Adam Małysz ogłosił ostateczną decyzję. To koniec ważnego etapu

zycie.news 2 godzin temu
Zdjęcie: Adam Małysz, screen Youtube @tvp_sport


Adam Małysz potwierdził, iż nie wystartuje w czerwcowych wyborach na prezesa Polskiego Związku Narciarskiego. Oznacza to, iż po jednej kadencji jego czas na czele PZN dobiega końca, a związek czeka zmiana władzy w newralgicznym momencie przed kolejnym czteroleciem olimpijskim.

Małysz powiedział wprost, iż nie będzie kandydował

Decyzja zapadła po środowym, wielogodzinnym posiedzeniu zarządu PZN. W rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet Adam Małysz został zapytany wprost, czy wystartuje w wyborach na prezesa związku. Odpowiedział krótko: „Nie”. Chwilę później wyjaśnił, iż w zarządzie są „trochę rozbieżne wizje”, a on sam woli nie ubiegać się o kolejną kadencję.

Najmocniej wybrzmiał jednak osobisty powód tej decyzji. Małysz powiedział: „Dla swojego zdrowia i spokoju wolę nie kandydować”. Dodał również, iż chce dokończyć sprawy, które ma jeszcze do zamknięcia, a później skupić się na własnych planach.

Kończy się istotny rozdział w PZN

Adam Małysz został wybrany na prezesa PZN 25 czerwca 2022 r., zastępując Apoloniusza Tajnera. Był wtedy jedynym kandydatem, a jego wybór miał symboliczny wymiar: legendarny skoczek przejął stery po wieloletnim szefie związku i swoim dawnym trenerze. Teraz wiadomo już, iż nie będzie ubiegał się o przedłużenie mandatu.

Walne Zgromadzenie Sprawozdawczo-Wyborcze PZN zaplanowano na 13 czerwca w Krakowie. To właśnie wtedy delegaci wybiorą nowe władze związku. Sam Małysz mówił, iż do tego czasu chce „pozamykać wszystkie rzeczy”, w tym ważne umowy sponsorskie, które mają zapewnić stabilność następcom.

W tle był jeszcze plan dużych zmian w skokach

Decyzja Małysza zapadła w momencie, gdy w związku trwała dyskusja o przyszłości sztabów szkoleniowych i kierunku zmian w skokach narciarskich. W połowie kwietnia prezes PZN ujawniał, iż przygotował „nowy plan” i „nową wizję”, a także porozumiał się z kluczową osobą, którą widział w tym projekcie. Zarząd uznał jednak, iż tak głębokie, strategiczne ruchy powinny zostać zatwierdzone już przez nowe władze, a nie przez ustępujące kierownictwo.

To właśnie ten wątek stał się jednym z elementów napięcia wokół końcówki kadencji. Małysz otwarcie przyznawał, iż jako człowiek sportu wolałby działać szybciej, bo w skokach każdy tydzień zwłoki może mieć znaczenie zimą. Ostatecznie jednak przeważyło przekonanie, iż decyzje o długofalowym kształcie kadr i sztabów powinien podejmować już nowy zarząd.

„To nie jest łatwa praca”

W rozmowie po ogłoszeniu decyzji Małysz nie ukrywał też zmęczenia samą funkcją. Powiedział: „To nie jest łatwa praca”, a później doprecyzował, iż nie spodziewał się, iż prezesura będzie aż tak często „walką z wiatrakami”. Opisywał tę rolę nie jako reprezentacyjną funkcję, ale jako ciężką, biurokratyczną harówkę, wymagającą stałej obecności w związku i dbania o wiele różnych dyscyplin jednocześnie.

Jednocześnie podkreślił, iż nie zamierza całkowicie odcinać się od środowiska. Zapowiedział, iż „zawsze” będzie przy skokach i nie tylko, bo przez ostatnie lata mocno zżył się nie tylko z pracownikami PZN, ale też z przedstawicielami innych kadr, od snowboardu po biegi narciarskie.

Kto po Małyszu? Na horyzoncie widać już jedno znane nazwisko

Wraz z decyzją Małysza natychmiast wróciło pytanie o jego następcę. Start w wyborach ogłosił już Apoloniusz Tajner, który kierował PZN w latach 2006–2022 i dziś jest posłem. W rozmowach z mediami mówił, iż do kandydowania namówiła go grupa delegatów, a sam związek określał jako pogrążony w chaosie.

To oznacza, iż czerwcowe wybory mogą stać się czymś więcej niż zwykłą zmianą personalną. Będą też oceną ostatnich lat w PZN i odpowiedzią na pytanie, czy delegaci chcą kontynuacji kursu wyznaczonego przez Małysza, czy raczej powrotu do modelu kojarzonego z czasami Tajnera.

Dla polskich skoków to moment naprawdę przełomowy

Odejście Małysza z wyścigu o drugą kadencję zamyka etap, który dla wielu kibiców miał wymiar symboliczny. Człowiek, który przez lata był twarzą największych sukcesów polskich skoków, spróbował swoich sił jako szef całego związku. Teraz sam przyznaje, iż to praca znacznie trudniejsza, niż mogło się wydawać z zewnątrz. I właśnie dlatego jego decyzja nie brzmi jak chwilowy kaprys, ale jak wyraźny sygnał, iż w PZN nadchodzi poważna zmiana.

Idź do oryginalnego materiału