Ach, ta babcia wyszła za mąż, uraziła dzieci!
Sobota, wieczór.
Jak prawie co tydzień, pojechałam do mamy do Radziejowa. Ma już 78 lat, od dawna mieszka sama w tym starym domku na Kujawach. W ciągu dwóch dni ogarnęłam sprzątanie, przeprasowałam pościel, wyprałam manualnie ubrania bo pralki automatycznej ani bieżącej wody tam nie uświadczysz. Latem dochodzi jeszcze ogrodowe harówka.
Może byś przeniosła się do mnie, byłoby Ci łatwiej, żadnego odpoczynku nie masz, biedaku powtarzała mama.
Mamo, tam mam pracę, córkę, wnuczki westchnęłam.
Mama opowiedziała mi, iż wrócił Stefan. Zerwał deski z okien pustego domu po zmarłej Wiktorii. Przez pięć lat nikt tam nie mieszkał. Mówi, iż się najeździł po świecie, ale tutaj chce się zestarzeć. Pytał o mnie, pewnie wpadnie się spotkać.
Stefan był moją pierwszą szkolną miłością. Uwielbiałam go, a on nie zwracał na mnie uwagi. W ostatniej klasie zrobiłam desperacki krok utopiłam wiadro w studni i pobiegłam do Stefana błagać, żeby je wyciągnął, bo inaczej mama mnie ochrzani. Stefan wziął żerdź i poleciał. Długo walczył z oblodzoną studnią, ale wyciągnął wiadro.
Myślisz, iż przesąd się spełni? zaśmiał się na odchodne.
Był taki przesąd komu wyciągniesz wiadro ze studni, temu zostaniesz wybrankiem. Stefan miał rację, nie zadziałał.
Wyjechał do miasta, skończył studia, przemieszczał się po całej Polsce, aż w końcu wrócił. Przeżył dwa małżeństwa z każdą kobietą rozstał się pokojowo, zostawił mieszkanie i cały wspólny majątek. Syn z pierwszego związku wyjechał z matką do Niemiec. Druga żona sama złożyła pozew, zakochała się w młodszym. Stefan przeszedł na emeryturę za pracę w trudnych warunkach planuje zorganizować brygadę budowlaną z miejscowymi chłopakami, budować domy, remontować, dorabiać do emerytury. Popyt jest, kapitał też.
Późnym wieczorem przyszedł. Zmieniony, siwy, ale z tym samym ciepłem w oczach.
A Ty wciąż taka piękna powiedział i mnie objął.
Oj, Stefan, kłamać się nauczyłeś. Oboje mamy grubo ponad pięćdziesiątkę, zmieniłam się i posiwiałam, jak wszyscy przerwałam mu.
Siedzieliśmy potem w altanie, piliśmy nalewkę jarzębinową i rozmawialiśmy bez końca
Stefan chciał dowiedzieć się, jak mi się żyje. Zaczęłam opowiadać choć sama byłam zaskoczona, iż tyle mu wyznałam. Może nalewka za mocno weszła?
Nie jestem sama, Stefan. Mam dużą rodzinę, ale czuję się jak służąca we własnym domu zaczęłam.
Moja jedynaczka, Jagoda, nie chciała się uczyć po szkole, od razu wyszła za mąż i przyprowadziła swojego Piotra do nas. Trzypokojowe mieszkanie w Toruniu, miejsca niby starczy. Urodziła wnuczkę Zosię.
Jakoś tak się stało, iż domowe obowiązki zawsze były moją świętą rolą. Jagoda miała depresję, noworodka.
Mojego męża (wspaniały człowiek) już nie ma zmarł nocą, nie zdążyłam się pożegnać.
Pracowałam, ciągnęłam dom, wydatki rosły, zięć zarabia niewiele. Wszystko co mam, wrzucam do wspólnego budżetu. Myślałam, iż Zosia pójdzie do przedszkola, Jagoda znajdzie pracę i będzie lżej ale kiedy Zosi były cztery lata, Jagoda urodziła drugą wnuczkę, Hanię.
Starsza chodzi już do szkoły, młodsza ma pięć lat. Jagoda przez cały czas siedzi w domu.
Rano robię śniadanie dla zięcia i dzieci, szykuję Zosię do szkoły, Hania zostaje z mamą. „Z mamą” znaczy, Jagoda śpi do południa, Hania sama się bawi albo ogląda bajki w telewizji. Spokojna dziewczynka Wysyłam Zosię do szkoły i idę do pracy. Wieczorem przygotowuję obiad na kolejny dzień, zajmuję się wnuczkami, trzeba wyprać, uporządkować.
Rozmawiałam z córką, mówiłam, iż jestem już zmęczona, czas by ona wzięła część obowiązków. Bez skutku. Ona twierdzi, iż jest wykończona dziećmi.
Zięć zadowolony. Teściowa pracuje, pieniędzy na wydatki nie brakuje, nie musi się wysilać. Warzywa z wsi on by pomógł, ale nie ma samochodu. Ciągle sugeruje żebym kupiła auto z własnych oszczędności. Wiedzą, iż mam trochę zapasów, ale boję się wydać ostatnie złotówki ze skarbonki i zostać z niczym. I tak moich pieniędzy na samochód nie wystarczy.
Jestem zmęczona. Wiem, iż to moja wina. Wychowałam leniwą córkę, bez sumienia. Rozumiem, a nie umiem wyrwać się z tego zaklętego koła.
Nic się nie martw, Aldona powiedział Stefan coś wymyślimy. Pora wracać do domu, już świta.
W niedzielę, wieczorem, Stefan zawiózł mnie swoim samochodem do Torunia. Cieszyłam się ile zapasów udało się przywieźć z Radziejowa worki, torby. Pomógł je wnosić do mieszkania.
Gdy wyszedł, Jagoda zapytała:
Skąd wytrzasnęłaś tego dziadka?
Wyjaśniłam, iż to dawny kolega ze szkoły, i zaczęłam rozpakowywać warzywa.
Dwa tygodnie później były kolega przyjechał przed obiadem i zaczął wynosić rzeczy, które wcześniej spakowałam. Zaspani Piotr i Jagoda wyszli z pokoju.
Co się dzieje? zapytali razem.
Wyprowadzam się. Wychodzę za mąż. Wrócę do rodzinnej wsi, chcę z Stefanem spokojnie dożyć odpowiedziałam.
Oszalałaś? Babcia-na-wydaniu, bez miejsca! Chociaż obiad zrobiłaś? Wnuczki zaraz będą głodne! burzyła się córka.
Jagodo, teraz sama będziesz karmić swoje dzieci, i swojego męża też. Przez dziesięć lat żyłam dla was, teraz chcę żyć dla siebie. Moja kochana, trzeba będzie trochę się ruszyć odparłam jej.
Zdrajczyni, zakazuję ci widywać wnuczki! piszczała Jagoda.
Nie zamierzam się z nimi na razie widywać. Mam mnóstwo spraw. Przez te lata częściej je widywałam niż ty i wyszłam.
W aucie popłakałam się.
Może powinnam uprzedzić, iż się wyprowadzam powiedziałam Stefanowi z żalem.
Usłyszałabyś to samo co dzisiaj, tylko dużo bardziej dosadnie. Przez lata się do ciebie przyzwyczaili, inaczej się nie da zerwać odpowiedział.
Wprowadziłam się do Stefana. Stworzyłam w domu przytulność, wybudował mi ciepły klozet i zamontował kabinę prysznicową. Wodę trzeba przywozić w baniakach i raz na jakiś czas wywozić ścieki drobiazg.
Zatrudniono mnie w podstawówce jako intendentkę mniejsza pensja, ale za to spokojniej. Stefan prowadzi brygadę budowlaną, pracy ma cały rok. Jesteśmy szczęśliwi, żyjemy spokojnie, zgodnie.
Po miesiącu Piotr przywiózł dziewczynki na weekend. Zosia opowiadała babci, iż rodzice się często kłócą. Tata gotuje zupę, nic więcej nie umie. Mama mówi, iż szuka pracy, ale jeszcze się zastanawia.
W niedzielę Piotr chciał zostawić Hanię w Radziejowie, ale się nie zgodziłam.
Pracuję, Stefan też. Dzieci powinny mieszkać z rodzicami. Na weekend proszę bardzo, ale na stałe pilnujcie sami. Rodziliście je dla siebie, nie dla mnie powiedziałam.
Piotr i Jagoda mieli mi za złe, ale za tydzień dziewczynki znów przyjechały do babci.
Tylko na weekend tłumaczył Piotr, a przy okazji sam został na kolację. Brakowało mu mojej kuchni.
Taka to historia.
Jedni powiedzą, iż matka była okrutna wobec córki.
Inni, iż sprawiedliwa.
Ile ludzi, tyle opinii.








