zgasła jak świeczka, zanim ktokolwiek się zorientował.
Wychowaniem Lenki zajęła się babcia Stefania, mama jej mamy. Dziadka straciła jeszcze za młodu, dlatego całe życie poświęciła córce i wnuczce. Od najmłodszych dni połączyła babcię i Lenę niezwykła więź duchowa babcia Stefania potrafiła bez słów odgadnąć, czego pragnie dziewczynka. Rozumienia bez słów wystarczało im na co dzień.
Babcia Stefania była szanowana i lubiana przez wszystkich od sąsiadów, po nauczycieli w szkole. Na wywiadówki w szkole przychodziła zawsze z koszyczkiem pączków albo drożdżówek, bo nie wypada, żeby ludzie siedzieli głodni po pracy. Nikogo nie obgadywała, nie plotkowała; często zwracano się do niej po radę. Lena była szczęśliwa, iż ma taką babcię i czuła wdzięczność każdego dnia.
Jej własne życie prywatne jednak nie układało się najlepiej. Najpierw dużo nauki, potem studia, następnie praca zawsze gdzieś się spieszyła, coś miała do zrobienia. Chłopaków poznawała, ale to nie byli ci adekwatni. Babcia Stefania trochę się martwiła:
Lena, dlaczego ty ciągle sama chodzisz? Ty jesteś taka piękna i mądra, na pewno znajdziesz porządnego chłopaka mówiła troskliwie.
Lena odpowiadała żartem, ale dobrze wiedziała, iż czas płynie, a ona już trzydziestkę ma na karku.
Babcia zmarła nagle, bez zapowiedzi. Po prostu rano nie obudziła się serce przestało bić we śnie. Lena długo nie mogła się z tym pogodzić. Chodziła do pracy, robiła zakupy, ale wszystko robiła jakby na autopilocie. W domu czekała już na nią tylko kotka – Misia. Lena czuła się strasznie samotna.
Pewnego dnia jechała pociągiem podmiejskim i czytała książkę. Na przeciwko usiadł mężczyzna, około czterdziestki, elegancko ubrany o sympatycznej aparycji. Uważnie przyglądał się Lena, co dziwnie jej się choćby spodobało. Zaczął rozmowę o książkach, a o tym mogła mówić bez końca. Jak w kinie, pomyślała Lena. Niedługo miała wysiadać, ale pierwszy raz od dawna nie chciała wracać do pustego mieszkania. Rozmówca, który przedstawił się jako Marek, zaproponował, aby kontynuowali rozmowę w pobliskiej kawiarni. Lena z euforią się zgodziła.
Od tego dnia rozpoczął się między nimi burzliwy romans. Każdego dnia dzwonili do siebie i pisali, spotykali się rzadziej, bo Marek był bardzo zapracowany. Mało wiedziała o jego przeszłości unikał rozmów o rodzinie i pracy. Jednak Lena była szczęśliwa i pierwszy raz od dawna czuła się spełniona.
Pewnego dnia Marek zaprosił ją do restauracji w weekend i dał do zrozumienia, iż będzie to wyjątkowy dzień. Lena domyśliła się, iż zamierza jej się oświadczyć. Była w siódmym niebie. Wreszcie będzie miała rodzinę, jak wszyscy dookoła. Ach, szkoda, iż babcia tego nie doczekała.
Wieczorem leżała na kanapie i rozmyślała, w co się ubrać na tę wyjątkową okazję. Najczęściej kupowała ubrania przez Internet i z przejęciem zaczęła przeglądać sukienki w aplikacji. Zasypiając, przeglądała kolejne modele.
We śnie ujrzała babcię Stefanię w jej ulubionej sukience. Babcia usiadła obok niej na kanapie i pogłaskała ją po głowie. Lena była wzruszona i zdziwiona.
Babciu, przecież Ciebie nie ma… Jak się tu pojawiłaś? zapytała.
Kochanie, ja nigdzie nie odeszłam. Cały czas jestem przy Tobie, wszystko widzę i słyszę, choć Ty mnie nie widzisz. Chcę Cię ostrzec nie spotykaj się z tym mężczyzną, nie jest dobrym człowiekiem. Zaufaj swojej babci.
Babcia zniknęła tak nagle, jak się pojawiła. Lena zerwała się z łóżka niepewna, czy to był tylko sen, czy coś więcej. Powtarzała sobie, iż to tylko wyobraźnia, ale słowa babci nie dawały jej spokoju. Nie wybrała żadnej sukienki, zaniepokojona znów zasnęła.
Im bliżej było dnia zero, tym większy niepokój ją ogarniał. W końcu nastała sobota. Lena ubrała się w swoją starą sukienkę i poszła do restauracji bez większego entuzjazmu. Marek od razu to zauważył:
Coś się stało? zapytał.
Nie, wszystko w porządku skłamała.
Marek udawał, iż wierzy jej na słowo, żartował i próbował poprawić jej humor. Pod koniec kolacji, dokładnie jak w filmie, uklęknął i wręczył jej pudełeczko z pierścionkiem.
Wtedy Lena poczuła się bardzo źle, aż zakręciło jej się w głowie. W oknie zobaczyła postać babci, która tylko patrzyła. To był dla niej znak.
Przepraszam, Marek, nie mogę… wyszeptała.
Dlaczego? Co zrobiłem?
Nic… Ale zawsze ufałam babci.
Wybiegła z restauracji, a on pobiegł za nią rozgniewany. Zaczęła ją potrząsać i wykrzykiwać:
No to dobrze, zostałaś sama ze swoim kotem Misią! I kto cię zechce, taka stara panna?!
Zszokowana Lena zrozumiała, jaką naprawdę miał twarz ten człowiek. Gdzie były te czułe słowa, troska, uśmiechy? Oto miał być jej mąż, dzieci, rodzina…
Następnego dnia odwiedziła swojego kolegę ze szkoły podstawowej, Andrzeja, który pracował w policji. Poprosiła, by sprawdził Marka w bazie. Dała mu jego zdjęcie i dane.
Po dniu Andrzej zadzwonił:
Lena, muszę ci to powiedzieć: ten cały Marek to oszust. Umawia się z samotnymi kobietami, żeni się z nimi, potem wszystko przepisują na niego, biorą kredyty na jego firmę, a on wyrzuca je z ich mieszkań i się rozwodzi. Był już karany za takie rzeczy. Miałaś szczęście, iż się wycofałaś w porę.
Lena nie mogła w to uwierzyć. Skąd babcia mogła wiedzieć, iż Marek jest oszustem? To prawdziwy cud… Dziękuję, babciu, iż nade mną czuwasz pomyślała ze łzami w oczach.
W drodze do domu kupiła w sklepie zakupy i karmę dla Misi. Szła raźnym krokiem, wiedząc, iż nie jest sama, bo babcia zawsze jest gdzieś obok.
Mówią, iż dusze naszych bliskich czuwają nad nami, zostają naszymi aniołami stróżami i chronią nas przed nieszczęściem… Chciałoby się w to wierzyć, bo czasem wystarczy wsłuchać się w głos serca i pamiętać, iż nigdy nie jesteśmy całkiem sami.










