– Ależ rozumiesz, Aluś, iż na takich jak ty się nie żeni – powiedział spokojnie Arsen.

twojacena.pl 2 dni temu

Drogi Dzienniku,

Dziś po raz kolejny usłyszałam słowa, które wciąż dręczą mnie w snach. Arkadiusz, spokojny jak zwykle, spojrzał na mnie i rzekł: Wiesz, Bogno, ludzie takimi jak ty nie wychodzą za mąż. Są tylko dla przyjemności i krótkich romansów. Są natomiast ci, co zachowują się do ślubu. Niestety, nie należysz do nich.

Zapytałam go zaskoczona: Co w mnie nie pasuje, Arkadiuszu? Gotuję pysznie, wyglądam świetnie, w domu panuje porządek. Czy jako kobieta nie jestem dla ciebie wystarczająca? Odpowiedział z satysfakcją, iż to właśnie to najgorsze. Jesteś już zniszczona. Zrozum: takich jak ty nie biorą za żony. Spotyka się z nimi jedynie bez zobowiązań. Żenią się z dziewczynami cnotliwymi, w których jesteś pierwsza. Aby gotowa była myć mu stopy i pić wodę ze studni, jak w przysłowiu. Zawołał, odwrócił się do ściany i ziewnął.

Jeszcze tydzień temu siedziałam w kawiarni przy Krakowskiej w Łodzi, rozmawiając z przyjaciółkami o planach. Mówiłam, iż życie się układa: mam 30 lat, nie jestem już dziewczyną, ale mam karierę, mieszkanie, samochód, wyglądam świetnie. Mogę się ożenić i mieć dzieci! A do tego pojawił się kandydat, jak z bajki. Arkadiusz nigdy nie był żonaty, mieszkał sam, choć mieszkanie kupił obok matki. Czternastoletnia różnica wieku, przystojny, zadbany, prawie bez wad i z poważnym stanowiskiem. Same szczęście.

Spotkaliśmy się w pracy pojawił się u mnie jako pacjent w gabinecie dentystycznym, a wyszedł już zakochany. Wtedy pracowałam na dwa etaty: w przychodni i w prywatnej klinice, więc nie miałam czasu dla siebie. A on przynosił kwiaty, nie zwykłe róże, a piwonie, w lutym! Restauracja i wszystko zaczęło się kręcić.

Jedynym, co mnie niepokoiło, był fakt, iż po dwóch latach związku nie było propozycji małżeństwa. Przyjaciółki podpowiadały: Czas, Bogno, na ślub. Czułam to też. Odważyłam się więc porozmawiać. Wieczorem przed snem podniosłam temat i usłyszałam, iż jestem zniszczona, nie do ślubu.

W głowie nie mogło dojść. Co on sobie wyobraża?! Następnego wieczoru znów spotkałam się z dziewczynami w kawiarni, szukając rady.

Wyobraźcie sobie, dziewczyny zaczęłam on powiedział, iż już nie jestem tą! Że na takich nie wychodzą za mąż!
Naprawdę? zdziwiła się Katarzyna. Jesteś piękna, mądra, samodzielna!
Mówi, iż żeni się tylko z cnotliwymi. A ja, jak twierdzi, jestem trzeciego gatunku wadliwa. Co mam teraz zrobić? W każdym innym aspekcie pasuję: inteligentny, z pieniędzmi, w łóżku wszystko gra.
Bogno, wyrzuć go, zanim zruinuje twoją samoocenę westchnęła Lidia.
A jeszcze lepiej dodała Katarzyna przywieź go do nas! My z Michałem mamy właśnie rocznicę dziesięciu lat małżeństwa! Niech zobaczy, co to rodzina.

Postanowiliśmy więc zaprosić go. Arkadiusz, który zwykle nie lubił takich spotkań, nagle się zgodził i sam podjął kierownicę. Ja już wyobrażałam sobie przyjemny odpoczynek z przyjaciółkami w końcu nie ja będę prowadzić powrót.

Na wsi u Katarzyny i Michała było przytulnie: dzieci, kiełbaski na grillu, śpiew ptaków, a nasz pies Szperek biegał jakby miał niewidzialny akumulator. Obiad trwał od południa do wieczora. Starsi goście odszli, dzieci poszły spać. Przy stole zostaliśmy my przyjaciółki, gospodarze i Arkadiusz.

Piliśmy herbatę z ciastem jagodowym i rozmawialiśmy, kiedy znów Arkadiusz wpisał się w swój rolę:

Powiedzcie mi, Katarzyno, dlaczego Bogna wciąż nie jest mężatką? Przecież wy już dziesięć lat razem.
Nie wszystkim udało się zakochać na trzecim roku studiów, jak mnie wzruszyła ramionami Katarzyna. Wtedy studiowałam i pracowałam, nie miałam czasu.
A wy wyszliście za mąż cnotliwie?
Co ty! rozbawiła się Katarzyna. My z Michałem od pierwszego roku razem!
Ale on był pierwszym?
A chce pan pokazać paszport? oburzył się Michał. Moja żona to ja, i tyle.
Widzicie? Była czysta. To szacunek. A małżeństwo z kobietą, co już miała kilku? To hańba dla rodziny!
A wy jakimś tak szlachetnym rodu trzeba mieć bez przeszłości? zaśmiała się Lidia. Po co więc dawałeś Bogni nadzieję?
Nic nikomu nie obiecałem wzruszył ramieniem Arkadiusz. Twoja przyjaciółka powinna sama zrozumieć: jest kobietą drugiego gatunku. A do małżeństwa z taką potrzebne są poważne powody. Nie widzę ich.
Czyli jestem trzeciego gatunku, rozwiedziona i z dzieckiem uśmiechnęła się Lidia. Żałuję cię, człowieku. Ciebie i twojego rodu.
Jak mówisz o kobietach w moim domu? podniósł głos Michał. Gatunki u niego! Ty sam jesteś przeterminowany śledź! Chwycił Arkadiusza i wyciągnął na podwórze. Dla niego to nic nie było trudne dwa metry wzrostu, muskularny.
Z precz stąd! Nie pozwolę zepsuć święta. Gdyby nie dziewczyny, dawno bym cię przygniótł. Nie jesteś naszym gościem.
Bogno, jadę. Zostajesz ze mną czy zostajesz? z dumą oznajmił Arkadiusz, chwytając torbę.

Zalałam się śmiechem, nie mogłam odpowiedzieć. Arkadiusz, nie czekając na mój gest, zamknął drzwi i odjechał.

No, Michał, dziękujemy zachichotałam. To koniec! Żadnego mężczyzny już nie przyjmę! choćby przeterminowanego!
To był zły pomysł, oświecać go o małżeństwie uśmiechnęła się Katarzyna. Ale jaki bohater! Dziewczyny, słyszeliście? Ja pierwszy gatunek! A wy już…

Żarty trwały całą noc. Potem Lidia odwoziła mnie do domu. Życie wróciło do codziennych przyjęć pacjentów i wypełniania kart chorób. Arkadiusz już nie dzwonił.

Pani Bogno, zostawiłem list na recepcji usłyszałam głos Lenki, recepcjonistki.
Dziękuję, Lenko, zajrzę później.

Po skończonym dyżurze otworzyłam kopertę. W środku było

Pozostaję z wrażeniem, iż niektórzy ludzie są jedynie odbiciem własnych luster. Tylko czas pokaże, czy znajdę kogoś, kto doceni mnie taką, jaka jestem.

Z wyrazami zmęczenia,
Bogna.

Idź do oryginalnego materiału