Atrakcje, atrakcje…

notatnikemigrantkihome.wordpress.com 2 godzin temu

Czwartek

Nie mogłam iść rano na spotkanie klubu książkowego, ale zapisałam się jakiś czas temu na spotkanie czytelnicze w muzeum, więc pojechalam w godzinie szczytu na drugi koniec miasta. Trzeba było przeczytać książkę

You Dreamed of Empires – Alvaro Enrigue

Powieść opowiada fikcyjną historię o tym, jak hiszpańscy konkwistadorzy wokół Hernána Cortésa wkroczyli do Tenochtitlán, obecnego Mexico City. Podczas gdy Hiszpanie wyruszyli na wyprawę, by służyć interesom handlarzy niewolników, coraz bardziej upajali się podbojami terytorialnymi oraz poczuciem niebezpieczeństwa i przygody, tracąc kontakt z rzeczywistością. Wewnątrz Tenochtitlán, Moctezuma ustanowił reżim, który również opierał się na bezwzględnej władzy i rozlewie krwi. To historyczne starcie Hiszpanów i Azteków z 1519 roku zostało w ksiazce odwrócone do góry nogami, gdy halucynogenne sny i przebiegłość tubylców udaremnily podbój kolonizatorów.

To książkowe spotkanie połączone było ze zwiedzaniem Ancient American Galleries; można było zobaczyć powiązania ze sztuką z perspektywy osoby doświadczającej halucynogennej ekstazy – dzbanki, kubki, fajki, naczynia na olejki zapachowe… Że też tak późno odkryłam te spotkania, dużo ciekawsze niż nasz biblioteczny klub. Książka na listopad to Theo of Golden.

Piątek

Rano pojechaliśmy głosowac, mimo nowych zaostrzonych wymagań poszło sprawnie i szybko.

Po lunchu pojechałam ponownie do muzeum (tym razem zajeło mi to mniej czasu) na otwarcie nowej wystawy i rozmowe z kuratorką. Wystawa torebek Judith Leiber, niedawny dar dla muzeum, gromadzi ponad 100 torebek i akcesoriów prezentowanych obok ubrań z kolekcji muzeum. Leiber tworzyła torebki o rzeźbiarskim, fantazyjnym charakterze. Jej projekty – od fantastycznych zwierząt po inspiracje architektoniczne – gwałtownie stały się pożądanymi przedmiotami kolekcjonerskimi. Leiber pracowała najpierw ze skórą, a później z metalowymi minaudières czyli małą, twardą, przypominającą klejnot torebką wieczorową od 1967 roku.

Po wystawie była rozmowa z kuratorką i współautorką bogato ilustrowanej publikacji oferującej nowe badania i głębszy wgląd w niezwykłe obiekty i ich wizjonerską twórczynię. Urodzona jako Judith Petö w Budapeszcie w 1921 roku dorastała w Europie coraz bardziej kształtowanej przez antysemityzm. Początkowo planowała studiować chemię w Londynie, ale jej ambicje zostały przerwane przez wybuch II wojny światowej. Wstąpiła do cechu torebkarzy, jednej z niewielu ścieżek zawodowych dostępnych wówczas dla Żydów na Węgrzech. Zaczynając jako jedyna kobieta-czeladniczka w cechu awansowała na mistrzynię rzemiosła rozwijając skrupulatne umiejętności techniczne. Na początku 1947 roku wyemigrowała z mężem, Gersonem Leiberem, do Stanów Zjednoczonych, gdzie zbudowała karierę w amerykańskim przemyśle torebkowym, a następnie założyła swoją własną markę w 1963 roku. Trwająca ponad cztery dekady kariera Leiber wywarła trwały wpływ w dziedzinie designu. Dla mnie było to pierwsze zetknięcie z jej tworczoscią.

Zrobiłam sobie purse-nality test i strzał w dziesiątke

Wieczorem pojechaliśmy do Davidson na recital fortepianowy studentów, a przechodząc przez kampus zobaczylismy nową rzeźbę dedykowana zniewolonym osadnikom.

Sobota

w odległej herbaciarni jest wystawa sztuki lokalnej artystki. To daleko od domu, ale iż zapisałam się na wystawę/aukcje w galerii to wykalkulowałam, iż zdążę do herbaciarni przed zamknięciem i dojadę do galerii na czas otwarcia zamiast jechać dwa razy z domu. Kalkulowałam przed sprawdzeniem godzin otwarcia, okazało się iż herbaciarnia otwarta tylko do 16tej. Zrezygnowałam więc z podwójnej atrakcji i pojechałam tylko do galerii.

Niedziela

Od lat o tej porze roku narzekamy na zablokowany trafik przez odwiedzających Renesansowy Park nigdy nie myśląc choćby o kupnie biletów. W tym roku mamy jakiś przypływ ochoty na nieznane, kupiliśmy jedne z ostatnich biletów. Spodziewałam się kiczu i nie zawiodło. To nie florenckie artystyczne warsztaty, to walki rycerzy i sokolnictwo. Było tłoczno, większość odwiedzających w kostiumach, można było kupić sobie kapelusz a’la Robin Hood, wianki czy kostium wróżki. Park jest usytuowany na obszernej polanie jako średniowieczne miasteczko z szeregami budynków mieszczących przeróżne sklepy i warsztaty, kilka scen dla przedstawień muzycznych, kilka teatrów, my wybraliśmy się na komediowy sąd czarownicy z udziałem kilku osób z publiczności. Był oczywiście duży plac restauracyjny. Wybór jedzenia zaskakująco lepszy niż na innych festiwalach gdzie bywa tylko kurczak z frytkami. Nie mogłam oprzeć się zakupowi ciastek i poświęcić 20 min na stanie w kolejce.

Trafiliśmy też na pokazówkę sokolnictwa, sportu wywodzacego się od powracających krzyżowców, z których wielu, w trakcie podróży na wschód, zapoznało się z azjatyckimi metodami tresury jastrzębi. Sokolnictwo osiągnęło swój szczyt w okresie renesansu i było praktykowane przez każdą klasę społeczna. Pozycja społeczna miała ogromny wpływ na to, jakiego ptaka wolno było posiadać – orły i sokół wędrowny zarezerwowane były wyłącznie dla króla. Tymczasem yeoman korzystał z mniej arystokratycznych jastrzębi i krogulców jako dostawców zdrowych przysmaków na stół. choćby chłop pańszczyźniany nie został zapomniany i pozwolono mu trenować pełnej gracji pustułki.

Jak większość odwiedzajacych poszliśmy obejrzeć turniej rycerski odzianych w autentycznie wyglądające napierśniki i hełmy, dzierżących ciężkie lance rycerzy. Uważa się, iż początki takich turniejów sięgają starożytnego Rzymu, ale „sport” ten osiągnął największą popularność w Europie w XV wieku. Początkowo bitwy służyły raczej doskonaleniu umiejętności walki niż rozrywce dla publiczności, jednak i w czasach pokoju rycerz potrzebował sposobu na zachowanie swoich umiejętności.

Widzieliśmy tańce, warsztaty tkackie, kuźnię, robienie świec, sklep z historycznymi mapami, choćby księgarnię.

Idź do oryginalnego materiału