Alkohol nie jest „elementem kultury”. Wspólnotę można budować bez niego

nlad.pl 19 godzin temu

Można spotykać się przy piwie. Można też spotykać się bez niego. Czy to alkohol tworzy wspólnotę, czy tylko pojawia się tam, gdzie ludzie i tak chcą być razem? W polemice z Janem Greczukiem próbuję przekonać, iż więzi społeczne potrzebują przede wszystkim ludzi, wspólnego celu i przestrzeni do spotkania – nie alkoholu.

Newsletter

Dołącz do grona zawsze poinformowanych! Zapisz się na newsletter i otrzymuj cotygodniowe podsumowania naszej działalności oraz informacje o nadchodzących wydarzeniach.

Dołącz do grona zawsze poinformowanych! Zapisz się na newsletter i otrzymuj cotygodniowe podsumowania naszej działalności oraz informacje o nadchodzących wydarzeniach.

Please wait…
Zapisz się

Dziękujemy za zapis do naszego newslettera!

W ostatnim tekście Jana Greczuka Pijany jak Polak? O alkoholu inaczej, opublikowanym na łamach „Nowego Ładu”, pojawia się teza, z którą trudno się nie zgodzić: Polacy nie są wyjątkowym europejskim fenomenem alkoholowym. Autor przywołuje dane pokazujące, iż pod względem średniego spożycia alkoholu znajdujemy się wprawdzie stosunkowo wysoko, ale nie należymy do europejskiej czołówki, a pod względem niektórych wskaźników, takich jak codzienne spożywanie alkoholu czy częstotliwość ciężkiego picia, wypadamy choćby lepiej niż część państw Europy Zachodniej. Nie kwestionuję tych danych.

Problem zaczyna się jednak w momencie, gdy z tych statystyk przechodzimy do szerszej refleksji o alkoholu jako elemencie życia społecznego i potencjalnym narzędziu budowania więzi. Greczuk stawia bowiem pytanie, czy zamiast traktować alkohol wyłącznie jako problem, nie powinniśmy dostrzec jego pozytywnej funkcji społecznej. Wspólne picie w pubach i podczas biesiad ma, według tej argumentacji, sprzyjać rozmowie, tworzeniu więzi, budowaniu zaufania, a choćby ograniczać skalę upijania się poprzez obecność innych ludzi i pewną formę społecznej kontroli. I właśnie z tym elementem polemizuję. Nie dlatego, iż chcę udowodnić, iż każda osoba pijąca alkohol jest uzależniona, a każda biesiada to przejaw patologii. Nie uważam, iż alkohol można z życia społecznego po prostu wymazać.

Problem jest inny: czy naprawdę potrzebujemy alkoholu, aby budować wspólnotę?

Statystyka nie mówi wszystkiego

Średnia ilość alkoholu przypadająca na jednego mieszkańca jest ważnym wskaźnikiem, ale nie opisuje całego zjawiska. o ile w Polsce spożywa się około 9 litrów czystego alkoholu na osobę rocznie, nie oznacza to przecież, iż każdy Polak wypija taką ilość. Statystyczna średnia jest wypadkową bardzo różnych zachowań: od całkowitej abstynencji, przez okazjonalne picie, aż po uzależnienie i regularne spożywanie bardzo dużych ilości alkoholu. Dlatego argument „inni piją więcej” kilka mówi o tym, czy my mamy problem.

Podobnie jest z porównaniem częstotliwości ciężkiego picia. Fakt, iż w jakimś kraju więcej osób deklaruje picie dużych ilości alkoholu raz w tygodniu, nie oznacza automatycznie, iż sposób picia w Polsce jest zdrowy czy społecznie niegroźny.

A właśnie z takich pojedynczych historii składa się rzeczywistość społeczna.

Buduj z nami Nowy Ład!

Twoje wsparcie to inwestycja w rozwój Polski. Pomóż nam budować niezależny portal opinii broniący polskiej suwerenności i wartości narodowych.

Wpłacam teraz

Nie chodzi o to, iż alkohol jest „zawsze zły”

Warto tutaj bardzo wyraźnie zaznaczyć: nie twierdzę, iż każda osoba pijąca alkohol ma problem. Nie twierdzę również, iż spotkanie przy piwie automatycznie prowadzi do uzależnienia. Nie neguję tego, iż ludzie potrafią spotkać się, porozmawiać, pośmiać i spędzić razem czas przy alkoholu bez przekraczania granicy upojenia. Greczuk ma więc rację, kiedy wskazuje, iż nie każde spożywanie alkoholu należy utożsamiać z patologią. Ale z tego nie wynika jeszcze, iż alkohol buduje wspólnotę. To zasadnicza różnica. Może być obecny podczas spotkania, w którym powstają relacje. Nie oznacza to jednak, iż jest przyczyną ich powstawania.

Można zbudować wspólnotę bez butelki

Mam tutaj bardzo konkretny przykład z własnego doświadczenia. Co miesiąc organizuję spotkania Stowarzyszenia Myśli Patriotycznej w Żarach. Przychodzi na nie kilkanaście osób. Spotykamy się, rozmawiamy o działalności społecznej i patriotycznej, historii naszego regionu, sprawach lokalnych, planujemy kolejne inicjatywy. Są referaty, dyskusje, wymiana poglądów i zwyczajnie czas spędzony razem. Na tych spotkaniach nie potrzebujemy alkoholu. Nie dlatego, iż ktoś go zakazał czy dlatego, iż uczestnicy są pozbawieni możliwości jego spożywania. Po prostu nie jest nam potrzebny jako warunek spotkania. Ludzie przychodzą, ponieważ chcą ze sobą rozmawiać, działać, poznać innych ludzi. Chcą wspólnie zrobić coś dla lokalnej społeczności. Przy stole siedzi kilkanaście osób. Rozmawiamy o historii, polityce, lokalnych problemach i planowanych działaniach. Ludzie, którzy wcześniej nie zawsze się znali, nawiązują relacje. I właśnie to doświadczenie prowadzi mnie do bardzo prostego pytania: skoro można zbudować taką wspólnotę bez alkoholu, dlaczego mielibyśmy uznawać alkohol za jeden z jej koniecznych elementów?

To samo można przecież powiedzieć o sporcie, działalności społecznej, harcerstwie, wolontariacie, działalności kulturalnej, wspólnych zainteresowaniach czy zwyczajnym spotkaniu przy kawie. Wspólnota potrzebuje przede wszystkim wspólnego celu, czasu i ludzi. Nie potrzebuje substancji psychoaktywnej.

Czytaj także
Recenzja

Nic bardziej „męskiego” nie przeczytacie. Parę słów o Terrorze Simmonsa

Malwina Gogulska
31 marca 2026
Opinia

Bez ofiarności naszych babek i prababek Polski by nie było

Adam Szabelak
8 marca 2026

Biesiada może łączyć. Ale może również normalizować picie

To właśnie tutaj nie zgadzam się z argumentem o „cywilizującej” funkcji biesiady. Greczuk wskazuje, iż picie w towarzystwie może ograniczać upijanie się, ponieważ człowiek znajduje się pod kontrolą innych. W pewnych sytuacjach rzeczywiście może tak być. Ale działa również mechanizm odwrotny.

Grupa może powstrzymywać człowieka przed wypiciem kolejnego kieliszka, ale grupa może też zachęcać go do wypicia następnego. Presja może pojawić się właśnie dlatego, iż inni piją i oczekują tego samego od pozostałych uczestników spotkania. „Ze mną się nie napijesz?”, „Co ty, jeden kieliszek ci zaszkodzi?”, „Przecież mamy okazję”, „Nie przesadzaj, wszyscy piją” – to również jest presja społeczna.

Dlatego nie możemy przyjąć założenia, iż obecność innych ludzi automatycznie cywilizuje spożywanie alkoholu. Czasami cywilizuje, czasami normalizuje, a czasami wręcz zwiększa presję na picie. I właśnie dlatego trudno uznać biesiadę za uniwersalne rozwiązanie problemu atomizacji społecznej.

Alkohol nie jest lekarstwem na samotność

Greczuk słusznie przywołuje problem rozpadu więzi społecznych i koncepcję „trzecich miejsc” – przestrzeni znajdujących się pomiędzy domem a pracą, gdzie ludzie mogą się spotykać i budować relacje. To bardzo istotny problem. Tyle iż z faktu, iż dawniej pub czy piwiarnia pełniły funkcję miejsca spotkań, nie wynika, iż alkohol jest potrzebny do odtworzenia tych więzi. Możemy przecież tworzyć współczesne „trzecie miejsca”, w których ludzie będą spotykać się bez konieczności kupowania alkoholu. Mogą to być kluby sportowe, domy kultury, biblioteki, sale spotkań organizacji społecznych, harcerstwo, stowarzyszenia, kluby historyczne, wolontariat, lokalne inicjatywy czy choćby zwykła kawiarnia.

Jeżeli problemem jest atomizacja społeczeństwa, odpowiedzią powinno być tworzenie przestrzeni do spotkania, a nie szukanie sposobu na zwiększenie społecznej akceptacji dla alkoholu.

„Alkohol jest lepszy niż narkotyki” – to fałszywa alternatywa

Greczuk wskazuje również na wzrost popularności innych substancji psychoaktywnych, szczególnie wśród młodszych pokoleń, i sugeruje, iż alkohol może być w pewnych sytuacjach lepszą alternatywą. Tutaj również uważam, iż stawiamy sprawę na złej płaszczyźnie. Nie musimy wybierać między alkoholem a narkotykami i możemy powiedzieć młodemu człowiekowi coś znacznie prostszego: „Nie potrzebujesz żadnej substancji, żeby mieć przyjaciół, bawić się, rozmawiać, zakochać się, należeć do grupy czy budować wspólnotę”. To jest właśnie wzorzec, który powinniśmy promować. Nie: „pij zamiast brać”, tylko: „nie potrzebujesz ani jednego, ani drugiego”.

Najbardziej dotknięci są mężczyźni

Jest jeszcze jeden aspekt, którego w rozważaniach o społecznej funkcji alkoholu nie można pominąć.

Mężczyźni. To właśnie oni zdecydowanie częściej niż kobiety ponoszą konsekwencje problemowego picia. Dotyczy to zarówno uzależnień, szkód zdrowotnych, jak i wielu zachowań ryzykownych związanych z alkoholem. To szczególnie ważne, ponieważ kultura „męskiego picia” przez dziesięciolecia była przedstawiana jako coś normalnego. Mężczyzna ma „umieć wypić”, „mieć mocną głowę”, „dotrzymać towarzystwa”, „nie odmawiać”. Tymczasem odpowiedzialność, siła charakteru i dojrzałość nie polegają na tym, ile alkoholu człowiek potrafi wypić. Czasami siłą jest właśnie powiedzenie: „Nie, dziękuję. Nie piję” i niepotrzebowanie żadnego innego usprawiedliwienia.

Nie porównujmy się z tymi, którzy mają gorzej

W tym miejscu dochodzimy do zasadniczej różnicy między moim spojrzeniem a argumentacją Greczuka. o ile Francuz pije więcej od Polaka, nie oznacza to, iż problem alkoholowy w Polsce jest mniejszy. Fakt, iż Duńczyk częściej upija się w weekend, nie oznacza, iż polska kultura picia nie wymaga żadnej refleksji. jeżeli w Portugalii więcej ludzi deklaruje codzienne picie, nie oznacza to, iż powinniśmy czuć się dobrze z naszym własnym modelem konsumpcji.

Alkohol ma cenę, której nie widać na rachunku

Jest jeszcze wymiar ekonomiczny. Cena butelki alkoholu nie jest pełnym kosztem jej spożycia. Do ceny produktu nie doliczamy kosztów leczenia chorób związanych z alkoholem, interwencji policji, wypadków drogowych, absencji w pracy, rozpadu rodzin, przemocy domowej, pomocy społecznej ani konsekwencji ponoszonych przez dzieci wychowujące się w rodzinach z problemem alkoholowym. To wszystko jest realnym kosztem społecznym i dlatego dyskusja o alkoholu nie może kończyć się na pytaniu: „Ile litrów wypija przeciętny Polak?”. Musimy pytać również: „Ile kosztuje nas sposób, w jaki ta konsumpcja wpływa na ludzi?”.

Nie demonizujmy alkoholu. Nie romantyzujmy go również

Nie jestem zwolennikiem twierdzenia, iż każda osoba pijąca alkohol jest uzależniona, nie jestem również zwolennikiem traktowania każdego spotkania przy piwie jako przejawu patologii. Ale dokładnie z tego samego powodu nie powinniśmy robić z alkoholu narzędzia budowania wspólnoty.

Alkohol może być obecny przy spotkaniu ludzi, ale nie oznacza to, iż to on ich ze sobą łączy. Może towarzyszyć przyjaźni, ale nie jest źródłem przyjaźni. Może pojawić się podczas biesiady, ale to nie oznacza, iż biesiada potrzebuje alkoholu. I właśnie tutaj przebiega granica mojej polemiki z tekstem Jana Greczuka.

Wspólnota bez alkoholu jest możliwa

Moje własne doświadczenie pokazuje, iż można robić dokładnie to, o czym pisze Greczuk: tworzyć więzi, spotykać się regularnie, rozmawiać, poznawać nowych ludzi, dyskutować, wspólnie działać i budować lokalną wspólnotę – bez alkoholu. Na naszych spotkaniach Stowarzyszenia Myśli Patriotycznej nie potrzebujemy butelki na stole, żeby ludzie zostali ze sobą przez kilka godzin i prowadzili żywe dyskusje. Potrzebujemy ludzi, tematów, wspólnego celu oraz przestrzeni, w której można się spotkać. I być może właśnie tego powinniśmy dziś szukać sposobu na uspołecznienie ludzi zamiast sposobu na uspołecznienie picia. To zasadnicza różnica.

Jeżeli chcemy walczyć z atomizacją społeczną, twórzmy więcej miejsc, w których ludzie mogą się spotkać. o ile chcemy wzmacniać rodziny – wzmacniajmy rodziny. o ile chcemy wychować silnych mężczyzn – pokazujmy, iż siła oznacza również samokontrolę. o ile chcemy budować patriotyczną wspólnotę – organizujmy spotkania, działania, wykłady, akcje społeczne i wspólne przedsięwzięcia. Nie potrzebujemy alkoholu, żeby ludzie zaczęli być ze sobą. Potrzebujemy powodów, żeby być ze sobą naprawdę.

I właśnie dlatego nie zgadzam się z przedstawianiem alkoholu jako istotnego elementu kultury wspólnotowej. Alkohol może być elementem pewnych obyczajów, ale wspólnota zaczyna się tam, gdzie ludzie potrafią być razem również wtedy, gdy na stole nie ma alkoholu.’

Ten tekst przeczytałeś za darmo dzięki hojności naszych darczyńców

Nowy Ład utrzymuje się dzięki oddolnemu wsparciu obywatelskim. Naszą misją jest rozwijanie ośrodka intelektualnego niezależnego od partii politycznych, wielkich koncernów i zagraniczych ośrodków wpływu. Dołącz do grona naszych darczyńców, walczmy razem o podmiotowy naród oraz suwerenną i nowoczesną Polskę.

Darowizna na rzecz portalu Nowy Ład Koniec Artykuły

Rodzaj płatności(wymagane)
Wpłata jednorazowa
Wpłata cykliczna
Wybierz kwotę płatności(wymagane)
250 zł
150 zł
100 zł
50 zł
20 zł
Pozostałe
Imię i nazwisko(wymagane)
Imię Nazwisko
Email(wymagane)
Zgoda PayU(wymagane)
Wpłacając darowiznę zgadzasz się z polityką prywatności i regulaminem darowizn PAYU

Źródła:

  • Biuro Analiz Sejmowych – opracowania dotyczące alkoholu jako problemu zdrowia publicznego
  • Eurostat – dane dotyczące wzorców spożywania alkoholu w państwach europejskich
  • Komenda Główna Policji – statystyki dotyczące nietrzeźwości, wypadków i przestępczości
  • Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU) – dane dotyczące spożycia alkoholu i problemów alkoholowych w Polsce
  • Narodowy Fundusz Zdrowia – dane dotyczące świadczeń i pacjentów z rozpoznaniami związanymi z alkoholem
  • Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) – dane dotyczące zdrowotnych i społecznych konsekwencji spożywania alkoholu
Idź do oryginalnego materiału