– Ależ rozumiesz, Alu, iż takie jak ty się nie żeni – powiedział spokojnie Arsen.

newsempire24.com 23 godzin temu

Czy rozumiesz, Stasiu, iż na takie, jak ty, nie biorą się w małżeństwo rzekł spokojnie Andrzej. Są kobiety do miłości i przyjemnych chwil. Są też te, które chronią się do ślubu. Niestety, ty do nich nie pasujesz.

Co w mnie ci nie odpowiada, Andrzeju? Gotuję wyśmienicie, wyglądam czarująco, w domu porządek. Czyż nie jestem dla ciebie atrakcyjna? zapytała zaskoczona Stasia, patrząc na mężczyznę, którego uważała za kochanka.

To właśnie jest problem! Jesteś już zepsuta. Zrozum: takich jak ty nie biorą za żony. Spotykają się z takimi po prostu bez zobowiązań. A z dziewczynami czystymi, które są pierwsze, się żenią. Żeby umiała myć mu nogi i pić tę wodę, co w przysłowiu. Andrzej, zadowolony z ostatniego zdania, odwrócił się do ściany i ziewnął.

Tydzień wcześniej Stasia siedziała w warszawskiej kawiarni z przyjaciółkami i snuła plany: życie ma się układać. Trzydzieści lat, nie dziewczyna już, ale kariera, mieszkanie, samochód, wygląd idealny. Może małżeństwo, może dzieci! A kandydat już czekał niczym z snu. Andrzej: nigdy nie był żonaty, mieszkał sam, choć kupił mieszkanie obok matki. Czternaście lat różnicy, przystojny, zadbany, prawie bez złych nawyków i na poważnym stanowisku. Same szczęście.

Spotkali się w pracy on przyszedł do niej na wizytę jako pacjent do gabinetu dentystycznego, a wyszedł już zakochany. Stasia wtedy pracowała w przychodni i w prywatnej klinice, więc nie miał czasu w życie prywatne. A tu kwiaty, nie zwykłe róże, a piwonie. W lutym! Restauracja I wszystko się zakręciło.

Jedynym zmartwieniem było to, iż po dwóch latach związku nie było propozycji ręki i serca. Przyjaciółki szeptały: pora już na ślub. Stasia też to czuła. Odważyła się więc na rozmowę. Przed snem podniosła temat i usłyszała: jest zepsuta, nie do ślubu.

W głowie nie mieściło się to. Co on sobie pozwala?! Następnego wieczoru Stasia znów spotkała się z przyjaciółkami w kawiarni potrzebowała rady.

Wyobraźcie sobie, dziewczyny zaczęła Stasia on powiedział, iż już nie jestem! Że na takie nie żenią!

Serio?! zdziwiła się Jadwiga. Jesteś piękna, mądra, samodzielna!

Mówi, iż żeni się tylko z dziewczynami czystymi. A ja, podobno, trzeciego gatunku bezużyteczna. A co mam teraz zrobić? W każdym innym calu pasuję: inteligentny, z pieniędzmi, w łóżku wszystko gra.

Stasiu, odrzuć go, zanim zniszczy twoją samoocenę westchnęła Lidka.

A jeszcze lepiej dodała Katarzyna przywieźcie go do nas! My z Michałem właśnie obchodzimy dziesięciolecie małżeństwa! Niech zobaczy, czym jest rodzina.

Zgodzili się zaprosić go. Andrzej, który zwykle nie lubił takich wydarzeń, nagle zgodził się i sam usiadł za kierownicą. Stasia już wyczuwała przyjemny wypoczynek z przyjaciółkami w końcu nie ona prowadziła powrót.

Na domku w Zakopanem u Katarzyny i Michała było domowo: dzieci, kiełbaski na ruszcie, ptaszki, a pies Burek biegał, jakby miał niewidzialną baterię. Biesiada trwała od południa do wieczora. Starsi rozeszli się, dzieci zasnęły. Przy stole zostali swoi przyjaciółki, gospodarze i Andrzej.

Pijemy herbatę z jagodowym ciastem, rozmawiamy. I znów Andrzej zaczyna:

Powiedzcie mi, Katarzyno, czemu Stasia wciąż nie jest zamężna? Przecież wy już dziesięć lat w małżeństwie.

Nie wszystkim udało się zakochać na trzecim roku, tak jak mnie wzruszyła ramionami Katarzyna. Stasia wtedy się uczyła, pracowała, nie miała czasu.

Czy wy wyszłyście za mąż będąc czystymi?

Co ty! rozbawiła się Katarzyna. My z Michałem od pierwszego roku razem!

Ale on był pierwszy?

Pokazać ci paszport? odparł Michał. Moja żona jest, i tyle.

Widzicie! To znaczy, iż była czysta. To szacunek. A żenić się z kobietą, która miała kilku? To hańba dla rodziny!

Skąd macie taką rodzinę, iż musicie być bez przeszłości? roześmiała się Lidka. Dlaczego więc dawałeś Stasi nadzieję?

Nie obiecywałem nikomu niczego wzruszył ramionami Andrzej. Twoja przyjaciółka powinna sama zrozumieć: jest kobietą trzeciego gatunku. Do małżeństwa z taką potrzebne są poważne przyczyny, których nie widzę.

Czyli jestem trzecim gatunkiem, rozwódką z dzieckiem uśmiechnęła się Lidka. Szkoda cię, człowieku. Ciebie i twojego rodu.

Jak rozmawiasz z kobietami w moim domu? wtrącił się Michał. Gatunki u niego! Sam jesteś przeterminowana śledź! Chwycił Andrzeja i wyciągnął na podwórko. Nie było to trudne dwa metry wzrostu, muskularny.

Zejdź stąd! Nie dam ci popsuć święta. Gdyby nie dziewczyny, dawno byśmy cię przygniotili. Nie jesteś naszym gościem.

Stasiu, jadę. Zostajesz czy odjeżdżasz? głośno oznajmił Andrzej, chwytając torbę.

Stasia, rozbawiona do łez, nie mogła odpowiedzieć. Andrzej, nie czekając na jej wsparcie, zamknął drzwi i odjechał.

No, Michale, dzięki zachichotała Stasia. Koniec! Żadnego mężczyzny więcej! choćby przeterminowanego!

To był zły pomysł, oświetlać go tematem małżeństwa uśmiechnęła się Katarzyna. Ale jaki to bohater! Dziewczyny, słyszycie? Ja pierwszy gatunek! A wy już jak wypadły.

Żartów starczyło na całą noc. Potem Lidka odwieźała Stasię do domu. Życie wróciło do zwykłych przyjęć pacjentów i wypełniania kart chorób. Andrzej już nie dzwonił.

Stasiu, zostawiłam ci kopertę na recepcji.

Dziękuję, Lenko, przejrzę później.

Po zakończeniu przyjęcia Stasia otworzyła kopertę. W środku było .

Idź do oryginalnego materiału