Jest kilka zasad ułatwiających
podróżowanie autostopem. Na przykład należy wyglądać
przyjacielsko, schludnie, uśmiechnięto, jednym słowem – wzbudzać
zaufanie. Z wielkim tobołem na plecach, sporą liczbą mil w nogach,
typowym polskim uśmiechem na twarzy i oczami zdradzającymi brak snu
od grubo ponad doby dreptając w stronę ruin rzymskiego miasta
Vindolandy nie spełniałem żadnego z powyższych warunków.
Niemniej starałem się tak czy siak – może bez wielkiej swady - okazję złapać.
![]() |
| Typowy pogodny autostopowicz |
Imperatyw narracyjny podpowiada,
że mimo obiektywnych przeciwności losu udało się, i ktoś się w
końcu zatrzymał. Była to stateczna Brytyjka w średnim wieku w
czymś, co dziś nazwalibyśmy SUV-em.
- Dokąd? - zapytała.
-
Do Vindolandy – odparłem.
- Tam nie jadę, ale mogę podwieźć
się kilka mil w tamtą stronę.
- Super.
Wsiadłem,
rozpoczęliśmy konwersację, jak to się mówi, small-talk (po polsku chyba będzie to "pogaduszki"). Średni
w tym jestem, ale kpem jest ten, któren się nie stara.
- Jestem
hydrobiologiem – odparłem zapytany o zawód wyuczony.
- O, ja
też – ucieszyła się niewiasta.
- Od makrozoobentosu –
dodałem.
- Ja też! Kocham wodne owady! - różnych zboczeńców
można spotkać podróżując okazjami, fascynacja bezkręgowcami z
zamulonego bajora jest wśród nich naprawdę niegroźna.
- Tak –
odparłem, całkiem zaskoczony – Świetne są. Choćby takie – i
tu przydała się wiedza nabyta na studiach – Plecoptera.
- Plecoptera?
Moje ulubione!
![]() |
| Trudno mówić o moich ulubionych owadach, ale termity mają całkiem interesujący posmak |
Plecoptera to oczywiście widelnice – starożytna i
dość prymitywna grupa owadów (rząd, konkretnie); jak zowią się one po angielsku nie miałem pojęcia, na szczęście łacina przez cały czas jest choć w części międzynarodowym językiem nauki, Reformacja nie zepsuła tego do końca. Czemu akurat one
przyszły mi na myśl nie wiem, dużo bardziej fascynują mnie
Trichoptera, chruściki, których larwy pro maior pars budują domki
niczym kraby-pustelniki (czasem domki budują też poczwarki, a
czasem nie budują, tylko przędą podwodne sieci jakich nie
powstydziłby się pająk topik; w sieci te łowią zdobycz) a imago
wygląda jak nocny motyl z długimi czułkami. Albo ważki, Odonata. Albo te zajadłe meszki, Simuliidae, które jako dorosłe gryzą do
krwi, a jako larwy są czymś na kształt filtratorów, bliskie
krewne równie znienawidzonych Culicidae, komarów, i niegroźnych
Chironomidae, ochotek (wszystko to Diptera, muchówki). A tu
widelnice. Podobnie jak jętki, Ephemeroptera, mają przeobrażenie niezupełne i
stadium nimfy. Może dlatego o nich wypaliłem, iż to duże
owady? I lubią czyste wody, a ja pracowałem nad rzeką Ner –
przez kilkadziesiąt lat odbiornikiem ścieków z aglomeracji
łódzkiej (jeszcze w latach osiemdziesiątych przekraczając most w
Lutomiersku trzeba było zamykać okno w aucie żeby nie podusić się
od smrodu rzeki; w maluchu, muszę stwierdzić, kilka to dawało,
tak był szczelny) i spotykałem głównie ochotki i skąposzczety
(Chironomidae i Oligocheta). Jak się jakaś błotniarka (ślimak –
Lymnaea sp.) albo ośliczka (skorupiak - Asellus sp.) trafiły byłem
szczęśliwy jakby Boże Narodzenie przyszło
wcześniej.
![]() |
| Tymczasem Boże Narodzenie wcześniej: |
Pogadaliśmy jeszcze chwilę – o owadach wodnych –
i dotarliśmy do skrzyżowania, na którym miałem wysiąść.
-
Wiesz co? - stwierdziła moja dobrodziejka, pani hydrobiolog (nie
jakaś hydrobiolożka, nie obdzierajmy zawodów z estymy; zresztą
wtedy jeszcze nie było hydrobiolożek, to była końcówka czasów
gdy mężczyźni byli męscy a kobiety kobiece, nie to co teraz) –
Fajnie się gada, podrzucę się do Vindolandy. To tylko kilka
mil.
I niech mi ktoś teraz powie, iż nauka o makrozoobentosie
nie przydaje się w podróży. Ha! Dobrze, malkontent powie, że
dzięki kilku latom studiów zyskałem kilkanaście kilometrów, ale
co tam. Tym bardziej, iż po przybyciu na miejsce zostałem jeszcze
poinformowany gdzie jest kasa biletowa, skąd odjeżdżają busy w
stronę Carlisle i Newcastle, i tak dalej. Super sprawa, dziękuję
wam, widelnice.
![]() |
| Vindolanda |
A sama Vindolanda? Wspaniała sprawa. Dobra, na
pierwszy rzut oka wygląda jak typowe rzymskie pozostałości – a
jako, iż Rzymianie wszędzie budowali tak samo, to wszystkie są
identyczne. Albo niezwykle podobne, i kto jedne zobaczył, widział
wszystkie.
![]() |
| Łaźnie Vindolandy |
| Rzymskie forum na Cyprze |
![]() |
| Późnoantyczny kościół nad Morzem Czerwonym w Jordanii |
![]() |
| Rzymskie miasto w Konstancy |
![]() |
| Rzymska willa w Katalonii |
Technicznie tacy psuje zabawy mają trochę racji. Ale
z drugiej strony każde z takich miejsc ma swoją historię – tu w
Vindolandzie trwała ona tylko jakieś 350-400 lat, i była tylko
rzymska. No, może z jakimś ino niewielkim miejscowym sznytem. Ale
taki Londyn powstał na wcześniejszych celtyckich oppidiach, York w
Średniowieczu został wikińską twierdzą, a tu – tylko Imperium
Romanum. A kiedy archeolodzy dorwali się do miejscowych latryn i
wysypisk śmieci... Archeolog, trzeba bowiem to jasno powiedzieć,
zajmuje się nie tylko rabunkiem grobowców (choć właśnie przez to
każdy chciał zostać Indianą Jonesem). Dużo ciekawsze jest
babranie się w antycznych śmieciach i odchodach. Poznajemy wtedy
nie tylko dietę dawnych mieszkańców, ale i inne aspekty
codziennego życia. W Vindolandzie wydarzyły się do tego dwa
procesy – pierwszy to wspomniana pustać osadnicza. Druga to
kwaśna, torfowa gleba (obie mogą być ze sobą powiązane). Dzięki
temu zachowało się tu cała masa materiału organicznego. Jakieś
buty z epoki, stroje, pierdoły – i korespondencja. To
najzabawniejsza część. Oto bowiem zesłani na odległą imperialną
placówkę żołnierze – i ich rodziny – może i mieszkają w
rzymskim mieście (razem z Brytami), ale ewidentnie brakuje im
śródziemnomorskiego słońca. Narzekają więc na typową brytyjską
pogodę (a trzeba powiedzieć, iż wtedy w Europie mamy tak zwane
rzymskie optimum klimatyczne, niektórym nigdy się nie dogodzi), czy
ohydne miejscowe wino (dziś chyba w Brytanii winorośl nie jest
uprawiana, nie jestem pewien; rzeczywiście, lepiej tam smakuje cydr
czy inne piwo albo ale).
- Kochani rodzice, przyślijcie
bukłaczka.
Piękna sprawa.
![]() |
| Uroczy zakątek rekonstrukcyjny w Vindolandzie |











