Drogi Dzienniku,
dzisiaj wciąż krąży w mojej głowie wypowiedź Andrzeja, którego kiedyś uważałam za ukochanego. Rozumiesz, Jadziu, iż z takimi jak ty nie wychodzi się za mąż powiedział spokojnie, po czym dodał, iż istnieją kobiety do miłości i przyjemnego spędzania czasu, a są też te, które zachowują się do ślubu. Niestety, ja nie należę do tej drugiej grupy.
Zadałam mu pytanie: Co we mnie ci nie pasuje, Andrzeju? Gotuję pysznie, wyglądam dobrze, w domu porządek jako kobieta mam wszystko, co trzeba. Jego odpowiedź brzmiała: Właśnie to jest problem! Jesteś już zepsuta. Takich nie biorą za żony, tylko spotykają się bez zobowiązań. Ślubują z dziewczynami czystymi, w których jesteś pierwszą. Musisz być gotowa myć mężowi ręce i pić z jego kubka, jak w przysłowiu. Po tych słowach odwrócił się do ściany i odszedł, zasypiając przy nich.
Jeszcze tydzień temu siedziałam w kawiarnian w Krakowie z przyjaciółkami, dzieląc się planami. Życie się układa mam trzydzieści lat, nie jestem już dziewczyną, ale mam karierę, mieszkanie, samochód, wyglądam świetnie. Mogę się ożenić i mieć dzieci! mówiłam, podkreślając, iż mam idealnego kandydata: Andrzej, nigdy nie był żonaty, mieszka osobno, a kupił mieszkanie obok z mamą. Czternaście lat różnicy, przystojny, zadbany, prawie bez złych nawyków i z poważnym stanowiskiem czyste szczęście.
Poznaliśmy się w pracy przyszedł do mnie jako pacjent do gabinetu stomatologicznego, a wyszedł z sercem w zawieszeniu. Wtedy pracowałam zarówno w przychodni publicznej, jak i w prywatnej, więc nie miałam czasu dla siebie. A on przyniósł kwiaty nie zwykłe róże, ale piwonie, w lutym! Zarezerwowaliśmy restaurację i wszystko się zakręciło.
Jedynym problemem było to, iż po dwóch latach związku nie było jeszcze oświadczyn. Przyjaciółki podpowiadały, iż czas na małżeństwo, i ja sama to czułam. Postanowiłam porozmawiać przed snem i usłyszałam, iż jestem zepsuta, nie do ślubu.
Nie mogłam uwierzyć. Co on sobie wyobraża? Następnego wieczoru spotkałam się ponownie z przyjaciółkami w Gdańsku, potrzebowałam rady.
Wyobraźcie sobie, dziewczyny powiedziałam on powiedział, iż już nie jestem tym, kim byłaś! Że na takie nie wychodzi się za mąż! westchnęła Kasia. Naprawdę? Jesteś piękna, mądra, samodzielna! dodała Lidia. Mówi, iż tylko z dziewczynami czystymi się żeni, a ja trzecią klasą, wadliwą. A co mam zrobić? W każdym innym aspekcie jest idealny: inteligentny, z pieniędzmi, w łóżku wszystko gra. westchnęłam.
Jadzia, zostaw go, zanim zniszczy twoją samoocenę mruknęła Lidia. A jeszcze lepiej zaproś go do nas! My i Michał świętujemy dziesięciolecie małżeństwa, niech zobaczy, czym jest rodzina doradziła Kasia.
Zdecydowałyśmy się zaprosić go. Andrzej, który zwykle nie lubił takich spotkań, zgodził się i sam wziął kierownicę. Już wyobrażałam sobie przyjemny wypoczynek z przyjaciółkami w końcu to nie ja będę prowadzić powrót.
Na wsi u Kasi i Michała było po swojemu: dzieci, grill, ptaszki, a pies Burek biegał, jakby miał niewidzialną baterię. Ucztowaliśmy od południa do wieczora. Starsi goście poszli, dzieci zasnęły. Przy stole zostali nasze przyjaciółki, gospodarze i Andrzej. Piliśmy herbatę z jagodowym ciastem i rozmawialiśmy, kiedy Andrzej znów zabrał głos:
Powiedzcie mi, Kasiu, dlaczego Jadzia wciąż nie jest zamężna? Wy już dziesięć lat w małżeństwie. zapytał. Kasia odpowiedziała: Nie każdemu szczęście przytrafiło się na trzecim roku, tak jak mnie. wzruszyła się. A wy wyszliście za mąż jako czyste? dopytał. Co ty! zaśmiała się Kasia. My z Michałem od pierwszego roku razem! dodała. Ale on był pierwszy? dopytał Andrzej. Pokazać ci paszport? oburzył się Michał. Moja żona stała się, i koniec. zakończył.
Widzicie? To znaczy, iż była czysta. To szacunek. A jak poślubić kobietę, która miała kilku partnerów? To hańba dla rodziny! wtrącił Andrzej. Lidia rzuciła wyśmiewający komentarz: Jaką macie rodzinę, iż musicie być bez przeszłości? Dlaczego więc dawałeś Jadzi nadzieję? zawołała. Nic nikomu nie obiecywałem twoja przyjaciółka musi sama zrozumieć, iż jest kobietą drugiego sortu. Do małżeństwa z nią potrzebne są poważne powody, których nie widzę odparł.
Czy więc jestem trzecim sortem, rozwódką z dzieckiem? uśmiechnęła się Lidia. Smutno ci, kochany. Tobie i twojemu rodowi. dodał Michał, wstając. Sorty w jego domu! Sam jesteś przeterminowany śledź! wkurzył się i wyrzucił Andrzeja na podwórko. Jego dwumetrowa, umięśniona postać nie miała problemu, by go wyprzeć.
Zejdź stąd! Nie dam ci popsuć święta. Gdyby nie dziewczyny, dawno bym cię zgniótł. Nie jesteś naszym gościem ryknął. Jadziu, jadę. Zostaniesz ze mną czy zostaniesz? z dumą zapytał Andrzej, chwytając torbę. Rozbawiłam się tak, iż nie mogłam odpowiedzieć. Nie czekając na mój odzew, wjechał i odjechał.
Dzięki, Michałku zaśmiała się Jadzia. Już nie chcę żadnych mężczyzn! choćby przeterminowanego! Lidia dodała: To był zły pomysł, tłumaczyć mu małżeństwo. Ale jakiż on jest bohater! Dziewczyny, słuchajcie ja jestem pierwszym sortem! A wy już tak wyszło.
Śmiechy trwały całą noc. Potem Lidia odwieźła mnie do domu. Życie wróciło do zwykłych przyjęć pacjentów i wypełniania kartotek. Andrzej już do mnie nie dzwonił.
Pani Doktor, zostawiłem list na recepcji usłyszałam głos Lenki, recepcjonistki. Dzięki, Lenko, zobaczę później odpowiedziałam.
Zakończywszy dyżur, otworzyłam kopertę. W środku było .
Co dalej, drogi Dzienniku? Czas pokaże.





