Andrzej nie poznaje swojej żony nie rozumie, co się z nią dzieje. Przez wiele lat było spokojnie, a ona zawsze była serdeczna, wyrozumiała, nie awanturowała się, nie skrywała żadnych tajemnic właśnie za to kiedyś wybrał Mariolę. Rano szykowała jaglankę albo jajecznicę, po pracy od razu zabierała się za gotowanie obiadu. W niedziele prasowała dokładnie piętnaście koszul po jednej na każdy dzień dla Andrzeja i ich dwóch synów. Synowie częściej radzili sobie dwoma czy trzema koszulami, bo trudno ich było przyzwyczaić do tej samej pedantyczności, jaką wyróżniał się Andrzej.
Od dwóch tygodni na śniadanie są płatki lub kanapki i to własnoręcznie zrobione. Na kolację, w najlepszym przypadku, znajdowali wczorajszy obiad, a czasem tylko kartkę: Wracam po dwudziestej pierwszej. Ugotujcie pierogi.
Najpierw Andrzej tłumaczył to konferencją naukową, którą gdzieś prowadził instytut Marioli, ale konferencja minęła a dawny porządek nie wraca.
Ostrożnie zapytał żony, o co chodzi, na co Mariola odpowiedziała:
A ja nie mogę mieć swojego życia? Obsługuję was tylu lat, to może mogę sobie chociaż trochę odpocząć!
Oczywiście możesz. Dlaczego pytasz? zgodził się Andrzej.
Chciał dopytać, ile potrwa to trochę, ale nie miał odwagi. Czas mija, a Marioli ciągle nie ma w domu zjawia się raz w kinie, raz w teatrze, raz na wystawie rzeźb. Dla Andrzeja niepokojące jest też to, iż w szafie żony pojawiły się nowe, bardziej odważne suknie, a rano zamiast gotować śniadanie, Mariola starannie się maluje. W Andrzeju zagnieżdża się podejrzenie może Mariola kogoś poznała?
Wstydzi się tych myśli, ale niepokój staje się nie do zniesienia. Zaczyna śledzić żonę i grzebać w jej rzeczach. Sprawdza telefon, wydatki na koncie, choćby zawartość torebki. I w tej torebce znajduje list stary, trochę wyblakły, mocno zaczytany. Widać, iż był czytany wiele razy. Wygląda na list miłosny tylko ktoś bardzo bliski mógł tak pisać. Mariolu, tęsknię za tobą tak bardzo, iż brak mi słów nie potrafię wyrazić, jak trudno jest mi czekać na spotkanie. Słyszę wszędzie twój głos, szukam wzrokiem twojego uśmiechu i nie znajduję….
Czytanie tego sprawia Andrzejowi przykrość. List jest sfatygowany, co oznacza, iż romans trwa od dawna, a to jeszcze boleśniejsze. Może by zrozumiał krótką fascynację kimś nowym, ale takie coś? Czy ich całe życie rodzinne okazało się kłamstwem?
Milczy przez trzy dni, coraz bardziej zatapiając się w myślach o tym, od ilu pokus sam się powstrzymał, ile razy mógł zdradzić, a jednak nie zrobił tego Trzeciego dnia nie wytrzymuje.
Wiem wszystko mówi cicho.
Co wiesz? zdziwiona pyta żona.
Głos Marioli spokojny, jedynie lekko zaskoczony. Ale to Andrzeja nie zwodzi przecież sam czytał ten list, nie mógł się pomylić.
Masz kogoś bardziej stwierdza niż pyta.
Mariola wybucha śmiechem.
Co ty mówisz, Andrzeju. Chyba nie żartujesz?
Gdyby się przyznała, rozpłakała byłoby mu choć trochę lżej, ale tak…
Czytałem ten list! mówi Andrzej. Myślisz, iż ktoś pisałby coś takiego: Nie mogę się doczekać dnia, gdy znów będziemy razem, nasze dusze na zawsze połączone…. Phi burczy.
A Mariola nagle śmieje się jeszcze bardziej, co tylko złości Andrzeja.
Ty tak serio teraz? pyta Mariola.
A ty?
Patrzy na nią spod byka, spogląda ciężko.
Czyli grzebałeś mi w torebce?
Tak.
I czytałeś list?
Tak.
I nie pamiętasz, iż sam go napisałeś?
… C… co? Andrzej nie rozumie.
Ten list napisałeś mi ty! Gdy byłeś w delegacji, a ja byłam świeżo po urodzeniu Sławka. Przypominasz sobie?
Ty żartujesz, chyba poznałbym swój charakter pisma! Ja takich rzeczy nie pisałem!
Mariola wzdycha, sięga na najwyższą półkę po pudełko, wyciąga, przekłada coś, odszukuje kopertę, podaje Andrzejowi.
Proszę. Wtedy miałeś rękę w gipsie, pisałeś lewą.
Andrzej patrzy na kopertę: jego dane, adres innego miasta, ale charakter pisma obcy. Ledwo przypomina sobie, iż rzeczywiście kiedyś poślizgnął się przy pracy i złamał rękę… To musiało być wtedy.
A po co nosisz ten list ze sobą? pyta ponuro.
Psycholog mi doradziła odpowiada Mariola bez emocji.
Psycholog?
Tak. Wiesz co, Andrzeju, zmęczyłam się. Przez całe życie obsługuję was: ciebie i dwóch synów. Od urodzenia Sławka nie mam życia. choćby dziękuję nie zawsze słyszę! Kwiaty dostaję tylko na Dzień Kobiet, a o słowach miłości już zapomniałam. A ja jestem kobietą, jeszcze nie taką starą! Wiesz? Złapałam się na myśli o rozwodzie. Ale mamy fajną rodzinę, to cenię. Poszłam do specjalistki ona daje mi rady, ja się stosuję.
Wyznanie żony zaskakuje Andrzeja. Rozwód? Chce odejść?
I pomagają ci te zalecenia? dopytuje.
Czasem uśmiecha się Mariola.
A list po co?
Żeby sobie przypomnieć o naszej miłości.
Andrzej kiwa głową. Musi to przemyśleć. Wstaje i wychodzi na balkon. O tym więcej nie rozmawiają.
***
Następnego ranka Mariola budzi się wśród niezwykłego zgiełku i cudownego zapachu wanilii. Nie rozumie, co się dzieje, aż wchodzi do kuchni.
Starszy syn smaży jajecznicę. Młodszy wykłada na talerze serniczki. Na stole stoi wazon z jej ulubionymi frezjami.
Co to wszystko ma znaczyć? dziwi się Mariola.
Dzień dobry, mamo mówi młodszy. Zrobić ci herbatę czy kawę?
Mariola nie może uwierzyć oczom i uszom.
Kawę odpowiada.
Jajecznica czy serniczki?
Serniczki…
Nigdzie nie widzi męża, ale wie, iż za wszystkim stoi on. Gdy zjada pierwszy kęs, pojawia się Andrzej, wręcza jej złożony list.
Dzień dobry, kochana!
Co to? pyta zdziwiona.
Nowy list uśmiecha się Andrzej. Może tym razem na pewno pomoże.
Mariola uśmiecha się w odpowiedzi. Od tego dnia wiele się zmienia. Nie, nie codziennie czekają na nią takie śniadania cuda się nie zdarzają, ale czasami owszem. Do kina już nie chodzi sama Andrzej coraz częściej jej towarzyszy. Ich małżeństwo zostało uratowane.










