Ale jazda, tato, jakie powitanie ci się trafiło! I po co ci był ten sanatorium, skoro w domu masz pe…

newskey24.com 1 dzień temu

Nie do wiary, tatku, jak Cię witają. Po co Ci ten sanatorium, skoro w domu masz taki „wszystko w cenie”?

Gdy Maciej wręczył jej klucze do swojego mieszkania, Jagoda zrozumiała: Twierdza zdobyta. Żaden Zbigniew Wodecki nie czekał tak na Fryderyka, jak ona na swojego Macieja, i to z własną ostoją.

Zrezygnowana, trzydziestopięcioletnia, coraz częściej rzucała współczujące spojrzenia na warszawskie koty i witryny Wszystko dla rękodzieła.

A tu on samotny, co poświęcił młodość pracy, dietom, siłowni i innym bzdurom, jak poszukiwanie siebie, i do tego bezdzietny.

Jagoda marzyła o tym prezencie, odkąd skończyła dwadzieścia lat, więc może tam w niebiosach wreszcie pojęli, iż nie żartowała.

Mam ostatni służbowy wyjazd w tym roku, a potem cały jestem dla Ciebie powiedział Maciej, przekazując jej upragnione klucze. Tylko się nie przestrasz mojej nory. Wpadam tam przeważnie tylko, żeby spać dodał i odleciał do innej strefy czasowej na cały weekend.

Jagoda spakowała szczoteczkę do zębów, krem i ruszyła zobaczyć, co też to za nora. Problemy zaczęły się już na wejściu. Maciej ostrzegł, iż zamek czasem szwankuje, ale ona nie spodziewała się, iż aż tak.

Przez czterdzieści minut szturmowała drzwi: pchała, ciągnęła, wciskała klucz do końca, próbowała grzecznie przekręcić, ale ewidentnie drzwi nie miały ochoty się otworzyć przed nową lokatorką.

Jagoda zaczęła naciskać psychologicznie, jak uczyli kiedyś na podwórku koledzy spod bloku. Na hałas otworzyły się drzwi sąsiadów.

Dlaczego pani próbuje wejść do cudzego mieszkania? zapytała zaniepokojonym głosem sąsiadka.

Nie próbuję, mam klucze syknęła zirytowana Jagoda, wycierając pot z czoła.

A kim pani adekwatnie jest? Nigdy pani nie widziałam dociekała dalej sąsiadka, wścibsko zaglądając przez szparę.

Jestem jego dziewczyną! odparła z wyzwaniem Jagoda, kładąc ręce na biodrach, ale zobaczyła tylko wąską szczelinę, przez którą toczyła się negocjacja.

Pani? zdziwiła się szczerze sąsiadka.

Tak! Jakiś problem?

Nie, żadnego. Tylko on nigdy nikogo tu nie sprowadzał (w tym momencie Jagoda jeszcze bardziej pokochała Macieja), a tu nagle taka nowość…

Jaka taka? nie zrozumiała Jagoda.

Wie Pani, to nie moja sprawa, przepraszam i zamknęła drzwi.

Rozumiejąc, iż teraz albo nigdy, Jagoda wcisnęła klucz i z całej siły rzuciła się, by wejść do tej norki, iż niemal wykręciła całą framugę. Drzwi w końcu ustąpiły.

Cały świat Macieja stał przed Jagodą jak na dłoni, jej dusza pokryła się szronem. Pewien ascetyzm u młodego samotnika to norma, ale to była prawdziwa cela.

Biedaku, czy Twoje serce kiedykolwiek zaznało domowego ciepła? wyszeptała, spoglądając na skromne lokum, gdzie odtąd miała bywać często.

Z drugiej strony, była zadowolona. Sąsiadka nie kłamała: kobieca ręka nigdy nie dotknęła tych ścian, tej podłogi, tej kuchni ani szarych okien. Jagoda była tu pierwsza.

Nie mogąc wytrzymać, wskoczyła w pantofle i pobiegła do najbliższego sklepu po firankę, dywanik do łazienki, przy okazji łapki kuchenne i ręczniki.

W sklepie doszło na nią jak fala… Do dywanika i firanki dołączyły aromatyzery, mydło manualnie robione, oraz wygodne pudełka na kosmetyki.

Dodanie paru drobiazgów w cudzym mieszkaniu to przecież nie bezczelność, pocieszała się Jagoda, podczepiając drugi koszyk do pierwszego.

Zamek już nie stawiał oporu. adekwatnie przestał w ogóle spełniać swoją rolę, jakby był bramkarzem hokeja, który zapomniał maski przed meczem.

Rozumiejąc, co narobiła, Jagoda dzięki kuchennych noży do północy próbowała wymontować stary zamek, a rankiem pognała do sklepu po nowy. Noże, jasne, też trzeba było wymienić. A jeszcze widelce, łyżki, obrus, deski do krojenia i podkładki pod gorące. Firanki same się prosiły.

W niedzielę, w południe, zadzwonił Maciej i powiedział, iż zostaje na służbówce jeszcze dwa dni.

Będę tylko wdzięczny, jeżeli wniesiesz w moje mieszkanie trochę ciepła i domowego ducha uśmiechał się w słuchawce, gdy Jagoda wyznała, iż pozwoliła sobie na kilka zmian w wystroju.

Zresztą, przytulność wiozła już ciężarówkami, transportowała zgodnie z planem technicznym oraz dokumentacją. Tyle lat to się kumulowało w samotnej kobiecie, a teraz, gdy rozwiązały się ręce, nie mogła przestać.

Po powrocie Macieja z dawnego mieszkania pozostał tylko pająk przy wentylacji. Jagoda chciała go przegonić, ale gdy zobaczyła osiem wystraszonych oczu, uznała, iż to symbol nietykalności cudzego dobytku.

Mieszkanie Macieja wyglądało od tej pory, jakby już osiem lat był szczęśliwy w związku małżeńskim, potem rozczarował się nim, a potem był szczęśliwy już wbrew wszystkiemu.

Jagoda nie tylko przejęła mieszkanie, ale zadbała, by cały blok wiedział, iż jest nową gospodynią i wszelkie sprawy można kierować do niej. Obrączki na palcu wprawdzie nie miała, ale to już drobiazg techniczny.

Sąsiedzi z początku patrzyli podejrzliwie, ale potem już tylko rozkładali ręce: Jak pani chce, dla nas to bez znaczenia, pani sprawa.
***
W dzień przyjazdu Macieja Jagoda przygotowała prawdziwą domową kolację, schowała swoje jędrne pośladki w eleganckie, lekko wyzywające opakowanie, poustawiała w kątach pachnidła i, przyciemniając nowo zamontowane światło, zaczęła czekać.

Maciej się spóźniał. Gdy Jagoda poczuła, iż ubranie zaczyna ją uwierać w tym miejscu, dla którego pół roku zasuwała na siłowni, w zamku przekręcił się klucz.

Zamek nowy, po prostu popchnij, nie zamknięte! zawstydzona, ale kusząca, rzuciła w stronę drzwi. Nie bała się ocen. Tak dobrze zadbała o mieszkanie. Wszystko jej wybaczą.

W momencie gdy drzwi się otworzyły, nagle dostała SMS-a od Macieja: Gdzie jesteś? Jestem w domu. Nie widzę żadnych zmian w mieszkaniu. Znajomi straszyli mnie, iż wszystko obstawisz kosmetykami.

Oczywiście przeczytała tę wiadomość dużo później. W tym czasie do mieszkania weszli zupełnie obcy ludzi pięcioro osób: dwóch młodych mężczyzn, dwójka nastolatków i bardzo stary dziadek, który, widząc Jagodę, od razu się wyprostował i wygładził siwe szczątki włosów.

No patrz, tatusiu, jak cię tu przyjmują… Po co ci ten sanatorium, skoro w domu masz wszystko w cenie? zagadał jeden, natychmiast dostając kuksańca od swojej prawdopodobnie żony za zbytnie gapienie się.

Jagoda stała w progu z dwoma pełnymi kieliszkami, nie mogąc się ruszyć. Miała ochotę krzyczeć, ale nie przezwyciężyła paraliżu.

Gdzieś w kącie rozradowany pająk zachichotał.

Przepraszam, kim pani jest? pisnęła Jagoda.

Właściciel lokum. A pani z przychodni, co? Przyszła pani zrobić opatrunek? Mówiłem, iż sam sobie poradzę odpowiedział dziadek, przypatrując się stroju pielęgniarki, w którym była Jagoda.

Hmm, Adam Władysławowicz, u was tu aż miło i błogo, aż chce się żyć zajrzała przez ramię Jagody żona młodego. Co innego, bo tu było jak w mauzoleum. A Pani jak się nazywa? Czy nasz Adam nie jest dla pani za stary? Chociaż, wiadomo, mężczyzna poważny, z własnym mieszkaniem…

Ja-jagoda…

Tak! Adam Władysławowicz, jak pan umie dobierać ludzi, gratulacje!

Dziadek, sądząc po błyszczących oczach, też uważał to za uroczy zbieg okoliczności.

A gdzie Maciej? wyszeptała Jagoda. Ze stresu wypiła oba kieliszki jednym łykiem.

Ja jestem Maciej! rękę w górę podniósł chłopiec lat osiem.

Poczekaj, jeszcze ci za młodo być Maciejem matka zabrała rękę syna i wysłała dzieci oraz męża do samochodu.

Pros… przepraszam, chyba pomyliłam mieszkania zaczęła odzyskiwać przytomność Jagoda, przypominając sobie zamek. To tutaj, Lilakowa osiemnaście, mieszkanie dwadzieścia sześć?

Nie, to Bukowińska, osiemnaście ucieszony dziadek już szykował się do rozpakowywania swojego nieoczekiwanego prezentu.

No to pięknie westchnęła tragicznie Jagoda pomyliłam. Proszę się rozgościć, a ja tylko na chwilę wyjdę, muszę zadzwonić.

Chwyciła telefon i uciekła do łazienki, gdzie zaryglowała drzwi i owinęła się ręcznikiem. Tam przeczytała SMS od Macieja.

Macieju, zaraz będę, tylko utknęłam w sklepie, odpisała drżącą ręką.

Świetnie, czekam. Jak możesz, przynieś butelkę czerwonego, nagrał głosową wiadomość Maciej.

Czerwone miała dostarczyć ale już we własnych żyłach. Pod pachą dywanik, w ręce zdjęta firanka, czekała aż nieznajomi wejdą do kuchni, po czym wybiegła z łazienki.

Szybko pakując swoje rzeczy do reklamówki, wypadła z mieszkania.

***
Opowiem, ale później wytłumaczyła swój wygląd Jagoda, gdy młody mężczyzna otworzył jej drzwi.

Poruszając się jakby we mgle, minęła go, nie patrząc mu w oczy. Najpierw weszła do łazienki, zawiesiła firankę, rozłożyła dywanik, potem padła na kanapę i spała aż do rana, gdy cały stres i czerwone wyparowały.

Obudziwszy się, zobaczyła przed sobą nieznajomego mężczyznę, wyczekującego słowa wyjaśnienia.

Przepraszam, jaki tu jest adres?..

Butowa, osiemnaście…

Idź do oryginalnego materiału