Jak informuje serwis „Pomponik”, trwająca edycja programu „Sanatorium miłości” dostarcza widzom sporej dawki emocji. Między kuracjuszami znów zawrzało. Relacja, która zapowiadała się obiecująco, w jednej chwili zamieniła się w chłodną konfrontację. Słowa, które padły przy stole, zaskoczyły nie tylko uczestników, ale i widzów.
Znów gorąco w „Sanatorium miłości”
Anna Berlińska z Sieradza weszła do programu w miejsce innej uczestniczki. gwałtownie dała się poznać jako osoba o jasno określonych oczekiwaniach – i jeszcze ostrzejszym języku. Choć początkowo wydawało się, iż między nią a jednym z kuracjuszy może zaiskrzyć, rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te przypuszczenia.
Punktem zapalnym okazała się sytuacja z pozoru błaha, która jednak dla niej miała symboliczne znaczenie. Kiedy mężczyzna nie spełnił jej finansowego „testu”, uznała to za sygnał, iż nie pasuje do jej wizji partnera. Od tego momentu dystans między nimi zaczął rosnąć, aż w końcu doszło do bezpośredniej konfrontacji.
Anna wyjaśniła, iż Aleksander Włodarczyk z Krakowa nie zdał jej testu. Tym miało być wydanie 180 zł na taksówkę. Kobieta nie kryła rozżalenia w rozmowie z Martą Manowską. "Ja już mam pewien swój poziom. Co to jest 180 zł? Myślę, iż to jest żadna cena. [...] No już koniec, pozamiatane" – powiedziała, nie gryząc się w język, wywołując przy okazji ostrą reakcję ze strony fanów programu.
Widzowie, aż przecierali oczy ze zdumienia
Aleksander postanowił porozmawiać z Anną o tym, co ją do niego zraziło. W odpowiedzi musiał się sporo nasłuchać. Stwierdziła, iż postrzegała go jako „człowieka z wyższych sfer” i „myślała, iż może mu wysoko postawić poprzeczkę”. Olek próbował się wytłumaczyć przed Anną, ale ta choćby nie chciała go wysłuchać.
Stojąc już samotnie, powiedziała do kamery, iż Aleksander „stracił bardzo dużo” i choćby sam nie wyobraża sobie, jak wiele. Oceny Anny zdaje się nie podzielać Lila z Sosnowca, która poprosiła Olka, żeby towarzyszył jej na balu.
A wy, jak oceniacie zachowanie Anny?







