Andrzej nie poznawał swojej żony co się z nią dzieje, zupełnie nie rozumiał. Byli razem już siedemnaście lat i nigdy wcześniej nie zauważył czegoś podobnego: Zuzanna zawsze była miła, wyrozumiała, nie robiła awantur, nie skrywała żadnych tajemnic właśnie za to ją wybrał. Na śniadanie serwowała kaszę albo omlet, po pracy od razu zabierała się za obiad, a w niedzielę prasowała dokładnie piętnaście koszul po jednej na każdy dzień dla niego i dwóch ich synów. A chłopakom, wiadoma sprawa, bardziej by pasowały dwie-trzy koszule na tydzień, bo do andrzejowego poziomu schludności dojść nie mogli.
Tymczasem już drugi tydzień na śniadanie były płatki albo kanapki i to samemu trzeba było sobie je zrobić. Na kolację, jeżeli Andrzej i synowie mieli szczęście, czekał na nich wczorajszy obiad, a nieraz tylko karteczka: Wracam po dziewiątej, ugotujcie pierogi.
Początkowo Andrzej zrzucał to na konferencję, którą organizował Zuzi instytut, ale konferencja się skończyła, a do starej rutyny nikt nie wracał.
Najpierw Andrzej delikatnie zapytał, co się dzieje, na co Zuzanna odpowiedziała:
A co, nie mogę mieć własnego życia? Od tylu lat was wszystkich obsługuję, może choć trochę odpocznę!
Jasne, czemu nie, rzucił Andrzej, próbując wyglądać na wyrozumiałego.
Chciał jeszcze zapytać, ile potrwa to trochę, ale nie miał odwagi. Czas mijał, a Zuzanna znikała to w kinie, to w teatrze, to na jakichś wystawach rzeźb. ale Andrzejowi zupełnie nie podobało się to, iż w jej szafie pojawiły się odważne sukienki, a rano zamiast przygotowywać mu kawę, Zuzanna malowała rzęsy i szminkowała usta. W sercu Andrzeja zagościły gorzkie podejrzenia czyżby ona kogoś miała?
Było mu wstyd za takie myśli, ale niepokój nie dawał mu spać. W końcu zaczął śledzić żonę i zaglądać do jej rzeczy. Przeszukał telefon, wydatki na karcie, a wreszcie zawartość torebki. I tam, w kieszeni, znalazł list wygnieciony, lekko wyblakły, widać często czytany. List był niepodważalnie miłosny takie słowa mógł pisać tylko ktoś bardzo bliski: Zuzanno, jak samotni bez Ciebie moje dni, brakuje mi słów, by opisać, jak ciężko czekam na nasze spotkanie. Słyszę Twój głos, szukam Twojego uśmiechu, a go nie ma.
Czytać to było mu wyjątkowo przykro. Sądzając po stopniu zmarnowania kartki, romans trwał już długo, a to bolało jeszcze bardziej mógłby zrozumieć przelotną fascynację jakimś kolegą z pracy, ale taką długoterminową zdradę? Czyżby całe ich wspólne życie to była jedna wielka fikcja?
Milczał przez trzy dni, pogrążony w czarnych myślach ile razy on sam oparł się pokusie, mógłby przecież zdradzić, a nigdy tego nie zrobił W końcu, trzeciego dnia nie wytrzymał.
Wszystko wiem wymamrotał ponuro.
Co niby wiesz? zdziwiła się żona.
Ton Zuzanny był spokojny, może tylko trochę zdziwiony. Ale Andrzeja już nie dało się zmylić sam czytał list, nie mogło być pomyłki.
Masz kogoś, choćby nie spytał, a bardziej rzucił oskarżenie.
Zuzanna parsknęła śmiechem.
Co za bzdury, Andrzeju. Chyba żartujesz?
Gdyby się przyznała, rozpłakała może byłoby ciut lżej, ale nie
No, czytałem jego list! wypalił Andrzej. Za kogo Ty mnie masz, przecież tak nikt nie pisze: nie mogę się doczekać dnia, gdy znów będziemy razem, nasze dusze przeznaczone są by iść razem aż po kres świata. Phi! mruknął z goryczą.
Zuzanna nie przestała się śmiać, co tylko podkręciło Andrzejowi ciśnienie.
Serio Ty teraz? zapytała znów.
A Ty?
Patrzył na nią spode łba, sapiąc jak parowóz.
Czyli grzebałeś mi w torebce?
Tak.
I czytałeś list?
Tak.
I nie pamiętasz, iż to Ty go napisałeś?
Ja? Co? Andrzej dobrał wyrazów twarzy typu: Blue screen.
Ten list napisałeś mi sam! Wtedy, jak byłeś w delegacji, a ja zostałam ze Sławkiem. No, pamiętasz?
Myślisz, iż nie rozpoznam własnego pisma? Nie pisałem takich rzeczy!
Zuzanna westchnęła, wyjęła stołek, wspięła się na półkę i sięgnęła po karton. Otworzyła go na łóżku, zaczęła przeglądać jego zawartość. W końcu wyłowiła kopertę i podała Andrzejowi.
Masz, zobacz. Rękę wtedy miałeś w gipsie i pisałeś lewą.
Andrzej spojrzał. Nadawca rzeczywiście on, inne miasto, ale charakter pisma nie do poznania. Może jednak? Przypomniał sobie mętnie o tej ręce rzeczywiście, rozwalił się wtedy na budowie
I po co Ty nosisz ten list ze sobą wszędzie? burknął.
Psycholożka mi poleciła, mruknęła spokojnie żona.
Psycholożka?
Tak, Andrzeju, mam tego dość. Całe życie obsługuję was trzech. Odkąd Sławek się urodził, nie mam w ogóle własnego życia. choćby dziękuję rzadko słyszę! Kwiaty masz w kalendarzu odhaczane na Dzień Kobiet, a miłych słów nie pamiętam, kiedy ostatni raz słyszałam. A ja kobieta, jeszcze nie taka stara. I powiem Ci, przez chwilę chciałam się z Tobą rozstać. Ale mamy fajną rodzinę, szkoda byłoby to rozwalać. Poszłam więc do specjalistki. Daje mi rady, stosuję się.
To wyznanie oszołomiło Andrzeja. Rozwód? Wyprowadzka żony?
I pomaga to coś? zapytał cicho.
Czasem, uśmiechnęła się.
A listy po co?
Żeby czasem sobie przypomnieć, iż kiedyś mnie kochałeś.
Andrzej pokiwał zamyślony. Musiał to przemyśleć. Wyszedł na balkon. Więcej nie rozmawiali o tym temacie.
***
Rano, gdy Zuzanna wstała, w domu zapanował dziwny zamęt, cudowny zapach wanilii wypełniał powietrze. Nie wiedziała, co się dzieje, dopóki nie weszła do kuchni.
Starszy syn smażył omlet. Młodszy nakładał serniczki na talerze. Na stole stał bukiet jej ulubionych tulipanów.
Co tu się wyprawia? zdziwiła się.
Dzień dobry, mamo powiedział młodszy. Kawy czy herbaty?
Nie wierzyła ani oczom, ani uszom.
Kawę wybąkała.
A omlet czy serniczki?
Serniczki
Oczywiście nigdzie nie było męża, ale Zuzanna wiedziała swoje to jego robota. Gdy skończyła pierwszy serniczek, Andrzej pojawił się w kuchni. Podał jej złożoną kartkę.
Dzień dobry, kochana!
A to co? spytała.
Nowy list uśmiechnął się Andrzej. Żeby już działał na pewno!
Zuzanna też się uśmiechnęła. Od tego dnia wszystko ułożyło się znacznie lepiej. Nie, codziennie nie czekało jej śniadanie jak z reklamy Polska to nie bajka, a życie to nie film romantyczny ale czasem takie cuda się zdarzają. I do kina już nie chodziła sama Andrzej z przyjemnością jej towarzyszył. Małżeństwo zostało uratowane.







![Skaner - czy to już towar modny? [TOWARY MODNE 319]](https://i1.ytimg.com/vi/ye4jjabhneY/maxresdefault.jpg)



